Reklama

Reklama

​PKO Ekstraklasa. Jagiellonia - Lechia. Piotr Stokowiec: Nie mam pojęcia, dlaczego nie zostało to sprawdzone

Piotr Stokowiec był zły po ostatnim meczu sezonu. Jego Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z Jagiellonią Białystok 1:2. Szkoleniowiec zespołu znad morza miał kilka zastrzeżeń do pracy sędziego. W sytuacji gdańszczan znaczenie miał nawet najmniejszy detal.

Lechia Gdańsk miała szanse na puchary, jednak w ostatnim meczu sezonu PKO Ekstraklasy przegrała w Białymstoku z Jagiellonią 1:2. - Jestem wściekły i zły. Można powiedzieć, że wymknęły nam się puchary o włos. Zadecydowały detale i być może jedna z tych nieuznanych bramek. Niesmak budzi szczególnie ta Flavio, gdzie rzekomo było zagranie ręką. Według mojej opinii Bida przy rzucie karnym również pomógł sobie ręką. Nie mam pojęcia, dlaczego nie zostało to sprawdzone - skomentował Piotr Stokowiec.

Goście dążyli do zwycięstwa. Zabrakło jednak im szczęścia. - Stworzyliśmy kilka bardzo dobrych sytuacji. Nieuznana bramka trochę wybiła nas z rytmu. To był bardzo ważny moment meczu, parliśmy do przodu, nie poddaliśmy się, strzeliliśmy wyrównującą bramkę oraz zapracowaliśmy na kolejne dobre sytuacje. Obroniony został świetny strzał Flavio. Końcówka to był rollercoaster jak na kolejce górskiej - raz do dołu, raz do góry. Emocje były ogromne, jeszcze we mnie buzują - dodał.

Reklama

Jeszcze długo w Gdańsku będą odczuwać niedosyt. - Ogromna szkoda. Bardzo tego żałuję, ale prawda jest taka, że w końcowkach meczów decyduje szeroka ławka. To jest coś, nad czym musimy popracować. Dzisiaj szczególnie odczuwaliśmy brak Łukasza Zwolińskiego, bo myślę, że z nim byśmy sobie poradzili. Teraz już można gdybać - stwierdził szkoleniowiec Lechii.

Kibice nie mogli narzekać na brak wrażeń. Potwierdził to Rafał Grzyb. - Spotkanie było bardzo emocjonujące dla kibiców, bo sytuacji - zarówno z jednej, jak i drugiej strony - było sporo. Dużo walki, przede wszystkim zaangażowania. Lechia walczyła o troszeczkę inne cele, my chcieliśmy z twarzą zakończyć ten sezon oraz udać się na urlopy w miarę lepszych nastrojach. Mecz zaczęliśmy bardzo dobrze, na początku stworzyliśmy sobie parę sytuacji. Rzut karny dla nas, a później zaczęła sie wymiana ciosów - ocenił.

Trener białostoczan nie ukrywa, że po zmianie stron przeważali przyjezdni. - W drugiej połowie była większa dominacja Lechii, która wyrównała, ale to my zadaliśmy ten decydujący cios. W późniejszej fazie Lechia już nie mając nic do stracenia rzuciła wszystkie siły. Troszeczkę pomogło nam szczęście, którego w poprzednich meczach raczej nie mieliśmy - podsumował. 

Lechia Gdańsk zakończyła zmagania w PKO Ekstraklasie na siódmej pozycji (42 punkty), a Jagiellonia Białystok na dziewiątej (37 punktów).

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź







Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje