Nerwowo w Białymstoku. Mistrz wygrywa na otwarcie, rezerwowi na ratunek
Sezon 2024/25 PKO BP Ekstraklasy oficjalnie rozpoczęty. Po kilku miesiącach oczekiwania, w piątkowe popołudnie w Białymstoku na początek zmagań miejscowa Jagiellonia zmierzyła się z Puszczą Niepołomice o ligowe punkty. Gospodarze, choć przeważali, długo nie mogli znaleźć sposobu na umieszczenie piłki w siatce. Dopiero w 78 minucie stadion do euforii doprowadził Nene, który rozpoczął pojedynek na ławce rezerwowych. W doliczonym czasie gry wynik na 2:0 ustalił Lamine Diaby-Fadiga.

Dla Jagiellonii piątkowa potyczka była wyjątkowa niezależnie od końcowego wyniku. Białostoczanie 19 lipca rozegrali pierwszy oficjalny mecz w roli mistrza Polski. Na Podlasie zawitała Puszcza Niepołomice. Goście poprzedni sezon zakończyli w zupełnie innym rejonie tabeli. Dodatkowo ich trener wprost przyznał na antenie Canal+, że wciąż poszukuje napastnika. "Będziemy robić wszystko, by jak najszybciej tę pozycję uzupełnić" - oznajmił Tomasz Tułacz.
Rzuty karne wisiały w powietrzu. Sędzia podchodził do monitora
W pierwszej połowie parę razy zrobiło się głośno. Gospodarze od samego początku przeważali nad przeciwnikami, lecz zawsze coś stawało im na przeszkodzie w zdobyciu premierowej bramki. Słupek w trzynastej minucie obił Jarosław Kubicki. Później futbolówkę tuż nad poprzeczką posłał Afimico Pululu. Po jednej z akcji Jagiellonii kibice domagali się też "jedenastki", gdy w polu karnym przewrócił się Michal Sacek. Arbiter pozostał niewzruszony, obyło się nawet bez analizy VAR.
Stwarzamy sobie sytuacje. Mieliśmy z dwie, trzy dogodne, gdzie mogliśmy zamienić je na bramkę. Musimy być cierpliwi i konsekwentni. Wiemy jak gra Puszcza, niska obrona i szukają kontrataku. Cierpliwość na pewno nam pomoże w drugiej połowie i miejmy nadzieję, że w niej zamienimy te sytuacje na gola
Po powrocie z szatni gospodarze najedli się strachu. W 56 minucie sędzia był o krok od podyktowania rzutu karnego dla Puszczy. Powtórki pokazały, że Roman Jakuba został kopnięty przez rywala w walce o futbolówkę. Damian Kos podszedł do monitora. Podczas analizy wideo dopatrzył się jednak wcześniejszego minimalnego spalonego. Po tej decyzji ożywił się piątkowy mecz. Atakowali jak nie jedni, to drudzy. Brakowało tylko najważniejszego, czyli bramek.
Jagiellonia odetchnęła z ulgą. Trzy punkty zostają w Białymstoku
Jagiellonia zaczęła się coraz bardziej niecierpliwić. Żaden z zawodników w żółto-czerwonych barwach przed spotkaniem pewnie nawet w najczarniejszych snach nie spodziewał się aż takiej męczarni. Miejscowi w końcu dopięli swego w 78 minucie. Na lewym skrzydle akcję napędził Miki Villar, który skierował piłkę do Nene, a ten pokonał golkipera przeciwników i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Co ciekawe, obaj wstali z ławki rezerwowych dopiero w drugiej połowie.
Białostoczanom po premierowym trafieniu ewidentnie spadł ogromny kamień z serca. Na boisku zrobiło się dużo spokojniej. Jagiellonia nie przestała jednak napierać na bramkę rywali. Wynik na 2:0 ustalił w doliczonym czasie gry Lamine Diaby-Fadiga.
Zobacz również:











