Od środka aż kipi. Co dalej z sędziowaniem w Polsce?
Marcin Szulc, wybrany niedawno nowym Przewodniczącym Kolegium Sędziów w PZPN, staje na głowie, by wywrzeć pozytywne pierwsze wrażenie po szansie, jaką otrzymał. Reaguje szybko, stanowczo, nie milczy w mediach - słowem: robi cokolwiek, by przynajmniej wyglądało to na robienie czegokolwiek. Ale z tego co słyszymy - wcale nie jest tak kolorowo.

Obserwując z boku poczynania nowego (do tej pory był tylko pełniącym obowiązki na zwakowanym stanowisku szefa sędziów w Polsce) przewodniczącego, trudno nie mieć wrażenia, że Marcin Szulc za punkt honoru postawił sobie udowodnienie, że negatywne opinie o nim były przesadzone. Te - opublikowane w tekście Rafała Rostkowskiego w serwisie TVP Sport - były dla niego miażdżące. Rostkowski pisał między innymi w ten sposób:
(…) Z około 30 sędziów i sędzi szczebla centralnego, z którymi rozmawialiśmy na temat sytuacji w środowisku sędziowskim w ostatnich tygodniach i o kandydatach na przewodniczącego, po około 40 procent zwolenników mieli Paweł Sokolnicki i Arkadiusz Kamil Wójcik. Około 10 procent popierało Macieja Wierzbowskiego i również około 10 procent nie miało swojego faworyta. Za Szulcem nie był nikt. Wielu sędziów i sędzi wypowiadało się o jego sposobie zarządzania ludźmi negatywnie albo bardzo negatywnie.
Najczęściej sędziowie powtarzali opinie takie lub podobne:
- Szulc ma swoje sympatie i antypatie, których czasem nie potrafi skutecznie wyłączyć, gdy ma oceniać ludzi merytorycznie. Może jest zbyt sentymentalny, może za bardzo się uprzedza, może to coś innego, ale w każdym razie widać u niego brak prawidłowych cech przywódczych.
- Marcin ma problem z wyczuwaniem i ustalaniem priorytetów. To było widać nie raz. Jest afera, w mediach głośno o kolejnej decyzji sędziowskiej, dzwonią do niego sędziowie, bo jest pełniącym obowiązki przewodniczącego, a on odpowiada, że jest zajęty analizowaniem sytuacji w trzeciej lidze... Próbujemy go dopytać o krótką opinię, czy jego zdaniem decyzja była dobra, czy zła, a on na to, że jeszcze nie widział sytuacji. Kurde, całe środowisko dyskutuje, jest burza w mediach, a Marcin zajmuje się trzecią ligą...
- Czasem nie radził sobie nawet z taką władzą, jaką już miał jako obserwator i członek zarządu, więc tym bardziej trudno mu będzie zarządzać organizacją zrzeszającą jakieś osiem tysięcy sędziów (…).
To tylko wycinek z dłuższego tekstu, który wręcz miażdży dotychczasową działalność Marcina Szulca. Przewodniczący wówczas odmówił komentarza Rostkowskiemu, twierdząc, że nie będzie udzielał się medialnie podczas kadencji, natomiast bardzo szybko zmienił zdanie - od tamtego momentu udzielił kilku dużych wywiadów, był gościem w programach na żywo oraz gospodarzem medialnego spotkania w PZPN, gdzie mówił o swojej wizji. Wizerunkowo zyskiwał i tracił jednocześnie - jego otwartość należy odbierać dobrze, gorzej natomiast niektóre wypowiedzi. Niedawno w serwisie Weszło stwierdził, że błąd sędziego jest tym samym, co błąd napastnika, który nie trafia do pustej bramki. Brak dostrzeżenia gigantycznej różnicy na pewno nie świadczy dobrze o jego punkcie widzenia - sędziowie mają możliwość korekty swoich decyzji po konsultacji z VAR. Poza tym po pomyłkach swoich piłkarzy kluby "płacą" za własne błędy, natomiast po pomyłkach sędziów - za cudze.
Błyskawiczna reakcja w sprawie zawieszenia Bartosza Frankowskiego i jego zespołu po meczu Górnik Zabrze - Jagiellonia Białystok też może być odbierana dwojako: dobrze, że nastąpiła, natomiast wygląda na spalenie sędziego na stosie na bazie oczekiwań z zewnątrz. Kluby mimo wszystko oczekują innych działań. Wojciech Pertkiewicz, prezes Arki Gdynia, a do niedawna współautor budowy Jagiellonii, od lat apeluje o większą transparentność w pomeczowych raportach. Ostatnio w serwisie X napisał to, co mówi od dawna: "Szefa Kolegium Sędziów już mamy. Chyba życie (ostatnia kolejka) znów sygnalizuje, że niezbędna jest zmiana komunikacyjna na linii sędziowie-świat. W raporcie pomeczowym obligo wszystkie sytuacje VARowane z opisem: decyzja - podstawa (przepis). Te punkty publicznie".
Jego apel znów pozostał bez reakcji, mimo iż jednym z celów, jakie Marcin Szulc wskazał na początku kadencji, była odwilż w relacjach z klubami. Nie ma też mowy o udostępnieniu rozmów VAR z sędziami, czy wprowadzenia rozwiązania znanego z coraz większej grupy lig: tłumaczenia przez arbitrów za pomocą stadionowego nagłośnienia decyzji podjętych na bazie obejrzanej powtórki na monitorze. Jeśli kluczem ma być transparentność, to na pewno nie w ten sposób.
Sędziowie nie wiedzą na czym stoją
W środowisku sędziowskim, w którym podpytaliśmy o opinię pierwszego etapu pracy Marcina Szulca, panuje niepewność. Słyszymy rozczarowanie faktem, że przewodniczący stwierdził, iż będzie stawiać na szkolenie i sprawiedliwość, a życie pokazuje coś innego. Po ostatnim weekendzie doszło wprawdzie do krótkiego szkolenia, jednak z naciskiem na słowo "krótkiego". Poruszono na nim sprawy sytuacji z Zabrza (brak czerwonej kartki dla Josemy za faul w akcji ratunkowej), z Częstochowy (niesłuszna druga żółta kartka dla Karola Struskiego), z Niecieczy (druga żółta kartka dla piłkarza Zagłębia Lubin za faul przed polem karnym) plus dwa mało istotne klipy z I ligi. - O reszcie ani słowa w czasie szkolenia. Jedziemy na następną kolejkę i nie mamy feedbacku, czy ręka Nalepy na Termalice to ręka? Czy ręka na Arce, to ręka? Czy ręka w Katowicach, to ręka? Czy sytuacja z Klemenzen na Katowicach to karny. Nic nie wiemy. Pewnie dowiemy się na najbliższym szkoleniu 15 listopada - mówi jeden z sędziów.
Pojawiają się też głosy, że Bartosz Frankowski został skazany dla przykładu, podczas gdy nie miało to zbyt wiele wspólnego z zapowiadaną sprawiedliwością - skoro błędów było dużo więcej i nie popełniał ich wyłącznie jeden Frankowski (ze swoim zespołem).
Środowisko piłkarskie w Polsce coraz głośniej pokazuje, że ma dość problemów z sędziami. Coś pęka nawet w Adrianie Siemieńcu, który wcześniej wyznawał zasadę milczenia po kontrowersyjnych decyzjach przeciwko jego drużynie - tym razem zaczyna mówić głośno. Trener Puszczy Niepołomice Tomasz Tułacz po środowym meczu Pucharu Polski przeciwko Lechii Gdańsk (1:3) niemal pokłócił się z arbitrami tuż przed wejściem na salę konferencyjną. Marek Papszun na swojej konferencji po meczu z Cracovią również rzucił kilka cierpkich słów. - Obawiałem się pytań o sędziowanie. Coś dziwnego dzieje się z sędziami. No ale muszą sobie z tym tematem poradzić. To nie wygląda zbyt dobrze - mówił.
To wszystko pokazuje, że Marcin Szulc niekoniecznie powinien iść w kierunku, w którym zmierza. Kwestie budowy centrum VAR, systemu automatycznie wykrywającego spalone, czy instalowania kamerek na sędziach - to są sprawy istotne, lecz bardziej inwestycyjne, leżące poza generalną strategią, której stworzenie leży w podstawowych obowiązkach szefa sędziów.
Ale miejmy nadzieję, że jesteśmy na etapie docierania się przewodniczącego ze środowiskami klubów i sędziów. I że ostatecznie będzie już tylko lepiej.











