Reklama

Reklama

Piotr Brożek: Na Lechię bez sentymentów

- Pokonaliśmy wysoko ŁKS. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że to my zasługujemy na mistrzostwo i my zdobędziemy ten tytuł! - podkreśla obrońca Wisły Piotr Brożek po niedzielnym rozgromieniu na wyjeździe ŁKS-u 4:0.

Wisła po raz pierwszy za kadencji Macieja Skorży wygrała tak wysoko na terenie rywala. Poprzednie 4:0 zdarzyło się "Białej Gwieździe" w marcu 2007 r. w spotkaniu z Górnikiem w Zabrzu.

"Pietia" jest najbardziej ofensywnie grającym obrońcą mistrzów Polski. Aż dziw bierze, że Leo Beenhakker przypomniał sobie o nim dopiero teraz, i to w perspektywie zgrupowania kadry w RPA umieścił Piotra tylko na liście rezerwowej.

INTERIA.PL: Początek w Łodzi mieliście niewyraźny. ŁKS cisnął.

Piotr Brożek, obrońca Wisły: - Eee tam, cisnął. Graliśmy na wyjeździe, a wiadomo, jak się Wiśle gra na terenie rywala. ŁKS próbował atakować, ale i tak kontrolowaliśmy mecz, graliśmy z kontry. To nam dawało efekty. Strzeliliśmy cztery gole, a mogło ich być więcej. Ten mecz, jak wiele innych ligowych był trudny, ale tylko do pierwszej bramki. Gdy ją strzelamy, to ciśnienie z nas spływa i łatwiej się atakuje, gramy w swoim stylu.

Reklama

Pierwszego, dającego Wam komfort gola, strzela najmniej doświadczony zawodnik Wisły - Patryl Małecki!

- To prawda, Patryk ma udaną rundę. Jest pożytecznym zawodnikiem, rozrywa obronę rywala, strzela bramki, asystuje. Taki pomocnik jest nam potrzebny.

Przełomowy moment?

- Gol na 0:2. Po nim wiedziałem, że za żadne skarby nie oddamy zwycięstwa. Później ŁKS odkrył się całkowicie. Wystarczyło posyłać proste piłki na Pawła i już stwarzaliśmy zagrożenie.

W piątek wygrał Lech 1:0, w sobotę Legia 3:1, a Wy wypadliście najlepiej - 4:0.

- Chcieliśmy pokazać, że to my zasługujemy na mistrzostwo i my zdobędziemy ten tytuł! Zostały nam dwa mecze, w których musimy zdobyć sześć punktów i na nikogo nie będziemy musieli się oglądać. Zresztą pokonanie Lechii i Śląska jest w naszym zasięgu.

Jakie wrażenie wywarł na tobie pomocnik łodzian, Wahan Geworgjan, z którym często toczyłeś pojedynki?

- Nie widziałem, żebym miał z kimkolwiek kłopoty w meczu z ŁKS-em (śmiech). Ale Wahan to jeden z najszybszych skrzydłowych w Polsce. Trzeba było przy nim grać krótko, nie pozwalać mu się rozpędzić. Nie przypominam sobie, bym przegrał jakikolwiek pojedynek z Wahanem, czy kimkolwiek.

Widziałeś jak Lechia grała w piątek z Lechem?

- Oglądałem obszerne fragmenty tego meczu. Pamiętam jednak Lechię z meczu jesiennego, więc wiem, czego się po niej spodziewać. Gdańszczanie będą się bronić w dziesięciu, a my będziemy musieli kruszyć mur. Postaramy się go skruszyć doszczętnie!

- Wiem, że Lechia to zaprzyjaźniony z Wisłą klub, który broni się przed spadkiem, ale my walczymy o mistrzostwo Polski, więc nie zamierzamy kierować się sentymentami. Sentymenty będą może na trybunach.

Zanosi się na to, że wreszcie będziesz mógł się pokazać na zgrupowaniu reprezentacji. Znalazłeś się na liście rezerwowej kadry na RPA, a przecież podstawowy lewy obrońca Jakub Wawrzyniak został złapany na dopingu, więc teoretycznie z reprezentacji powinien być wykluczony.

- Cieszę się, że trener mnie w końcu zauważył. Jeśli dostanę powołanie, to na pewno się stawię. Jeszcze o kadrze nie myślę, zostały dwie kolejki i muszę się na nich skupić.

Rozmawiał: Michał Białoński

***

TAK WISŁA GROMIŁA W ŁODZI!

Reklama

Reklama

Reklama