Nowa siła na mapie Ekstraklasy? Zbliża się wielka chwila dla Lukasa Podolskiego
Wszystkie znaki na niebie i ziemi zdają się sugerować, że Górnik Zabrze po latach dryfowania jako klub miejski, wreszcie będzie miał prywatnego właściciela. Według informacji Interii, bardzo prawdopodobnym terminem na sfinalizowanie transakcji jest koniec kwietnia i właśnie wtedy Lukas Podolski stanie się formalnym właścicielem czołowego zespołu Ekstraklasy.

"Serial" z prywatyzacją Górnika Zabrze jest już tak długi, że uczestniczyło w nim trzech prezydentów miasta. W pewnym momencie był już tak irytujący dla Lukasa Podolskiego, że przestał się gryźć w język, a w swoich wypowiedziach medialnych wprost atakował urzędników za opieszałość. Jednocześnie za każdym razem podkreślał, że się nie zniechęca i wierzy w załatwienie sprawy, bo jej skuteczna finalizacja może przenieść Górnik w zupełnie inną rzeczywistość - przede wszystkim mniej ograniczoną barierami, jakie zawsze napotykają kluby miejskie.
Z tego, co słyszymy, dziś Lukas Podolski jest dobrej myśli, a sprawa zdecydowanie przestała stać w martwym punkcie. Jakiś czas temu do Górnika dotarły wieści, że prywatyzację uda się przeprowadzić do połowy kwietnia. Wyglądało to tak wiarygodnie, że klub nawet zaczął wewnętrznie się przygotowywać do tego wydarzenia - poprzez pracę nad komunikacją, nad materiałami, nagraniami wideo, itp. Dziś już wiadomo, że aż tak łatwo nie będzie, bo prywatyzacja nie skończy się tak szybko. Na przeszkodzie stanęły kwestie prawne i te dotyczące przygotowania odpowiednich dokumentów, natomiast przesunięcie zakładanego terminu nie powinno być zbyt duże. Aktualnie prywatyzacja jest spodziewana przed końcem kwietnia. Wszystko idzie zatem w kierunku przejęcia Górnika przez Lukasa Podolskiego, który będzie mógł ze spokojem pewnie zakończyć karierę i zamienić korki na wygodne adidasy, a miejsce na ławce na fotel w gabinecie.
Górnik już dawno nie był jak klub miejski
Prawda jest taka, że Górnik od dłuższego czasu nie funkcjonował już jak klasyczny klub miejski. Od dłuższego czasu miasto realnie nie wspierało Górnika finansowo, poza przekazywaniem pieniędzy na spłatę obligacji sprzed lat, ale tu mowa o pieniądzach, których nikt w klubie nie widział - od razu szły na przelewy w celu oddłużenia. Od dawna nie było sytuacji, jak w innych klubach miejskich, w których dzięki przelewom z ratusza można było robić transfery i opłacać kontrakty. W przypadku Górnika działało to tak, że jeśli chciał robić transfery, musiał wcześniej na nie sam zarobić. W zimowym okienku wydawano na wzmocnienia, ale tylko dlatego, że spłynęły pieniądze za Ousmane Sowa, wytransferowanego do Broendby za 3 mln euro (abstrahując, że mówimy o wydaniu około 10 procent wartości tego transferu).
Prywatyzacja wiele zmieni. Zakulisowo da się usłyszeć o inwestorach, którzy niemal z dnia na dzień mogą wesprzeć Górnika i którzy tylko czekali na rozwiązanie sprawy z miastem, bo do klubu miejskiego nie chcieli wchodzić. Można też się domyślać, że skoro Lukas Podolski działając nieformalnie w miejskim klubie, czyli według stanu w papierach nie "u siebie", był w stanie załatwić bardzo dużo, teraz będzie w stanie jeszcze więcej. Do tej pory regularnie narzekał na "nie da się" ze strony miasta. Na blokującą go papierologię lub przepisy. Jeśli prywatyzacja się dokona, momentalnie otworzy to nowe możliwości. Nie będzie tutaj oczywiście sytuacji ani jak w Widzewie, ani jak w Rakowie - Podolski nie zacznie wykładać dużych pieniędzy, ale Górnik bazuje na czymś innym. Na nazwisku nowego właściciela oraz wysokich kompetencjach ludzi z własnych gabinetów. Działało w klubie miejskim, nie ma powodów zatem, by miało nie działać jeszcze lepiej w prywatnym.
Zobacz również:
Górnik jest mocny. To nie jest przypadek
Aktualnie Górnik Zabrze zajmuje trzecie miejsce w Ekstraklasie i nie ma w tym przypadku. Okazuje się, że zamiana Jana Urbana na Michala Gasparika przyniosła klubowi korzyść, bo już teraz wiadomo, że Gasparik w identycznym okresie, w jakim pracował w zeszłym sezonie w Zabrzu obecny selekcjoner, zapunktuje lepiej (Jan Urban został zwolniony po 28. kolejce, gdy Górnik miał na koncie 40 punktów, aktualnie po 27. kolejkach Górnik ma 42). Bardziej pozytywne jest natomiast inny fakt - że dorobek "obecnego" Górnika jest wyraźnie oddalony od sufitu możliwości drużyny, podczas gdy za kadencji Jana Urbana można było odnieść wrażenie, że trener nie jest w stanie wycisnąć więcej.
Patrząc na skład Górnika, śmiało można powiedzieć już teraz o jednej z najsilniejszych drużyn Ekstraklasy, mimo iż płacowo klub nie jest w górnej części tabeli Ekstraklasy. Kryzys, który dotknął Zabrzan na przełomie rundy jesiennej i wiosennej był raczej związany z serią kontuzji oraz wdrażaniem nowych piłkarzy w system Michala Gasparika, niż z realnym załamaniem planu.
Górnik raczej nie sprowadza piłkarzy starszych niż 25 lat, a jeśli już, to mówimy o 29-letnim Michale Sadilku, który bez wątpienia jest najlepszym transferem zimy w całej Ekstraklasie. Sadilek jest zawodnikiem, którego dyrektor sportowy Łukasz Milik odwiedzał w Czechach osiem razy, by namówić go na grę w Zabrzu i jak widać - warto było. Dziś jest to pomocnik kluczowy, robiący kluczowe liczby (na przykład na wagę awansu do półfinału Pucharu Polski kosztem Lecha w Poznaniu). 29 lat ma też Jarosław Kubicki, po którego Górnik sięgnął latem, ale to kolejny przykład, że decydując się na doświadczonego piłkarza, to po to, by podnieść jakość zespołu. Ze starszych zawodników zimą sprowadzono jeszcze Pawła Bochniewicza, ale w tym wypadku mowa o nieco innej kategorii, bo Bochniewicz to ograny w Holandii obrońca mogący w każdej chwili wejść do jedenastki.
Reszta to piłkarze z potencjałem sprzedażowym, co idealnie wpisuje się w politykę Górnika Zabrze. Z siedmiu najdroższych zawodników Górnika w historii (sprzedanych przynajmniej za 2 mln euro), aż pięciu opuściło klub za czasów Lukasa Podolskiego. Za dwóch z nich - Lawrence Ennaliego i Daisuke Yokotę - Podolski wykładał pieniądze z własnej kieszeni. Fakt, że niedługo będzie działał na własny rachunek, musi być dla kibiców Górnika wyłącznie pozytywny.
Lukas Podolski o wymarzonym Górniku
Lukas Podolski jesienią rozmawiał z Interią o tym, jak wyglądałby jego wymarzony Górnik po prywatyzacji. Zamieszczamy fragment tej rozmowy poniżej.
Podolski: - Mam kasę i moja fundacja mogłaby coś zbudować dla akademii. To w mieście mówią: nie, nie wolno, tu przepisy zabraniają, tu coś innego. Chcemy pomóc, a ciągle jesteśmy blokowani.
Inwestycja w akademię to byłby twój pomysł na Górnika, gdybyś został właścicielem?
- Oczywiście. Żeby gonić najlepsze polskie kluby, musimy rozwinąć infrastrukturę, potrzebujemy lepszych trenerów w akademii, namawiać lepszych chłopaków, by się tam rozwijali, a docelowo wchodzili do pierwszego zespołu. Mamy realną wizję, jak pchnąć Górnika dalej.
Docelowo, pod kątem przychodów, możecie kiedyś grać w jednej lidze z Lechem lub Legią?
- Nie. A jeśli nawet, to potrwałoby to bardzo długimi latami. Mamy kulę u nogi w postaci długów. Albo niewykończonego stadionu. Prywatyzacja nie zadziała jak pstryknięcie palcami, że nagle znajdziemy się w innej rzeczywistości. W teorii mogę wyłożyć 5 mln euro w rozwój drużyny, ale to jest kropla z wszystkich potrzeb, by naprawdę urosnąć. Nie mówiąc, że jak się wpompuje 5 mln w drużynę, a zagrasz słaby sezon, to tak jakbyś tymi pieniędzmi przepalił w piecu. Inwestycje w akademię czy stadion pozostaną z nami na zawsze, nawet jak wyniki w jakimś roku nie będą się zgadzać. To tam jest największa potrzeba inwestowania, zanim zaczniemy się finansowo dźwigać.
- Inna sprawa, że bez budżetu Legii, Lecha czy Rakowa, można dobrze pracować. Pieniądz nie wygrywa, co najlepiej pokazuje przykład Rakowa. Ile oni tam ich przepalili, gdy pomyślisz, ile tam kupili piłkarzy, a ilu z nich się wybroniło. Ja chciałbym, by nasza filozofia była inna - gdybym miał zapłacić dużo za piłkarza, to musi być pewniak, gość, który zrobi różnicę. Teraz ludzie też czasem myślą: ale Górnik dysponuje kasą! Dwanaście transferów zrobili. A my je robimy nie pieniędzmi, tylko sposobem. Bo pracujemy dobrze. Naszymi umiejętnościami sprawiamy, że umowy są dużo korzystniejsze, niż w normalnych warunkach by były.
Robiłeś sobie wyliczenie, ile Górnik zarobił na piłkarzach, którzy znaleźli się w klubie dzięki temu, że ty tu jesteś?
- Jak sobie podsumuję trzech - Włodarczyka, Yokotę i Ennaliego - to wyjdzie 7 mln euro. Z każdym z nich rozmawiałem osobiście i namawiałem na Górnika. Yokota był już jedną nogą w Austrii, zagrał tam mecz towarzyski pod Miro Klose, jako trenerem. Dzwoniłem do niego, przekonywałem, bilet na samolot mu kupiłem. Jak Valmiera z Łotwy chciała odstępne, to z własnej kieszeni wyciągnąłem. No, ale z tych 7 mln niewiele poszło na rozwój drużyny.
Co masz na myśli?
- Była jeszcze stara władza, spłacili swoje długi. Pieniądze idą na konto właściciela, on decyduje, co z nimi robi. Do nas na dalsze inwestycje skapywały grosze.
Ile z tych 7 mln?
- Może paręset tysięcy euro. A my wciąż braliśmy piłkarzy za darmo. Dopiero w tym oknie to się zmieniło.
(...)
Ile trzeba by Górnik był zdrowym klubem, który będzie mógł myśleć już tylko o rozwoju?
- Może trzy, może pięć lat. Tyle może potrwać spłacanie długów. Z Sarapaty 2-3 mln euro pójdzie na ten cel. To naprawdę jest majstersztyk, co my tu robimy. Jak to wszystko spinamy bez wydawania pieniędzy.
Cały wywiad można przeczytać tutaj. Wkrótce Interia będzie starać się o kolejny - aktualny po przejęciu klubu przez Lukasa Podolskiego.









