Reklama

Reklama

PKO Ekstraklasa. Dziś zapadnie decyzja ws. nowej umowy na sprzedaż praw TV. Wisła walczy o swoje

Już dziś Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Ekstraklasy SA, czyli 16 klubów i przedstawiciel PZPN-u, zdecydują, co dalej z prawami telewizyjnymi. Zanosi się na to, że spółka sprzeda je na kolejne dwa lata dotychczasowym nadawcom, ale nie brakuje kontrowersji. Np. Wisła Kraków od dawna domaga się uwzględnienia jej argumentów. Nie inaczej jest teraz.

W myśl dotychczasowego kontraktu Canal+ i TVP za prawa na lata 2019-2021 płacą 225 mln zł rocznie. O ile w wypadku TVP jest to kwestia dobrej woli, które podobnie jak państwowe firmy PKO BP Bank Polski i Lotto chcą promować polską piłkę, o tyle dla Canal+ jest to gra o być albo nie być na polskim rynku. Mało kto spośród jego abonentów będzie płacił ponad 100 zł miesięcznie za dekoder dla lig NBA, czy angielskiej, jeśli w ofercie stacji zabraknie praw do PKO Ekstraklasy.

Miliard w cztery lata

Reklama

Zanosi się na to, że Canal+ i TVP mają nabyć prawa do najlepszej polskiej ligi na kolejne dwa lata. Łącznie kontrakt ma opiewać na miliard złotych, za cztery sezony 2019-2023.

Sposób procedowania w tej sprawie nie wszystkim się podoba. Z naszych informacji wynika, że Wisła Kraków i ŁKS jeszcze 7 lipca zawnioskowały do Ekstraklasy SA o jak najszybsze zwołanie walnego, celem rozstrzygnięcia kwestii sprzedaży nowych praw. Uczyniły to w związku z informacjami, iż od kilku miesięcy negocjacje w tej sprawie prowadzi prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki, który działa na zlecenie Rady Nadzorczej spółki.

Legalnie opóźnione Walne Zgromadzenie?

Wisła i ŁKS oczekiwały, że walne odbędzie się najpóźniej 28 lipca, gdyż trzytygodniowy termin jego zwołania - od dnia złożenia wniosku - gwarantuje statut spółki.

- 28 lipca trwał jeszcze sezon 2019/2020, więc na walnym miałyby miejsce nie tylko ŁKS, ale też Arka i Korona, które w sierpniowym terminie zostały wykluczone ze zgromadzenia - słyszymy.

Ekstraklasa SA, powołując się na swych prawników, uznała, że walne może się odbyć 10 sierpnia. Nie podaje jednak wykładni prawnej, jaką posługiwali się adwokaci.

- W ten sposób o kontrakcie na sprzedaż praw tv do 2023 roku będą współdecydować kluby, które awansowały do ligi, a więc: Stal Mielec, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Warta Poznań, a nie te, które spadły do 1. ligi - argumentuje spółka.

Emocje wokół klauzuli poufności

Sporo emocji wywołuje też sposób prowadzenia negocjacji, a zwłaszcza informowania o nich klubów. W najlepszej sytuacji są kluby, które mają przedstawicielstwo w Radzie Nadzorczej ESA, a więc: Legia (Dariusz Mioduski), Jagiellonia Białystok (Cezary Kulesza), Piast Gliwice (Grzegorz Jaworski), Lechia Gdańsk (Adam Mandziara), Cracovia (Jakub Tabisz) i Pogoń Szczecin (Radosław Mroczek). One otrzymały szczegóły projektu nowej umowy na sprzedaż prawa telewizyjnych i mogą się z nimi spokojnie zapoznać, zbadać od strony formalno-prawnej. Pozostałe dziewięć klubów pozna tajniki negocjacji dopiero dzisiaj, na Walnym Zgromadzeniu. Oprócz tego usłyszą też rekomendację Rady Nadzorczej.

- Nie możemy opierać strategii głosowania na przeciekach, jakie do nas docierają, bo to przypomina zabawę w głuchy telefon - słyszymy w jednym z dziewięciu "wykluczonych" klubów.

 Gdy zapytaliśmy w Ekstraklasie SA o to, dlaczego wszystkie kluby nie zostały poinformowane równie dobrze jak siódemka z RN, otrzymaliśmy taką oto argumentację:

- W negocjacjach z partnerami telewizyjnymi jesteśmy zobowiązani do zachowania klauzuli poufności. Łatwiej ją utrzymać w gronie siedmiu niż 16 klubów - usłyszeliśmy.

Czy to uzasadniona obawa? Wszak koniec końców dzisiaj i tak wszystkie kluby ESA będą musiały się dowiedzieć, co w trawie piszczy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje