Reklama

Reklama

​Piotr Rocki nie żyje. Dariusz Dźwigała: Mówił do mnie: "Cześć, tato"

- Nasze relacje były bliskie i serdeczne. Graliśmy razem. Moje dzieci się przy nim wychowywały. Jego dzieci się przy mnie wychowywały. Może gdyby nie ja, nie poznałby Ewy, swojej żony - o przyjaźni ze zmarłym w tym tygodniu Piotrem Rockim, mówi były piłkarz Ekstraklasy Dariusz Dźwigała.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Zmarły we wtorek Piotr Rocki często podkreślał, że wiele panu zawdzięcza. To pan wprowadzał go do seniorskiej piłki, bardzo się przyjaźniliście.

Reklama

Dariusz Dźwigała, były piłkarz Polonii Warszawa, Pogoni Szczecin, Górnika Zabrze, przyjaciel Piotra Rockiego: - Od niedzieli, kiedy żona powiedziała mi, że z Piotrkiem jest źle, również czuję się bardzo źle. Nie jest mi łatwo psychicznie pogodzić się z tym, co się wydarzyło. Kiedy młody człowiek odchodzi, zawsze jest ciężko, ale - naprawdę  nie chcę tego podkreślać - byłem bardzo zżyty z Piotrkiem. Nasze relacje były bliskie i serdeczne. Graliśmy razem. Moje dzieci się przy nim wychowywały. Jego dzieci się przy mnie wychowywały. Może gdyby nie ja, nie poznałby Ewy, swojej żony.

Kiedy się poznaliście?

- Na początku lat 90. Piotrek przyszedł do nas, do Polonii Warszawa, z Marcovii, wcześniej grał w Polonezie Warszawa. Od razu się zaprzyjaźniliśmy, zaiskrzyło między nami, trenowaliśmy w jednej parze. Zaopiekowałem się nim, przygarnąłem go do siebie, wprowadziłem do drużyny. Nasze dalsze losy były związane ze sobą. Był traktowany przeze mnie jak mój syn. Kiedy się witał ze mną mówił: "cześć, tato", kiedy się żegnał też mówił "cześć, tato". Od pewnego czasu nie mieliśmy regularnych kontaktów. Piotrek osiadł na Śląsku, ja zostałem w Warszawie. Mimo to często dzwonił, radził się, chwalił. Pytał się mnie, jaki temat wybrać na pracę  dyplomową. Kiedy ukończył kurs, od razu przysłał mi zdjęcie z dyplomem. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie będziemy mogli dalej rozmawiać.

Graliście razem w Polonii, Hetmanie Zamość, Górniku Zabrze. To pan go rekomendował do tych klubów?

- Do Polonii nie, bo tam się poznaliśmy. Po spadku Polonii do II ligi dostałem propozycję przejścia do Hetmana. Namówiłem trenerów, żeby wzięli też z Polonii Piotrka. Udało się. Graliśmy razem. Potem ja dostałem ofertę z Górnika Zabrze. I scenariusz był podobny. Zwróciłem się do śp. Bronisława Niesyty, mówiąc, że w Zamościu jest młody zdolny chłopak, rekomendowałem go również panu Ośliźle. Ręczyłem za niego. Uwierzyli mi. Piotrek przyszedł do Zabrza. Potem nasze piłkarskie drogi się rozeszły. Ja przeszedłem do Pogoni Szczecin, a "Rocky" poszedł swoją drogą. Miał coraz lepszą markę. Pokazał na co go stać. Wszyscy przekonali się, że to dobry i charakterny piłkarz.

Ten charakter nabył wychowując się w trudnych warunkach, w trudnej warszawskiej dzielnicy - na Bródnie.

- Ja pochodzę z Pragi-Południe, Piotrek z Bródna. To trudne miejsca do życia. Trzeba być twardym, żeby się przebić, czasami, żeby w ogóle przeżyć. Ukształtowała nas ulica. Ale też nauczyliśmy się zasad. Słowo to było słowo. Wierzyliśmy sobie bezgranicznie, nie musieliśmy niczego spisywać na papier. A Piotrek miał naprawdę ciężko, może ciężej niż ja. Nigdy się nie bał, także ludzi dwa razy większych niż on. To widać było później na boisku. Swoją odwagą i sprytem pociągał innych.

W specyficznych warunkach nabył też umiejętności piłkarskich. Nie było szkolenia w akademiach, ale na ulicy. To była także gra w legendarnej Warszawskiej Lidze Szóstek Piłkarskich.

- W 1994 roku pod koniec sezonu przyłapano mnie na grze w zespole Floriana, jednym z najlepszych w "szóstkach". Byłem wtedy zawodnikiem Polonii, grałem w Ekstraklasie. Trener Stefan Majewski nie akceptował naszej pasji. Ktoś doniósł i przyjechał na AWF, gdzie graliśmy. Ja nie zdążyłem uciec, a Piotrek, który grał z w innej drużynie na innym boisku, jakimś cudem uciekł przez płot. Zawsze był sprytny. Zostałem odsunięty od drużyny. Piotrek mógł grać w Polonii.

Gra w "szóstkach" ukształtowała takich piłkarzy jak ja i Piotrek. Byliśmy zafiksowani na punkcie małych gier. Uważam, że dziś tego brakuje młodym polskim piłkarzom. Nie potrafią poruszać się na małej przestrzeni. My dzięki "szóstkom" nauczyliśmy się szybko podejmować decyzje, grać krótkimi podaniami. Oczywiście, dziś patrząc na to, wiem że jako zawodnik Ekstraklasy postępowałem źle. Naruszyłem zasady profesjonalnego klubu. Ale to było silniejsze. Kochaliśmy grać w piłkę od dziecka. Graliśmy wszędzie - asfalty, ulice, hale, boiska małe i duże. Piotrek i ja przeszliśmy przez to i w ten sposób staliśmy się piłkarzami. To była genialna akademia piłki nożnej.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Rocki | Dariusz Dźwigała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama