Reklama

Reklama

Orest Lenczyk: Dziś Maaskant by mnie tak nie krytykował

- Zespół, drużyna, to grupa ludzi, która - mimo wszystko - oprócz tego, że powinna wszystko rozumieć, musi przejawiać szacunek do tradycji, mentalności klubu, do codziennej pracy, jaką się w nim wykonuje w imię przyszłości. Ja uważam, że w pewnym momencie Wisła była na takiej drodze, ale później wyszło tak jak wyszło - mówi w wywiadzie dla INTERIA.PL trener Śląska, Orest Lenczyk.

Orest Lenczyk Wisłę Kraków zna od podszewki - pracował w niej czterokrotnie (1976-1979, 1984-85, 1994, 2000-2001). Został odprawiony z Reymonta 10 lat temu i od tego czasu zdołał się przypomnieć tym, którzy go zwolnili, wygrywając batalie z GKS-em Bełchatów, Cracovią, czy Śląskiem Wrocław. Czy i dzisiaj, Orest Wielki odbierze punkty "Białej Gwieździe"?

Starcie Śląsk Wrocław - Wisła Kraków o godz. 20:30, już teraz zapraszamy na relację LIVE!

Reklama

INTERIA.PL: Jak się czuje krakowianin we Wrocławiu?

Orest Lenczyk, trener Śląska Wrocław: Dziękuję, nie narzekam.

Jak długo będą działać pańskie trenerskie czary i perfekcyjne przygotowanie fizyczne bez solidnych wzmocnień? Poprzeczka przed panem będzie zapewne szła w góry nie tylko jeśli chodzi o T-Mobile Ekstraklasę, ale też rozgrywki europejskie.

- Tyle się pan nagadał, a ja powiem wprost - mam już teraz niezłych zawodników. A w mówieniu o tych czarach, co i pan wspomina, jestem przekonany, że jest sporo przesady.

Przesady? Obejmował pan zespół w strefie spadkowej i bez sporych wydatków na transfery, zaprowadził go na fotel lidera tabeli.

- Proszę nie zapominać jednak, że pracuję z tymi piłkarzami już od 13 miesięcy, więc nie ma co gadać o tym, co było na początku. Można tylko zajmować się tym, co jest dzisiaj. Jeżeli ta drużyna wciąż będzie utrzymywała się wysoko, to będą mówić, że jest dobrze, a jeśli spadnie niżej, to każdy powie, że jest gorzej.

Mówi pan, że zespół już jest mocny, a gdybyście się w nowym sezonie znowu spotkali z zespołem pokroju Rapidu Bukareszt, to wynik rywalizacji mógłby być odwrotny?

- Rok czasu zawierający dwa okresy przygotowawcze, do tego z pewnością jakieś zmiany w składzie, dojście nowych zawodników, mogłyby nas przyprawić o uśmiech po takim dwumeczu. Wszystko jest możliwe, ale najbardziej koncentruję się nie nad tym, kto przyjdzie, tylko na wydobyciu z tych zawodników, których już mam, wszystkich ich wartości, a najważniejsze - na budowie zespołu, który wychodzi na boisko.

Ma pan cichą satysfakcję, że pański krytyk Robert Maaskant - przypomnijmy, zarzucał panu archaiczną, zbyt defensywną taktykę, jest w trenerskim niebycie, a jego odejścia domagał się nie tylko właściciel Wisły, ale i kibice?

- Nie mam, nie mam też żadnej satysfakcji z tego powodu, że gram z Wisłą. A losy trenera Maaskanta, to z jednej strony potwierdzenie, że łaska kibica na pstrym koniu jedzie, natomiast ja, słysząc wtedy te jego słowa, absolutnie zrozumiałem, że trener Maaskant był rozczarowany postawą swojej drużyny i stratą punktów.

Sądzę zresztą, że teraz Maaskant by tak nie powiedział, bo rozumiałby sytuację, jaką miałem w klubie wtedy, a której nie da się porównać do tego, co jest dzisiaj.

Czy pan podziela opinię wielu osób - m.in. trenera Antoniego Piechniczka, czy Wojciecha Łazarka, którzy twierdzą, że Robert Maaskant i dyrektor sportowy Stan Valckx zaszkodzili Wiśle polityką transferową nastawioną niemal wyłącznie na obcokrajowców i to najczęściej leciwych, o których nie można powiedzieć "dobra dla klubu inwestycja"?

- Ja podzielam tę opinię, natomiast chyba najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że mając w szatni zawodników z 12 krajów, trudno jest utrzymać - że tak powiem - rodzinną atmosferę. Zespół, drużyna, to grupa ludzi, która - mimo wszystko - oprócz tego, że powinna wszystko rozumieć, musi przejawiać szacunek do tradycji, mentalności klubu, do codziennej pracy, jaką się w nim wykonuje w imię przyszłości. Ja uważam, że w pewnym momencie Wisła była na takiej drodze, ale później wyszło tak jak wyszło.

Czyli proporcja między Polakami a obcokrajowcami została za bardzo zachwiana?

- Jak na polskie warunki z pewnością tak. Być może w zachodnich klubach, gdzie takie proporcje są normalne, nie ma takiego problemu, bo i doświadczenie mają lepsze, a przede wszystkim sprowadzają z zagranicy lepszych zawodników. My jednak jesteśmy ciągle w okresie przejściowym i takie niezrównoważone mieszanki nie wychodzą nam na zdrowie. Również media dolały oliwy do ognia dając ogromną czcionką tytuły: "Melikson zbawi Wisłę w walce o Ligę Mistrzów", czy: "Ljuboja jest tym zawodnikiem, który zapewni Legii sukcesy w Europie, w Lidze Europejskiej". Zapomina się o tym, że dyspozycja piłkarza zależy od kontuzji, czy wielu innych czynników, które wpływają na jej stabilizację - takich jak integracja z zespołem, miastem, kibicami.

Czy według pana reprezentacja Polski jest na dobrej drodze, by osiągnąć cel, czyli wyjście z grupy na Euro 2012?

- Nie wypowiadam się na temat kadry, ale cieszę się, że Biały Orzeł wylądował z powrotem.

Rozmawiał: Michał Białoński

Kto wygra? Śląsk, czy Wisła? Typuj w serwisie 11na11.pl! KLIKNIJ!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje