Reklama

Reklama

Patryk Małecki: Tylko na boisku jestem świrem

Patryk Małecki stylem i jakością gry coraz bardziej upodabnia się do Wayne'a Rooneya, a reprezentacja Polski jest dla niego zamknięta!

Kołtoń: Kabaret Franza! Jest miejsce w kadrze dla Rogera, a nie ma dla Małeckiego!

INTERIA.PL: Gdy oglądałem cię w Lidze+ Ekstra nie mogłem uwierzyć w to co widzę i słyszę. Same poprawnie polityczne wypowiedzi, tak jakbym słyszał rzecznika klubu, a nie jego niepokornego zawodnika! Skąd ta przemiana? To prezes Basałaj tak cię nastawił?

Patryk Małecki: Wiem, że wielu zastanawiało się: "Małecki przyjechał do Canal + i ciekawe, co on tam palnie"? A Małecki był spokojny. Nie będę ukrywał, że zależy mi na tym, aby ludzie zmienili troszkę zdanie na mój temat. Każdy, kto mnie dobrze zna, wie, że na boisku jestem świrem. Podczas meczów czasem wariuję i do tego się przyznaję bez bicia, ale swego charakteru boiskowego nie będę zmieniał, wydaje mi się, że jest to bardzo dobre zachowanie z mojej strony.

Reklama

Jeśli natomiast chodzi o życie codzienne, to muszę się trochę ustatkować. Muszę tak postępować, żeby ludzie mnie cenili i nikt nie mówił, że jestem chamem, gburem, czy kimś w tym rodzaju. Jeśli ktoś mnie tak określi na boisku, to nie będzie problemu, bo ja walczę na całego i zawsze zostawiam serce na boisku, a nawet świruję. Kiedy nakładam koszulkę Wisły Kraków, to tak jakby wstępował we mnie diabeł, a wraz z nim ogromna chęć zwycięstwa.

Na każdym kroku słyszysz kadzenie, że jesteś najlepszym piłkarzem Wisły...

- ... Wcale nie, bo liczy się drużyna.

Pozwól dokończyć pytanie - strzelasz gola za golem, pomagasz drużynie, wyrastasz na najlepszego piłkarz ligi, więc zasadnie padają pytania o reprezentację. Ciągle odpowiadasz, że cię to nie interesuje, że to temat zamknięty. Pozwól, że ci nie uwierzę!

- Możesz mi nie wierzyć, ale ...

... Euro 2012 - takiej imprezy w Polsce już nie będzie i Patryka Małeckiego - piłkarza, a nie widza ma na niej zabraknąć?

- Żądza gry w reprezentacji Polski minęła mi już pół roku temu. A wiesz dlaczego? Nie wiem z jakiego powodu, ale trener Franciszek Smuda ma do mnie jakiś uraz. OK, selekcjoner nigdy ze mną nie rozmawiał, nie tłumaczył o co chodzi. Dla mnie nie ma problemu, ja nie jestem takim człowiekiem, który będzie dzwonił, prosił, umawiał się na kawę. Jedyne, co mi zostało, to pokazywać się trenerowi Smudzie z jak najlepszej strony na boisku.

Nie sądzisz, że z każdym strzelonym golem twoje szanse idą w górę?

- Nie, gdyż nie dostałem szansy nawet w meczach z Bośnią i Hercegowiną, czy Mołdawią, w których kadra grała w krajowym składzie. Jeśli w tamtym gronie nie znalazło się dla mnie miejsce, to jak ja mogę marzyć o tym, że dostanę powołanie na Grecję, czy na Francję, przeciw którym zagramy w najsilniejszym składzie?

Nie czujesz się gorszy np. od Kucharczyka z Legii, który dostał powołanie?

- Ja się nie czuję słabszy od połowy powoływanych na kadrę zawodników. Trener mówi, że to on podejmuje decyzje i najlepiej wie, kogo ma powoływać, on będzie z tego rozliczany. Dlatego ze spokojem podchodzę do tematu kadry. W wielu wywiadach, na każdym kroku podkreślam - dla mnie jest najważniejsza Wisła, dla niej chcę grać jak najlepiej, w niej się mogę najlepiej wypromować! Kadra jest dla mnie faktycznie zamkniętym tematem.

Jeden z dwóch Polaków w wyjściowym składzie Wisły, lider drużyny, która przebojem może zdobyć mistrzostwo Polski spokojnie powinien znaleźć miejsce w kadrze!

- Do mistrzostwa Polski jeszcze droga daleka.

Odskoczyliście Legii na pięć punktów, a Jagiellonii na cztery.

- Tak, ale wracając do poprzedniego pytania, to cieszy mnie, że gram. Wiadomo, że jest mało Polaków w Wiśle - trzeba to sobie jasno powiedzieć.

Przeszkadza ci to?

- Chciałbym, żeby było więcej Polaków w szatni, ale nie przeszkadza mi to, że w naszej szatni zasiada międzynarodowe towarzystwo. Taka jest Europa - otwarty rynek pracy. W Anglii przecież też gra coraz mniej Anglików, po dwóch w jednym zespole. Gdyby ta nowa, międzynarodowa Wisła grała źle, to można by było narzekać i pytać: "Po co ci nowi przyjechali"?, ale widzimy, że w każdym meczu oni dają z siebie wszystko i ciągną nasz klub we właściwym kierunku. Dlatego dobrze się stało, że Wisła zrobiła takie właśnie zakupy.

Genkow też jest trafionym zakupem?

- Wiem, że w spotkaniu z Widzewem nie wykorzystał dobrej sytuacji po mojej akcji, ale absolutnie nie wolno przekreślać Cwetana. Ten chłopak walczy dla drużyny, wygrywa sporo pojedynków powietrznych, absorbuje uwagę obrońców rywala, wykonuje ciężką pracę niezbędną dla zespołu. Genkow potrafi utrzymać się przy piłce tyłem do bramki, daje nam czas na podejście pod bramkę rywala. Zresztą przy moim golu zablokował Ben Radhię, za co mu podziękowałem. My pomocnicy będziemy musieli zadbać o to, żeby miał więcej sytuacji i w końcu strzelił pierwszego gola, a wraz z nim przyjdzie mu niezbędny w grze luz.

Legendy już krążą o fladze "Pruszcz Gdański", jaką wywiesza twój znajomy kibic, a która jest podobno szczęśliwym dla ciebie talizmanem?

- Bo tak jest, faktycznie ona wyzwala we mnie jakieś pozytywne fluidy i najczęściej dzięki nim strzelam bramkę. Kolega zrobił mi nawet koszulkę z napisem "Pruszcz Gdański", by ona mnie wspierała, gdy go nie ma na naszym meczu. Jestem ciekaw, czy podczas meczu z Lechią Gdańsk wywiesi też tę szczęśliwą dla mnie flagę (śmiech). Po meczu z Widzewem powiedział mi, że się nad tym zastanawia.

A dlaczego zrezygnowałeś ze strzelania rzutu karnego w meczu z Widzewem? Miałbyś większe szanse na wygranie klasyfikacji strzelców.

- Gdyby nie zamieszanie związane z wprowadzaniem nowego bramkarza, to pewnie bym podszedł do rzutu karnego, bo miałem taki zamiar. Ale przez tę zwłokę wkradła się w moje serce wątpliwość, że mogę nie wykorzystać karnego, a później oni wyrównają i zrobi się problem. Po Andrażu widziałem, że on jest pewny, nabuzowany, więc zostawiłem mu piłkę. Mama zawsze mi powtarzała: "Patryk, jak czujesz się pewny, to podchodź do piłki i strzelaj, ale jak masz mieszane uczucia, to zostaw to innemu koledze." Ja jestem synem, który słucha mamy.

Lech traci sporo do was. Obawiacie się go?

- Ja bym jeszcze nie skreślał Lecha. Mają dobry zespół, dobrze grają w piłkę, a po odpadnięciu z Ligi Europejskiej mogą się skoncentrować na krajowych rozgrywkach. Trzeba uważać na poznaniaków. Mogą się liczyć w walce o mistrzostwo, chyba że stracą punkty w meczu z Cracovią. Poza tym w wyścigu o tytuł uczestniczą oczywiście Jagiellonia, Legia, Lechia Gdańsk, a nawet Polonia Warszawa.

Gdzie wolisz grać, u siebie, gdzie kibice cię uwielbiają, czy na wyjeździe, gdzie cię wyzywają, a ten negatywny doping wyzwala złość sportową?

- Oczywiście, że co tydzień wolałbym grać na Reymonta. Tu kibice robią nam wspaniałą oprawę i taki doping, że nogi same niosą. Na wyjazdach często na mnie się skupia niechęć kibiców przeciwnych, ale mnie to nie obchodzi, ja się skupiam na meczu.

Jedyne, o co można się do ciebie przyczepić za występ z Widzewem, to konferencja, jaką sobie urządziłeś z sędzią liniowym na początku meczu. Po co ci to było? Ryzykowałeś żółtą kartkę, która oznaczałaby pauzę w meczu z Polonią Bytom.

- Spokojnie, nie było żadnej konferencji. Rozmawiałem z nim o życiu.

Chodziło ci o to, że nie zauważył faulu na tobie?

- Tak, ja zaatakowałem piłkę głową, a Dudu wszedł za wysoko uniesioną nogą. Ale to już przeszłość.

Rozmawiał: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje