Niewykorzystana szansa w hicie Jagiellonia - Lech. Gra o tytuł wciąż otwarta
Jagiellonia Białystok zremisowała 0:0 z Lechem Poznań przed własną publicznością. To kluczowy wynik w kontekście walki o mistrzostwo Polski. Obie ekipy stworzyły kilka groźnych sytuacji, ale żadna nie potrafiła ich wykorzystać. Mimo wszystko bardziej z takiego wyniku mogą być zadowoleni gracze Adriana Siemieńca.

Liderujący Lech Poznań przyjechał dziś do Białegostoku na mecz 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Jagiellonią. Celem "Kolejorza", który wygrał sześć z ostatnich siedmiu spotkań ligowych, było kolejne zwycięstwo, które pozwoliłoby mu umocnić się na fotelu lidera. Pod znacznie większą presją byli piłkarze "Jagi". Piłkarze z Podlasia w ostatnim czasie prezentowali się bardzo słabo, wygrywając w ostatnich siedmiu kolejkach ledwie raz. Tak więc aby nie tracić do ekipy z Wielkopolski już sześciu punktów, musieli tej konfrontacji przynajmniej nie przegrać. Pierwszy gwizdek poprzedziła dobra informacja dla kibiców Jagiellonii, która ogłosiła przedużenie kontraktu z trenerem Adrianem Siemieńcem.
Pierwsza połowa w hicie 27. kolejki PKO BP Ekstraklasy Jagiellonia - Lech na remis
Pierwsza groźna akcja spotkania miała miejsce już w trzeciej minucie, a od mocnego uderzenia zaczął Lech Poznań. Patrik Walemark złamał akcję na prawym skrzydle, schodząc do środka i uderzył lewą nogą w kierunku lewego słupka. Znakomicie interweniował jednak Sławomir Abramowicz, który wyciągnął się jak struna i obronił strzał.
Lech na tym nie poprzestał i w kolejnych minutach miał inicjatywę po swojej stronie. W 10. minucie stworzył kolejną groźną okazję. Z prawej strony dośrodkowanie posłał Joel Pereira, a uderzał Mikael Ishak, tyle że zrobił to bardzo niecelnie. Jagiellonia pierwszą odpowiedź wystosowała dopiero w 13. minucie. Dynamiczną akcję strzałem z około 20. metra sfinalizował Bartosz Mazurek, tyle że w dość dogodnej sytuacji nie trafił nawet w światło bramki.
W kolejnym fragmencie spotkania na boisku zrobiło się już znacznie spokojniej. Obie drużyny oddały po jednym strzale, ale oba nie stanowiły nawet najmniejszego zagrożenia dla bramkarzy. Tak było do 30 minuty, wówczas ponownie swoją szansę mieli piłkarze "Kolejorza". Zaczęło się od rzutu różnego, który bezpośrednio nie przyniósł strzału. Jednak Poznaniacy utrzymali się przy piłce. Chwilę później dośrodkowanie z prawego skrzydła posłał Pereira, a główkował Walemark, tyle że znów czujny był Abramowicz, który skutecznie sparował strzał.
W 33. minucie wydawało się, że pierwsza bramka tego spotkania jest niemal pewna, ale tym razem niezwykle blisko gola była Jagiellonia. "Duma Podlasia" przeprowadziła dynamiczną kontrę. Prostopadłe podanie do Kajetana Szmyta posłał mało dotychczas aktywny Afimico Pululu. Szmyt stanął oko w oko z Bartoszem Mrozkiem i uderzył po ziemi w kierunku prawego słupka, ale bramkarz Lecha wyczekał skrzydłowego "Jagi" i uratował swój zespół przed utratą bramki.
Do przerwy nie wydarzyło się już nic szczególnego. Strzału z około 30 metrów w ostatniej minucie podstawowego czasu gry spróbował jeszcze Pablo Rodriguez z Lecha Poznań, ale jego płaskie uderzenie jedynie przeleciało obok lewego słupka bramki Jagiellonii. Sędzia Jarosław Przybył dolizczył jeszcze dwie minuty, a po których obie ekipy zeszły do szatni przy bezbramkowym remisie.
Remis w Białymstoku. Jagiellonia zachowała szansę na tytuł, Lech nie zdołał jej uciec
Po wznowieniu gry na boisku dalej niewiele się działo. Gracze Jagiellonii Białystok próbowali "szarpać" w ataku, ale praktycznie nic z tego nie wynikało. Dopiero w 54. minucie dobry przechwyt w środku pola sprawił, że przed szansą na oddanie strzału z klikunastu metrów stanął Jesus Imaz, ale zrobił to niecelnie. To podkreśliło optyczną przewagę gospodarzy w pierwszych kilkunastu minutach drugiej połowy.
W 58. minucie pierwszą groźną akcję po przerwie skonstruował wreszcie Lech Poznań. Szarżę lewą flanką przeprowadził Leo Bengtsson i dośrodował na bliższy słupek, gdzie akcję probował wykańczać Ali Gholizadeh. Irańczyk nie trafił jednak w światło bramki.
Już chwilę później znakomitą szansę mieli gospodarze. Techniczny płaski strzał posłał Bartosz Mazurek, który odbił Bartosz Mrozek. Piłka po jego interwencji trafiła jeszcze do Imaza, który uderzł głową, ale Mrozek znów "był na posterunku" i sparował futbolówkę na rzut rożny.
Do 72. minuty nie wydarzło się zbyt wiele. Wówczas strzału z ponad 25. metrów spróbował Afimico Pululu. Snajper "Jagi" nie zmusił jednak Mrozka to kolejnej interwencji, ponieważ piłka minęła prawy słupek bramki o około metr. W 77. minucie swoją wielką szansę miał Lech. Mikael Ishak uderzał z około 10 metrów w kierunku dalszego słupka. Fenomenalną interwencją popisał się jednak Sławomir Abramowicz, który końcami palców obronił strzał, a piłka odbiła się jeszcze od słupka. To była bez wątpienia największa okazja "Kolejorza" w tym spotkaniu.
Ostatecznie w stolicy Podlasia nie padła żadna bramka. Obie ekipy dopisały do swojego dorobku po punkcie, co oznacza, że Jagiellonia zachowała szanse na mistrzostwo Polski. Lech z kolei utrzymał trzypunktową przewagę nad Białostoczanami i nie wykorzystał szansy, by im uciec w walce o tytuł.
Z Białegostoku - Aleksy Kiełbasa











