Reklama

Reklama

​PKO Ekstraklasa. Stal Mielec - Lechia Gdańsk. Leszek Ojrzyński: Bramka nie powinna zostać uznana

Stal Mielec przegrała na własnym boisku z Lechią Gdańsk 0-1. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył tuż przed przerwą Łukasz Zwoliński. Trener gospodarzy - Leszek Ojrzyński - miał dużo zastrzeżeń do tej sytuacji. - Ja walczę o życie. Nie będę udawał, że mam inne myśli. Moim zdaniem bramka nie powinna zostać uznana - stwierdził szkoleniowiec zespołu z Mielca.

Zespół Stali Mielec przez 90 minut miał przewagę, jednak doskonale w bramce Lechii Gdańsk spisał się Dusan Kuciak, który zaprezentował kilka świetnych interwencji. Bezbłędny w obronie był też Mario Maloca. - Po meczu z Górnikiem Zabrze mówiłem, że gorzej nie można przegrać, bo nie mieliśmy okazji do zdobycia bramki, która dałaby nam punkt. Spotkanie z Lechią wyglądało diametralnie inaczej. Byliśmy lepszą drużyną - zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie. Zasłużyliśmy na zwycięstwo, ale z drugiej strony nie mamy nawet remisu. Oddajemy 30 strzałów, 10 celnych, mamy 14 kornerów, więcej biegamy, dłużej utrzymujemy się przy piłce - opisał spotkanie Leszek Ojrzyński.

Reklama

Według Ojrzyńskiego Lechia strzeliła nieprawidłowego gola. - Nasz obrońca dostał od Zwolińskiego tak w nos, że krew sie polała. Nie jestem sędzią, ale moim zdaniem bramka nie powinna zostać uznana. Wiem, w jakiej sytuacji jest moja drużyna, w jakiej sytuacji ja jestem. Ja walczę o życie. Nie będę udawał, że mam inne myśli. Można powiedzieć, że uderzenie było przypadkowe, lecz miało kluczowe znaczenie dla tej sytuacji, bo Flis krył Zwolińskiego, dostał cios w nos, a Zwoliński jeszcze mijał bramkarza. Gdyby ciosu nie było, to asekurowałby bramkarza. Szkoda, że w takim meczu spotyka nas takie coś - dodał. 

Stal Mielec wciąż zamyka tabelę PKO Ekstraklasy. Raczej nie wpływa to mobilizująco na morale piłkarzy. - Czy takie porażki najbardziej podcinają skrzydła? Nie. Bo wiemy, że tracimy przypadkową bramkę. Jesteśmy niezadowoleni z tego meczu, ale nie można mówić o podcięciu skrzydeł. Mamy dużo meczów przed sobą, jak dalej będziemy to kontynuować, wtedy możemy wygrywać i nasza sytuacja się odmieni. Nie gramy o mistrzostwo, tylko wiemy na jakim etapie jesteśmy i jak ciężko to wszystko w tym sezonie nam przychodzi. Za mało pracujemy na szczęście, bo zawsze coś wychodzi na naszą niekorzyść - przyznał szkoleniowiec Stali. 

Piotra Stokowca cieszy zwycięstwo, choć do idealnej gry naprawdę wiele brakowało. - Nie będę opowiadał, że to był wielki mecz, bo tak nie było. Nie zagraliśmy wielkiego meczu i trzeba to otwarcie powiedzieć. Natomiast budując drużynę ważne są takie zwycięstwa. Zdecydowanie jednak wolę więcej futbolu. To był mecz walki, przestrzegałem w tygodniu drużynę, że Stal jest niebezpieczna i gra fizyczny futbol. Sprawdziło się. Jestem zadowolony z tego, że zagraliśmy dobrze w defensywie. Druga połowa była zdecydowanie lepsza. Należą się pochwały, szczególnie Dusanowi - bardzo nam pomógł - ocenił. 

Sytuacja gdańszczan w tabeli staje się coraz lepsza. Piłkarzy znad morza można znaleźć już na czwartej pozycji. Do podium tracą - tylko i aż - pięć punktów. Przed nimi Legia Warszawa, Pogoń Szczecin oraz Raków Częstochowa. - Trzy punkty pozwolą nam odetchnąć i mocno popracować w tygodniu, ale nie zabraknie realnej oceny tego spotkania. Na pewno wymagamy od siebie zdecydowanie więcej - zaznaczył 48-latek. 

- Spodziewaliśmy się takiego meczu i przestrzegałem piłkarzy. Takiego początku też się spodziewaliśmy. Najtrudniejsza sytuacja dla Dusana była już w 10 sekundzie. Myślę, że nie do końca nas zaskoczyli, byliśmy na to przygotowani. Tego nie było widać, ale był silny wiatr. Choć boisko jest równe dla dwóch zespołów, to nie porywaliśmy się na to, żeby ratować się dobrą grą. Skupiliśmy się na skomasowanej defensywie i uważnej grze - zakończył Stokowiec.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama