Pachniało zawodem w meczu Motor - Raków. Nagły przełom i karny w końcówce
W godzinach popołudniowych 12 kwietnia naprzeciw siebie stanęły dwie jedenastki, które w tabeli PKO BP Ekstraklasy dzielił zaledwie punkt - i to już z marszu gwarantowało pewne emocje. Mowa tu konkretnie o Motorze Lublin i Rakowie Częstochowa - i w tych zmaganiach jednak przez długi czas pachniało pewnym zawodem i bezbramkowym remisem. "Motorowcy" zadali jednak w końcu w dość specyficznych okolicznościach wyjść na prowadzenie, ale punkt dla "Medalików" uratował Jonatan Braut Brunes, wykorzystując w końcówce starcia rzut karny.

Niedzielne emocje związane z PKO BP Ekstraklasą rozpoczęły się w Małopolsce, gdzie Cracovia podjęła Arkę Gdynia, remisując ostatecznie z oponentami z Pomorza 2:2. Potem zaś, krótko przed 15.00, do akcji ruszyły zespoły Motoru Lublin i Rakowa Częstochowa - oba mające chrapkę na "doskoczenie" do ścisłej czołówki rozgrywek.
PKO BP Ekstraklasa: Motor Lublin - Raków Częstochowa. Przebieg i wynik meczu
Początek meczu przebiegł głównie pod znakiem zdecydowanej przewagi w kontroli piłki ze stronu Motor Lublin - brakowało jednak tak naprawdę konkretów. Pierwszy nadszedł w okolicach 8. minuty - i wówczas Mbaye Ndiaye oddał strzał, który jednak został momentalnie przyblokowany przez Stratosa Svarnasa.
Niedługo potem nadeszły zaś naprawdę kiepskie wieści dla Rakowa - Łukasz Tomczyk już w 10. minucie musiał dokonać pierwszej zmiany, a wszystko to z powodu urazu Karola Struskiego, który najwyraźniej złapał uraz stawu skokowego. Miejsce piłkarza na murawie zajął Oskar Repka.
Późniejsze minuty upływały przede wszystkim pod znakiem walki obu stron od pola karnego do pola karnego - "wiatr" z przodu próbował robić m.in. Michael Ameyaw, natomiast szyki obronne obu zespołów pozostawały bardzo czujne.
W końcu w 25. minucie z ofensywą ruszył Bartosz Wolski, ale jego uderzenie okazało się dosyć słabe jak na tempo całej akcji, więc Oliwier Zych nie miał specjalnego problemu z jego zatrzymaniem.
Zdecydowana odpowiedź Częstochowian nastąpiła dopiero w 28. minucie - wówczas to sprzed "szesnastki" uderzał Marko Bulat, ale futbolówka odbiła się od jednego z rywali o poleciała za linię boczną.
Okazało się to jednak sygnałem do nieco bardziej zdecydowanych działań "Medalików" - zagrozić bramce rywali próbował niebawem też Jonatan Braut Brunes, ale także został przyblokowany. Podyktowany potem korner nie przyniósł korzyści gościom.
"Motorowcy" poszli na wymianę ciosów - niebawem z dystansu strzelał Ivo Rodrigues, ale został prędko zneutralizowany, a potem Brunes przymierzał się do główki, ale piłka leciała dla niego odrobinę zbyt wysoko.
Tempo rywalizacji zrobiło się następnie nieco wolniejsze - ostatecznie kolejny mocniejszy strzał obejrzeliśmy w 39. minucie, ale wówczas Rodrigues fatalnie skiksował. Na jego obronę należy jednak dodać, że futbolówka odskoczyła mu na boiskowej nierówności.
Tuż przed przerwą przypomniał o sobie jeszcze Wolski - mniej więcej z 13. metra oddał on uderzenie, które jednak powędrowało wysoko w trybuny. Ostatecznie w tej części zmagań nie obejrzeliśmy bramek - obie ekipy zeszły do szatni przy stanie 0:0.
Po zmianie stron przez dłuższy czas żaden z klubów nie był w stanie wyprowadzić konstruktywnego ataku - ostatecznie najlepszą okazję na otwarcie wyniku miał dopiero Bulat - i to z rzutu wolnego - w 50. minucie wówczas jednak dobrą interwencją popisał się Ivan Brkić.
Niedługo potem próbę strzału na bramkę Motoru podjął Repka - nabiegł jednak na niego jeden z przeciwników, a futbolówką odskoczyła w niekontrolowany sposób dalej od bramki gospodarzy.
Widać było jednak, że przybysze z Częstochowy weszli w drugą część zmagań z wielką determinacją - niebawem dobrą okazję do wpisania się na listę strzelców miał Lamine Diaby-Fadiga, ale jego niedokładna próba skutkowała jedynie przeturlaniem się futbolówki po murawie obok słupka.
Dopiero gdy mijała mniej więcej godzina gry to Lublinianie zyskali szansę na zaskoczenie bramkarza przeciwników. Do rzutu wolnego podszedł Jakub Łabojko, ale jego uderzenie okazało się niezbyt udane - zagrał piłkę mocno przy ziemi, licząc zapewne, że tor lotu futbolówki przetnie któryś z jego kompanów, ale taki scenariusz się nie zrealizował.
Niedługo potem również nieudanie zakończył się rzut wolny ze strony "Medalików" - Bulat zagrał całkiem niezłą, wysoką piłkę, ale wkrótce arbiter odgwizdał spalonego. Potem doszło zaś do akcji dwóch zmienników - Jean Carlos zagrał precyzyjnie na Isaka Brusberga, a ten złożył się do uderzenia głową, zatrzymanego jednak przez Brkicia.
W końcu gola doczekaliśmy się w 67. minucie - wtedy to futbolówka zagrana z lewego skrzydła przez Bradly'ego van Hoevena trafiła do Ndiaye, który odbił ją dosyć nieskładnie. Mimo wszystko piłka trafiła do siatki, nawet mimo ofiarnej interwencji Brunesa - i było 1:0.
Gra stała się następnie mocno rwana - widać było, że gol pobudził nieco ambicje obu ekip, naturalnie z różnych powodów. Raków miał dogodną szansę na ripostę w 75. minucie, ale wówczas Bulat, etatowy wykonawca rzutów wolnych, przeciągnął swoją wrzutkę ze stałego fragmentu gry i ostatecznie nikt z jego kolegów nie zdołał sprawdzić po raz kolejny umiejętności Brkicia.
W 81. minucie van Hoeven sam próbował zaliczyć trafienie, ale został zablokowany. Do swoistej dobitki ruszył Paweł Stolarski, ale jego strzał zniknął w gąszczu oponentów. W odpowiedzi Brunes uderzył z główki w kolejnej akcji, ale kapitalną interwencją popisał się golkiper Lublinian.
Norweg niedługo potem uderzył też z woleja po dograniu Jeana Carlosa, ale trafił obok słupka. Napastnik w samej końcówce dodatkowo jeszcze zaliczył bolesne starcie w "szesnastce" z Łabojką i... arbiter wskazał wówczas na rzut karny.
Do uderzenia z wapna podszedł sam poszkodowany i... trafił bez pudła, uderzając mocno i myląc Brkicia. To był de facto ostatni znaczący akt tego spotkania - Raków rzutem na taśmę wyrwał sobie w Lublinie podział punktów.
PKO BP Ekstraklasa. Kiedy kolejne mecze Motoru i Rakowa?
W następnej, 29. już kolejce PKO BP Ekstraklasy Motor Lublin wybierze się do Katowic, gdzie 17 kwietnia zmierzy się z tamtejszym GKS-em. Raków Częstochowa z kolei dwa dni później zagra na własnym terenie z Cracovią.







![Syn Piotra Zielińskiego zachwycił przed kamerą. Nagranie hitem sieci [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MSQLG3KOQO6RF-C401.webp)




