Reklama

Reklama

PKO Ekstraklasa. Michał Jaroń: To, co u nas jest nowinką, na zachodzie jest już odgrzewanym kotletem

Czy selekcjoner Jerzy Brzęczek mógł widzieć więcej, sensacyjnie powołując Huberta Matynię do reprezentacji Polski? Dlaczego Romeo Jozak nie ufał analitykom danych? Jak to się stało, że system TRACAB sfinansowano m.in. z pieniędzy klubów, ale nie mają one z niego większego pożytku? Zapraszamy na podróż w fascynujący świat piłkarskiej analizy razem z Michałem Jaroniem, byłym analitykiem big data w Legii Warszawa.

- Kwestia, jak liczby mają oddać zamysł piłkarza na boisku może być przyczynkiem do dłuższej dyskusji na temat tego, jak długo byliśmy "niewolnikami" dotychczasowych, zbyt prostych statystyk. Przede wszystkim w "klasycznych" statystykach, jak skuteczność podań, czy liczba celnych strzałów napastników brakuje kontekstu. Posiadając jedynie surowe liczby, jak procent udanych podań, czy procent utrzymywania się przy piłce - właściwie nie wiemy nic o meczu. Nic o intencjach zawodnika - mówi Michał Jaroń, były analityk big data w Legii Warszawa.

Wojciech Górski, Interia: Jak więc analitycy radzą sobie z tym, by oddać zamysł piłkarza?

Reklama

Michał Jaroń, programista specjalizujących się w sztucznej inteligencji, analityk danych piłkarskich: - Analityka radzi sobie z tym w ten sposób, że stara się wejść na wyższy poziom szczegółowości i analizować wszystkie zagrania boiskowe w szerszym kontekście. Zamiast patrzeć na skuteczność podań danego zawodnika, powinniśmy patrzeć na to, w jakim kontekście dane podanie było wykonane. Jest taka popularna w środowisku praca, której tytuł w tłumaczeniu na język polski to "Nie wszystkie podania są warte tyle samo". W tej pracy wartość każdego podania jest szacowana na podstawie sytuacji boiskowej. Jeżeli jakiś zawodnik będzie miał 100 proc. skutecznych podań, to coś nam już "śmierdzi". Analityka pozwala nam odróżnić wartościowe podania, od tzw. podań na alibi.

- Używając fachowej analizy, możemy zauważyć, że dany zawodnik zawsze wybiera najprostszą opcję - czyli podania do najbliższego lub też wykonuje podania przy zerowym pressingu przeciwnika. Używając tego bardziej szczegółowego podejścia - patrzymy na to, ilu zawodników było dookoła, ilu zawodników było na linii podania, jak długie było podanie, czy adresat podania znajdował się na wolnym polu, czy też był otoczony zawodnikami przeciwnej drużyny. Dzięki wszystkim tym zmiennym, a są przeróżne modele, które szacują prawdopodobieństwo danego podania, możemy uzyskać bardziej wartościowe dane na temat konkretnego atrybutu zawodnika - w tym wypadku umiejętności podawania i rozgrywania piłki. Analityka radzi sobie więc z tym tak, że buduje szerszy kontekst, operuje na większym poziomie szczegółowości, dokładając kolejne zmienne stara się lepiej zrozumieć to, co naprawdę się na boisku dzieje.

Ekstraklasa zapewnia kibicom dostęp do skróconych wersji raportów InStata. Jest tam podany szereg statystyk, których nie znajdziemy w telewizji. Jak wiele danych jest potrzebnych, by w ogóle mówić o interpretowaniu ich w odpowiednim kontekście?

- Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że statystyki biegowe w Ekstraklasie są oferowane nie przez InStat, a firmę ChyronHego. Jest to właściciel systemu TRACAB, zainstalowanego obecnie na wszystkich stadionach Ekstraklasy. Założenie systemu są bardzo dobre. Wprowadzając go Ekstraklasa równa do zachodu pod względem rozwoju technologicznego, ale gdy zajrzymy głębiej - nie jest tak kolorowo.

- Głównym zadaniem systemu TRACAB jest dostarczanie tzw. danych trackingowych, czyli pozycyjnych. System w swojej najbogatszej wersji jest bardzo dokładny - pozycje zawodników, piłki i sędziów są odświeżane ok. 20 razy na sekundę. Dane produkowane przez system możemy porównać do wyglądu silnika meczowego w Football Managerze. Takie dane są już powszechnie używane do zaawansowanej analizy przez kluby zachodnie. Niestety, w Ekstraklasie ten system oferuje tylko i wyłącznie surowe dane - jak liczba przebiegniętych kilometrów. Kluby mają także dostęp do bardziej szczegółowych danych - liczby sprintów itd., ale i one są niewiele warte. Brakuje w nich właśnie kontekstu. Co z tego, że wiemy, że zawodnik miał 20 sprintów, jeśli nie wiemy, czy wykonał je wychodząc na pozycję, w walce z przeciwnikiem, czy dlatego, że był spóźniony i musiał naprawiać swój błąd. W jednej pracy naukowej pokazano nawet, że słabsze drużyny notują właśnie więcej biegów na wysokiej intensywności.

Nie tylko kibicom zdarza się upraszczać podane bez kontekstu informacje. Nawet telewizyjni eksperci czasami oceniają piłkarzy na zasadzie: ktoś przebiegł dużo kilometrów - super, starał się. Ktoś przebiegł mało - nie chciało mu się.

- Nie jest wielką tajemnicą, że statystyki przebiegniętych kilometrów tak naprawdę niewiele mówią o zaangażowaniu. Tak jak zauważyłeś, w Polsce mówi się często, że jeśli np. liczba przebiegniętych kilometrów jest niska, to musiało zabraknąć zaangażowania. To oczywiście nieprawda, bo wiele zależy od tego jak się mecz układa - nie zawsze drużyna musi przebiec 120 km w trakcie meczu. Jeśli się dobrze ustawiasz - siłą rzeczy biegasz mniej. To zależy też od szeregu różnych czynników, więc takie suche statystyki są głównie ciekawostką dla kibiców. Kluby Ekstraklasy korzystają z nich, ale są świadome, że niewiele mogą wyciągnąć.

- Wydaje mi się, że w Polsce przypisujemy nadmierną wagę właśnie przygotowaniu fizycznemu. Jedna praca pokazuje, że różnice w budowie ciała nie wpływają w dużym stopniu na efektywność zawodników. Powołuję się na pracę naukową, ale przecież nie musimy szukać daleko - spójrzmy np. na Sebastiana Szymańskiego, który jak się okazuję nie musi być wyjątkiem potwierdzającym regułę.

- W jeszcze innej pracy pokazano, korelację między kondycyjnymi możliwościami a miejscem w tabeli Premier League, jednak autorzy pokazują wagę mądrze spożytkowanego przygotowania fizycznego. Przykładowo lepsze przygotowanie pozwala przez dłuższy okres meczu notować więcej celnych podań. Płynie z tego takie wniosek, że przygotowanie fizyczne trzeba umieć wykorzystać - nie wystarczy biegać ćwierć maratonów.

Są także inne metody mierzenia danych motorycznych i pozycyjnych od systemu TRACAB?

- Piłkarze wszystkich drużyn Ekstraklasy grają w tzw. "pajączkach". To kamizelki z wbudowanym GPS-em, akcelerometrem, mierzące także tętno. Nie jest to już jednak jednak “zunifikowany" system jak w przypadku TRACAB - kluby zapewniają oczywiście takie urządzenia we własnym zakresie. Na rynku jest kilka firm oferujących takie urządzenia. Taki sprzęt może dawać wyniki bardziej dokładne, niż system TRACAB. Jeżeli już robione są analizy kondycyjne, to właśnie na ich podstawie. Jednak dokładność w dużej mierze zależy też od stadionu, ponieważ na niektórych gorzej działa GPS. Proszę sobie wyobrazić, że na zamkniętych stadionach, jak np. stadion Legii czasem dochodzi do zakłamań tak absurdalnych, że według systemu piłkarz osiąga prędkość, przy której Usain Bolt mógłby się schować. Sumarycznie, w szerszym kontekście dane są jednak dość wiarygodne.

- Jeśli zaś chodzi o InStata - dostarczane są takie statystyki jak np. Expected Goals, liczba celnych podań w ciągu minuty, liczba pojedynków w ciągu minuty. To pozwala określić jak intensywny był mecz. Można powiedzieć, że na początek to lepsze niż nic, ale jednak to tylko wycinek szerszej całości. Jeżeli chciałoby się wyciągać wnioski na zadowalającym poziomie wiarygodności, to jest tych danych za mało.

Dobrze zrozumiałem zatem, że kluby otrzymują takie same raporty, jakie dostępne są na stronie internetowej Ekstraklasy?

- Raporty systemu TRACAB nie są dostępne na stronie Ekstraklasy. Po każdym meczu publikowane są jedynie informacje o bodaj TOP 5 zawodnikach, którzy pokonali najwięcej kilometrów. Oprócz raportów InStata, kluby dostają do ręki właśnie te dane TRACAB oraz dostęp do platformy w sieci. Nie są więc to te same raporty, co na stronie Ekstraklasy, ale konkluzja jest taka, że cały system TRACAB daje naszym klubom mało wartościowe dane.

W pierwszej części naszej rozmowy wspominałeś o swoim autorskim projekcie Shot Quality. Na swoim Twitterze czasami umieszczasz też rzuty boiska 2D, na których pokazujesz, jak piłkarze poruszają się w czasie meczu i w jaki sposób kreują przestrzeń. To także twoje autorskie dzieło?

- Dokładnie, zaprojektowałem to narzędzie od zera. Jest ono oparte na tzw. głębokich sieciach neuronowych i na metodach przetwarzania obrazu. Do programu "wrzuca się" surowy obraz z kamery, taki jak widzimy w telewizji, a program "produkuje" nam dane trackingowe, czyli pozycyjne. Wygląda to jak rzut boiska z góry po którym biegają piłkarze-kuleczki. Tego właśnie oczekiwałbym od systemu TRACAB w polskiej Ekstraklasie. Tak jak wspomniałem wcześniej - w Polsce jest on zbyt okrojony. Niestety, w swoich działaniach mam dostęp tylko do jednej kamery, podczas gdy system TRACAB ma na każdym stadionie zamontowanych około sześciu kamer, więc jest w stanie pod różnymi kątami dostrzec to, co dzieje się na boisku. Moje narzędzie robi to tylko z jednej kamery, więc siłą rzeczy nie zawsze wszystko uda się zobaczyć, bo nie wszystko jest widoczne w kadrze.

- To mój sposób na uzyskanie danych, jakich analityk potrzebuje. Pozwala wyciągać już pewne ciekawe wnioski, ale do analizy całego sezonu potrzebna jest zdecydowanie większa praca włożona w dalszy rozwój tego narzędzia.

W rozmowie z Leszkiem Milewskim powiedziałeś tak: Chciałem być dla Legii gościem z Moneyball. Czym dokładnie zajmowałeś się w Legii Warszawa?

- Kiedy zaczynałem pracę w Legii, nawet nie do końca potrafiliśmy znaleźć nazwę dla mojego stanowiska. Początkowo nazywało się to analityk big data, ale właściwie nie miało to wiele wspólnego z rzeczywistością. Jako, mówiąc nieskromnie, pionier analityki w Polsce, musiałem stworzyć podstawy, aby mieć na czym bazować. Dane były rozrzucone - różne dane były u różnych osób w klubie. Nie było jednego zbioru danych. Ktoś miał na swoim laptopie dane na temat liczby kilometrów przebiegniętych na treningach, a ktoś inny miał dane na temat postawy zawodników w czasie meczów. Moim pierwszym zadaniem było więc uporządkowanie danych i zbudowanie podstaw.

- W działalności bieżącej, gdy już dane były zorganizowane, moim zadaniem było - mówiąc idealistycznie - zbudowanie narzędzi, które w długim okresie pozwoliłyby uzyskać ciekawe wyniki. Tak naprawdę jednak presja w trakcie sezonu powodowała, że większość czasu spędzałem na tworzeniu analiz i narzędzi analizujących przyszłych przeciwników. Tworzyłem analizy sieciowe, analizy grafowe drużyn, z którymi Legia miała grać. Mowa tutaj np. o siatce podań, pozwalającej ocenić, który zawodnik powinien być ściśle kryty i odcięty od podań, żeby zminimalizować jego wpływ na grę drużyny. Moim marzeniem była analiza danych fitness, jak np. ilości kwasu mlekowego we krwi zawodników, ale jak powiedziałem - na koniec nie udało się zbudować odpowiednio szczegółowego zbioru danych.

Analizy przeciwnika mogły pomóc także w wyszukiwaniu zawodników, których sprowadzeniem Legia powinna być zainteresowana?

- Głównie zajmowałem się analizą taktyczną, analizą przeciwników, ale skauting zawodników to kolejna ciekawa dziedzina, którą wspomagać może analityka- wyłuskiwanie zawodników, którzy czasem nie są na pierwszym planie, ale ich umiejętności są wysokie. Wsparcie skautingu jest w ogóle jednym z najbardziej pożądanych celów analityki. Zawodników jest po prostu zbyt wielu, by fizycznie wszystkich obejrzeć. Polskie kluby są także ograniczone budżetami, więc warto znaleźć sposób na zidentyfikowanie zawodników wartych obserwacji. 

- Pierwszym celem analityki piłkarskiej powinno być - na podstawie danych, w sposób jak najbardziej autonomiczny - znalezienie zawodników, którzy najlepiej rokują i zasugerowanie ich działowi skautingu. Ci z kolei powinni przeanalizować ich ludzkim okiem. To również ważne, żeby nie oczekiwać od analityki cudów - na obecnym etapie rozwoju, modele powinny pełnić funkcję "tylko i aż" doradczą. Na końcu, analizy powinny zawsze przejść przez tzw. interfejs białkowy - doświadczenie ludzi ze świata piłki jest ciągle nie do przecenienia.

Możesz zdradzić nazwiska zawodników spoza pierwszego szeregu, których uznałeś za godnych obserwacji?

- W analizie gry Zagłębia Lubin bardzo dobrze wypada Filip Starzyński, co nie jest specjalną niespodzianką. Pewnie większość osób śledzących Ekstraklasę zauważa, że jest to wyróżniający się zawodnik, a liczby to potwierdzały. To kreator, decydujący o grze swojej drużyny.

- Natomiast jeśli chodzi o zawodników z drugiego planu - Hubert Matynia z Pogoni Szczecin. To młody zawodnik, którego analizowałem w kontekście podań. Zastosowałem analizę tzw. "packing" - jest to analiza podań z uwzględnieniem tego, ilu zawodników dane podanie minęło. Nie od dziś mówi się, że najbardziej wartościowe podania to te przecinające kilka linii przeciwnika, pozwalające przenieść grę do przodu. Idea "packingu" to właśnie mierzenie, ilu przeciwników konkretnym podaniem zawodnik mijał. W tej statystyce Matynia wypadał bardzo dobrze. Pod tym względem wyróżniali się także Jarosław Jach, Paweł Stolarski, czy Łukasz Wolsztyński.

Pod jakim jeszcze względem można analizować grę zawodników?

- Kolejna ciekawa rzecz, to mierzenie liczby podań pod dużym pressingiem. Intuicyjnie czujemy, że jeśli zawodnik wykonuje celne podania pod dużym pressingiem, to zapewnia większe możliwości kreowania akcji. Pod tym względem najlepiej wypadali Janusz Gol i Taras Romanczuk, a także Kamil Jóźwiak oraz Bartosz Slisz. Podania i inne aspekty można analizować pod różnymi kątami, by znajdować wyróżniających się zawodników. Gol i Romanczuk wyróżniają się pod względem podań, Starzyński - kreacji gry.

- To też ciekawe, że zdecydowanie łatwiej analizować zawodników ofensywnych, niż defensywnych, bo główna praca obrońców polega właśnie na dobrym ustawianiu się. Łatwiej ocenić jest napastników i pomocników, bo o ich podstawie świadczą liczby, które można zmierzyć - liczba asyst, czy też Expected Assist - która jest wariacją Expected Goals, mierząca jak często zawodnik podawał piłkę w groźne sektory boiska. Jest też metryka Expected Buildup, gdzie patrzymy jak często zawodnik brał udział w akcjach, które były groźne. Im częściej bierze udział w takich akcjach, tym śmielej możemy powiedzieć, że jest wartościowym zawodnikiem. Jeżeli zaś chodzi o obrońców właściwie trudno podać statystyki, które jednoznacznie świadczą o jego grze. Nie mogę powiedzieć np.: "Spójrz, ten obrońca jest dobry, bo ma dużą liczbę wślizgów". Już Paolo Maldini zauważył, że jeśli robisz wślizg, to najczęściej znaczy, że jesteś już spóźniony.

W tym temacie przypomina mi się inna historia - swego czasu sir Alex Ferguson zdecydował się sprzedać Jaapa Stama do Lazio Rzym, gdy zauważył, że spada m.in. liczba jego wślizgów. Sądził, że to pokłosie spadku formy fizycznej Stama, podczas gdy ze wzrostem doświadczenia ten po prostu coraz lepiej się ustawiał.

- Dlatego jeżeli chcemy przeanalizować grę defensywną najlepiej używać danych trackingowych. Posiadając te dane, możemy spojrzeć, jak zawodnik się ustawia - czy kryje przeciwnika w odpowiedni sposób, czy w momencie podania nie zostawia mu za dużo przestrzeni. To także możemy opisać liczbami, ale mówimy już wtedy o modelach przestrzennych.

Z jakimi trenerami współpracowałeś w Legii i w jaki sposób podchodzili oni do twojej pracy? Miałeś z nimi bezpośredni kontakt, czy przekazywałeś swoje uwagi komuś ze sztabu?

- Bliżej niż ze sztabem szkoleniowym współpracowałem z członkiem zarządu. Zacząłem współpracę z Legią za czasów trenera Romeo Jozaka, ale trener nie był specjalnie zainteresowany analityką danych.

To chyba dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, że był szefem akademii Dinama Zagrzeb?

- Analityka danych to ciągle pewnego rodzaju novum. Zawierzenie słowom analityka wymaga pewnej odwagi. Największe korzyści z analityki mogą właśnie czerpać trenerzy, które są w stanie przyznać, że nie zawsze są nieomylni. Jeżeli chodzi o sztab, to bliżej współpracowałem z analitykami wideo. Bezpośredniego kontaktu z pierwszymi trenerami, oprócz jakichś epizodów, nie miałem. Współpracowałem z członkiem zarządu, który miał na to plan, uwierzył w to, co zaprezentowałem, widział jak wygląda to na zachodzie i starał się promować w klubie takie podejście do analizy danych.

Współpracujesz teraz z jakąś inną drużyną? Lub może jakiś inny podmiot wykorzystuje twoje dane?

- Na tę chwilę formalnie z nikim nie współpracuję. Oczywiście jestem otwarty na współpracę - może zabrzmi to patetycznie, albo banalnie, ale chciałbym wykorzystać swoje umiejętności i pomóc w rozwoju polskiej piłki. Odzywało się do mnie kilka drużyn, ale co ciekawe właśnie nie z Ekstraklasy. Myślę, że to dosyć symptomatyczne.

Ale były to zespoły z Polski?

- Tak, z Polski, z niższych lig. Nawet niższych niż I liga. To dosyć ciekawe, biorąc pod uwagę ich zdecydowanie większe ograniczenia budżetowe. Ale z drugiej strony konkluzja jest pewnie taka, że jeśli ma się mniejsze pieniądze, to trzeba je wydawać mądrze. A złotówka wydana na analitykę piłkarską jest więcej warta, niż złotówka wydana na kontrakt zawodnika, choć to w moich ustach, jako analityka, może brzmieć nieobiektywnie. Jednak potwierdza to nawet badanie klubów Premier League. Przeanalizowano, ile kluby wydają na dany dział i potwierdzono, że sto tysięcy funtów wydanych na analitykę w ciągu sezonu daje średnio więcej zdobytych punktów, niż taka sama kwota przeznaczona na pensję zawodnika lub sprawy marketingowe. Największą wartość miała właśnie analityka, na drugim miejscu był rozwój akademii.

Jak w ogóle wejść w świat analityki piłkarskiej? Tego nie uczy się w szkołach, nie ma żadnych specjalnych uniwersytetów, a na pewno wiele osób zastanawia się jak zrobić pierwszy krok i skąd czerpać wiedzę na temat sposobów gromadzenia danych i ich wykorzystania.

- Należy zacząć od podstaw, które nie są stricte związane z analityką piłkarską. Dobrze zbudować sobie zbiór uniwersalnych umiejętności - programowania, wiedzy na temat statystyki i na tym budować. To nie tak, że kiedy zaczynałem, to dostałem podręcznik lub tutorial, jak zacząć pracę z analityką piłkarską, tylko miałem umiejętności programistyczne i na podstawie tego zacząłem wertować prace naukowe. Ciężko pójść tutaj drogą na skróty i powiedzieć: dzisiaj zaczynam być analitykiem piłkarskim, nie potrafiąc programować i nie mając większego pojęcia o statystyce. Analityką zajmuje się od około czterech lat - wtedy nie było właściwie żadnych źródeł danych. Czytałem różne prace naukowe, zastanawiałem się, jakie można z nich wyciągać wnioski i dokładałem do nich swoje pomysły. Dobrym źródłem są również blogi - ale tutaj trzeba być ostrożnym - nie zawsze ciekawie wyglądające analizy mają faktyczne umocowanie w liczbach. Właściwie jak w każdej dziedzinie - krytyczne rozumowanie to klucz.

- Obecnie świat analityki jest już bardziej otwarty. Szczególnie w czasie izolacji ogólnoświatowej zaobserwowałem, że pojawia się dużo webinariów lub tutoriali dla osób, które chciałyby zacząć swoją przygodę z analityką, więc jeśli ktoś jest zdeterminowany, to znajdzie w Internecie informacje o podstawowych modelach używanych w analityce piłkarskiej, ale koniec końców jeśli ktoś chciałby się tym zająć na poważnie, to powinien inwestować na własną rękę, cały czas wzbogacać swoją wiedzę na temat analityki i wtedy można wyciągać faktycznie wartościowe wnioski.

Skąd bierze się wciąż znacznie mniejsze wykorzystanie matematyki w piłce nożnej, niż w sportach "amerykańskich"?

- Tak naprawdę analityka piłkarska była przez wiele lat w tyle za innymi sportami. Nie będę wspominał o baseballu, bo to jest inna liga, jeśli chodzi o wykorzystanie danych, ale również za hokejem i NBA. To oczywiście nie wynika z tego, że pracowali przy niej niewłaściwi ludzie, tylko z tego, że piłka nożna jest trudniejsza do analizy. Przez lata było tak, że analityką w piłce zajmowali się domorośli analitycy. To byli pasjonaci, którzy popchnęli analitykę do przodu. W tym momencie zajmują się nią już poważnie naukowcy, nie ubliżając oczywiście wcześniej wspomnianym pasjonatom. Widać, że w ostatnich latach, a nawet miesiącach, tworzone są poważne prace, wykorzystujące skomplikowany aparat matematyczny. Niektórzy o analitykę opierają swoje kariery naukowe, powstaje coraz więcej konferencji branżowych. Kiedyś były tylko MIT Sloan i Opta, teraz jest jeszcze Barcelona Innovations Hub, StatsBomb - obie mają swoje konferencje. Swoją konferencję organizuje także Legia.

- Przed analityką świetlane lata - jesteśmy w momencie, w którym nastąpił przełom. Dane są bardziej dostępne, bariera jest mniejsza. Jeśli oczekuje się, by analityka piłkarska szła do przodu, to jest to jedyna droga - udostępnienie danych na większą skalę, pokazanie ich światu - nie tylko wyselekcjonowanej grupie pracujących w najlepszych klubach świata.

Poziom analityki piłkarskiej w Polsce bardzo odbiega od tego w najlepszych europejskich ligach?

- Ubolewam nad tym, że w Polsce nadal analityka nie jest na takim poziomie, na jakim chciałbym ją widzieć. Jaki jest tego powód? Trudno powiedzieć, pewnie nie są to ograniczenia budżetowe. Koszt zatrudnionego analityka jest znacznie mniejszy, niż koszt zatrudnienia przeciętnego - jak to się mówi nieładnie - "szrotu" z zagranicy. Pewnie jest to bardziej bariera w przekonaniu ludzi do analityki. Coś się powoli w Polsce też rusza, wspominając choćby o mojej współpracy z Legią, czy o tym, że Lech Poznań rozwija swój “dział naukowy". Przypuszczam, że w Polsce w najbliższym czasie powstanie kilka solidnych działów analityki. Z drugiej strony - zachód nie czekał i nie będzie czekał. To co u nas jest nowinką, na zachodzie jest już odgrzewanym kotletem. Pytanie, czy wchodząc do gry dopiero teraz, nasza analityka będzie w stanie dogonić zachód.

To ciekawa, ale dość smutna konkluzja - to co u nas jest nowinką, na zachodzie jest już odgrzewanym kotletem.

- Tak można powiedzieć. Spójrzmy choćby raz jeszcze na system TRACAB, który był zamontowany przy udziale finansowym klubów Ekstraklasy, ale kluby nie mają z tego właściwie żadnego pożytku. Z tej inwestycji na pewno można wycisnąć zdecydowanie więcej.

Rozmawiał Wojciech Górski

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | piłka nożna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje