Trzy mecze i trzy wygrane - taki bilans wicemistrzowie Polski zaserwowali na początek sezonu. Z kolei Wisła u siebie wygrywa wszystko, ale też wszystko przegrywa na wyjazdach, choć w Zabrzu zaprzepaściła wielką okazję, by zapunktować.
Beniaminek od początku nie wystraszył się wicemistrza Polski. Efekt? Już w pierwszej minucie minimalnie ze strzałem spóźnił się Angel Rodado, a chwilę później bramkarz Philipp Schulze kapitalnie poradził sobie z uderzeniem Jordi Sancheza.
Z czasem Górnik zaczął jednak atakować wysokim pressingiem. Wiślacy próbowali uwalniać się z niego szybkim rozgrywaniem piłki, ale gospodarze naciskali coraz mocniej. Wielu okazji dzięki temu nie stworzyli, ale gra w większości toczyła się na połowie gości, co w końcu przyniosło efekt.
W 27. minucie Górnik miał rzut wolny. Z dośrodkowaniem wiślacy jeszcze sobie poradzili, ale piłka zaczęła spadać w okolice 11. metra. Zawodnicy beniaminka jakby umówili się, że nikt do niej nie startuje, ale zupełnie inny plan miał Lukas Sadilek. Zawodnik Górnika doskoczył do piłki, spóźniony był Kacper Duda i piłka po uderzeniu Czecha futbolówka wpadła do bramki.
Do przerwy wiślacy mieli większe posiadanie, oddali tyle samo strzałów, co rywale, ale to Górnik do szatni schodził w zdecydowanie lepszych nastrojach.
Sytuacja gospodarzy stała się jeszcze lepsza w 53. minucie. Zabrzanie mieli rzut wolny tuż przed linią pola karnego, bezpośrednio uderzył Maksym Chłań i było 2:0. Przy tym strzale lepiej jednak mógł się zachować bramkarz Marcel Łubik, który miał piłkę na ręce.
Niewykorzystana okazja Wisły Kraków
Wydawało się, że w tej sytuacji Górnik będzie miał mecz pod kontrolą, ale wicemistrzowie Polski w kilkadziesiąt sekund pokazali, jak można skomplikować sobie sytuację. Najpierw w łatwy sposób stracili bramkę, gdy piłka po przypadkowym dośrodkowaniu Jakuba Krzyżanowskiego odbiła się od poprzeczki, a do siatki wpakował ją Jordi Sanchez. A jakby tego było mało, to za moment dyskusyjną drugą żółtą kartkę otrzymał Sondre Liseth i gospodarze grali w osłabieniu.
Wisła miała więc ponad pół godziny, by wywieźć z Zabrza choćby punkt i wydawało się, że nie będzie chciała marnować ani minuty, tymczasem okazji przyjezdni stwarzali jak na lekarstwo.
Najlepszą w 89. minucie miał Alan Uryga, ale z kilkunastu metrów nie trafił w bramkę. Górnik już do końca bronił się bardzo umiejętnie i notuje świetny początek sezonu.
PJ














