Reklama

Reklama

PKO BP Ekstraklasa. Legenda ligi ostro o poziomie rozgrywek

Za nami pierwsza tegoroczna kolejka rozgrywek PKO Ekstraklasy. Z wyjątkiem niesamowitego meczu pod Wawelem w wykonaniu Wisły i Piasta, to niewiele dobrego futbolu i bramek można było obejrzeć. O swoich wrażeniach mówi Jan Kowalski, jeden z najbardziej utytułowanych graczy w historii ekstraklasowych rozgrywek.

Jan Kowalski, rocznik 1937, ma na koncie jako piłkarz Górnika siedem tytułów mistrza Polski! Pierwszy wywalczył w 1959 roku, ostatni w 1967. Jest jedną z wielkich legend nie tylko klubu z Zabrza, ale całej ekstraklasy. Niewielu jest bardziej utytułowanych zawodników w historii naszych rozgrywek. Na swoim koncie ma też 10 występów w reprezentacji Polski.

Ten świetny pomocnik był potem równie dobrym trenerem. Jest jedynym szkoleniowcem w historii górniczego klubu, który pierwszą jedenastkę prowadził aż pięć razy. Po raz pierwszy na początku lat 70., wywalczył wtedy z zespołem dublet, a po raz ostatni pod koniec 90., kiedy awaryjnie zastąpił Henryka Apostela. Z wielkim powodzeniem pracował też w młodzieżowym Gwarku Zabrze. Pytany przez nas o ocenę sobotniego meczu Górnik - Lech nie owija w bawełnę:

Reklama

- Byłem zaskoczony przede wszystkim grą Lecha. To było zaskoczenie in minus. Przecież to zespół aspirujący do czołowych miejsc w lidze, który w zeszłym roku pokazywał, że potrafi grać. Mają tam dobre warunki, jest praca z młodzieżą, ale w Zabrzu nie zagrali dobrze. W ogóle muszę powiedzieć, że ja tego nie rozumiem, jak patrzę na naszą ligową piłkę, gdzie od zawodników wymaga się tyko biegania i walki, za to nie ma grania. Może jakbyśmy nie mieli możliwości oglądania w telewizji tych mocnych zachodnich lig, bo ja na przykład lubię pooglądać Bundesligę czy ligę angielską, to zadowalalibyśmy się tym co mamy, a tak to oczekiwania są większe. Niestety, w Ekstraklasie rzadko zdarza się zobaczyć ciekawe spotkanie. Brakuje u nas w tym wszystkim tej piłkarskiej jakości - mówi Jan Kowalski.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Były świetny piłkarz i trener dodaje: - Co do Górnika, to miał w tym sobotnim remisowym spotkaniu przebłyski, ale to też nie było to. Ja nie rozumiem, dlaczego od piłkarzy w Ekstraklasie wymaga się tylko biegania. Przecież to nie na tym polega. Kibice chcieliby zobaczyć też dobrą grę, jakiś artyzm. Ja go widziałem w meczu Liverpoolu w niedzielę, kiedy zdobywał trzecią bramkę w ligowym meczu. Tam jest wszystko. Też bieganie i walka, bo bez tego nie da się grać, ale też piłkarze wiedzą, co zrobić z piłką, potrafią ją rozegrać na małej przestrzeni, grać z pierwszej piłki, w odpowiednim momencie zaatakować czy zwolnić tempo gry, u nas tego nie ma. W Górniku jest ciekawy zawodnik, który potrafi grać, to czarnoskóry Manneh, który teraz był, nie wiem dlaczego, rezerwowy. Proszę też zwrócić uwagę na to, ile on łapie żółtych kartek. To właśnie wynika z tego, jak każą mu grać, że ma gonić i biegać po boisku, a to przecież gracz stworzony do tego, żeby grać tą piłką, a nie tylko walczyć - ocenia doświadczony szkoleniowiec.

Nic dodać, nic ująć... Może w kolejnych ligowych spotkaniach PKO Ekstraklasy będzie ciekawiej.

Michał Zichlarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL