Ogromna bezradność wicemistrza Polski. Górnik nie miał litości, zadecydował jeden błąd
Po przerwie na mecze reprezentacji nie ustała fatalna passa Rakowa Częstochowa w Ekstraklasie. W poniedziałkowy wieczór przed własną publicznością wicemistrz Polski uległ 0:1 Górnikowi Zabrze. Jedyną bramkę po błędzie Zorana Arsenicia strzelił Ousmane Sow. To trafienie pozwoliło Górnikowi awansować na pozycję wicelidera. Raków przegrał po raz czwarty w tym sezonie i wciąż pozostaje w strefie spadkowej.

Raków Częstochowa spełnił podstawowy cel postawiony na początku sezonu. Drużyna Marka Papszuna zdołała wywalczyć awans do fazy ligowej Ligi Konferencji. Styl "Medalików" nie zawsze zachwycał, lecz dla kibiców najistotniejszy jest rezultat. Sympatycy wicemistrza Polski nie mogą być jednak zadowoleni z postawy swojego zespołu w Ekstraklasie.
Częstochowianie po rozegraniu pięciu spotkań mieli na koncie zaledwie sześć punktów, co przekładało się dopiero na 16. lokatę w tabeli. Drużyna, która zakończy sezon na tej pozycji, pożegna się z Ekstraklasą. Raków co prawda ma do rozegrania dwa zaległe spotkania, lecz kolejne potknięcia mogą sprawić, że strata do czołówki będzie już znacząca. Tuż przed przerwą na kadrę zespół ten przegrał 0:2 z Pogonią Szczecin, w której najprawdopodobniej wkrótce zmieni się trener.
Zdecydowanie lepsze nastroje panują w obozie Górnika Zabrze. Co prawda śląski klub tuż przed meczami reprezentacji również przegrał (0:1 u siebie z Motorem Lublin), lecz ich sytuacja w tabeli jest o wiele lepsza. Przed poniedziałkowym starciem w Częstochowie Górnik zajmował piąte miejsce, a w przypadku sukcesu przesunąłby się na pozycję wicelidera.
Bezzębny Raków z tylko jednym strzałem. Górnik robił swoje
Miejscowi kibice po przerwie na spotkania reprezentacji, a także po ciekawej końcówce okienka transferowego, mieli spore apetyty na ligowy triumf. Ich cierpliwość została wystawiona na próbę już w 14. minucie spotkania. Marcel Łubik zdecydował się na dalekie wybicie piłki sprzed własnej bramki. Futbolówkę głową przedłużył Jarosław Kubicki, a swoją szybkością po raz kolejny popisał się Ousmane Sow. Senegalski lewy skrzydłowy z łatwością minął niezdecydowanego Zorana Arsenicia i znalazł się w kapitalnej sytuacji. Zawodnik Górnika zbliżył się na piąty metr, po czym nie dał Kacprowi Trelowskiemu najmniejszych szans na interwencję umieszczając piłkę przy bliższym słupku bramki.
Długimi minutami Raków nie sprawiał wrażenia zespołu będącego na "musiku". Gospodarze długimi fragmentami utrzymywali się na piłce, lecz na dłuższą metę nie przekładało się to na konkretne zagrożenie pod bramką przeciwnika. Najbliżej trafienia miejscowi byli tuż po stracie gola, gdy po wrzutce z lewego skrzydła do bramki nie potrafił trafić Fran Tudor. Chorwat dynamicznie wybiegł zza pleców Erika Janzy, lecz całą akcję zaprzepaściło niechlujne przyjęcie piłki.
Statystyki były dla Rakowa bezlitosne. Drużyna prowadzona przez Papszuna przez zdecydowaną większość pierwszej połowy nie potrafiła oddać żadnego strzału na bramkę Górnika. Niewiele jednak zabrakło, by tuż przed przerwą goście zostali zaskoczeni, i to w widowiskowy sposób. Po dograniu Tudora na uderzenie "przewrotką" zdecydował się Marko Bulat. Sprowadzony latem do klubu Chorwat umiejętnie złożył się do tej próby, jednak futbolówka znacząco minęła bramkę Łubika. Był to jedyny strzał oddany przez "Medalików" w pierwszej połowie. W rubryce strzałów celnych jednak wciąż widniało zero.
Górnik wytrzymał napór Rakowa. W nagrodę trzy punkty i pozycja wicelidera
Receptą na problemy Rakowa miały być trzy zmiany, które Papszun przeprowadził już w przerwie. Na murawie pojawił się m.in. debiutujący w nowych barwach Imad Rondić. Bośniak bardzo szybko mógł przywitać się z kibicami w najlepszy możliwy sposób. W 56. minucie po sprytnym zagraniu piętką Iviego Lopeza Rondić stanął przed okazją na strzelenie gola. Napastnik gospodarzy uciekł z piłką w prawą stronę, lecz w najważniejszym momencie znacząco spudłował.
Trzeba jednak przyznać, że po przerwie oglądaliśmy znacznie bardziej konkretny Raków. Podobać mogła się aktywność Iviego Lopeza, który w 61. minucie zmusił Łubika do świetnej interwencji. Górnik wytrzymał napór Rakowa, a w 78. minucie mógł przesądzić o swoim zwycięstwie. Na ich nieszczęście strzał Roberto Massimo z ostrego kąta sparował Trelowski. W kolejnych minutach świetnej okazji nie wykorzystał również Sondre Liseth. W jednej z ostatniej akcji meczu remis gospodarzom mógł dać Ivi Lopez. Gwiazda Rakowa z rzutu wolnego strzeliła jednak wprost w mur. "Medaliki" tego dnia nie potrafili pokonać golkipera przeciwnika. Tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra Trelowski obronił kolejną próbę Massimo.
Górnik w Częstochowie wygrał 1:0 i awansował na pozycję wicelidera Ekstraklasy. Było to możliwe przez odwołanie sobotniego meczu pomiędzy Wisłą Płock i Cracovią. Raków natomiast pozostaje na 16. pozycji w tabeli, a strata wicemistrza Polski do czołówki nie maleje. Częstochowian w najbliższym czasie czekają bardzo trudne potyczki z Legią Warszawa i Lechem Poznań.
Zobacz również:













