Ostateczna decyzja ws. Edwarda Iordanescu. Legia Warszawa wydała komunikat
To już koniec Edwarda Iordanescu w Legii Warszawa. Stołeczny klub potwierdził odejście rumuńskiego szkoleniowca, którego zatrudnił 12 czerwca. Właśnie pojawił się komunikat na oficjalnej stronie i w mediach społecznościowych "Wojskowych". - Po analizie wyników uznaliśmy, że konieczne są zmiany, które pozwolą drużynie wykorzystać swój potencjał - powiedział dyrektor sportowy Michał Żewłakow.

Czarne chmury nad posadą Edwarda Iordanescu krążyły od dawna. Według doniesień mediów blisko zwolnienia miało być już po przegranej 1:3 z Zagłębiem w Lubinie 19 października, ale Michał Żewłakow i Fredi Bobić mieli wtedy wezwać piłkarzy w szatni do wzięcia większej odpowiedzialności za wyniki zespołu i zdecydować, że Rumun dostanie czas na wyjście z kryzysu do przerwy zimowej.
Rzeczywistość okazała się brutalniejsza. Szkoleniowiec opuszcza klub. "Wojskowi" poinformowali o tym w piątek tuż po godzinie 11:00.
Spotkaliśmy się z trenerem Iordanescu i wspólnie zdecydowaliśmy o zakończeniu współpracy. Po analizie wyników uznaliśmy, że w obecnej sytuacji konieczne są zmiany, które pozwolą drużynie w pełni wykorzystać swój potencjał i realizować założone cele
Edward Iordanescu nie jest już trenerem Legii. Zdobył z nią Superpuchar Polski, awansował do Ligi Konferencji
Po czwartkowym odpadnięciu w 1/16 finału Pucharu Polski z Pogonią Szczecin trener powiedział na konferencji prasowej, że chce spotkać się z działaczami. - Brakuje nam pewnych rzeczy. Jak zawsze, biorę pełną odpowiedzialność na siebie. Poprosiłem o spotkanie z zarządem dziś wieczorem (w czwartek - red.) albo najpóźniej w piątek rano. Jeśli niektóre rzeczy się nie zmienią, będziemy dalej cierpieć, a tego nie chcę - mówił.
W piątek rano Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet podał, że w nocy zapadła decyzja o pożegnaniu. Etap pracy Iordanescu w stolicy naszego kraju nie potrwał więc nawet pięciu miesięcy.
Były selekcjoner rumuńskiej reprezentacji do Legii trafił 12 czerwca. Zdobywał z nią średnio 1,70 punktu na mecz. W ostatnich latach (wyłączając tymczasowe przejęcia przez Aleksandara Vukovicia i Marka Gołębiewskiego) niższą miał tylko Besnik Hasi. Dla porównania Ricardo Sa Pinto "wykręcił" 1,93, a Romeo Jozak i Goncalo Feio po 1,89.













