Napięcie w Rakowie sięga zenitu. Papszun nie gryzie się w język, wprost uderza w klub
Marek Papszun nie miał zamiaru dłużej tego ukrywać. Przed meczem Ligi Konferencji zadeklarował chęć bycia nowym trenerem Legii Warszawa. Trener Rakowa Częstochowa zdaje się być bardzo zdeterminowany. Po wygranym 4:1 spotkaniu z Arką Gdynia nagle wypowiedział się o pracy osób zarządzających klubem. Dla kibiców "Medalików" te słowa nie przynoszą niczego dobrego. Zdaje się, że konflikt Papszuna z kierownictwem Rakowa tylko się zaostrza.

Marek Papszun latami pracy w Rakowie zbudował sobie swoisty pomnik w Częstochowie. Przejął zespół jeszcze w czasach, gdy ten był na trzecim szczeblu rozgrywkowym, bez wielkich nadziei na coś więcej. Z Papszunem "Medaliki" zanotowały drogę od II ligi do Ekstraklasy, a w elicie praktycznie rok w rok walczyli o najwyższe cele.
Papszun z Rakowem sięgnął po mistrzostwo Polski oraz dwa Puchary Polski i Superpuchary. Poprzedni sezon zespół z Częstochowy zakończył na drugiej pozycji, tracąc w ostatecznym rozrachunku zaledwie punkt do mistrzowskiego Lecha Poznań. Na początku sezonu Raków znalazł się w kryzysie, lecz kolejne tygodnie dawały solidne nadzieje na przyszłość.
Całkiem dobry klimat wokół Rakowa przerwało jedno doniesienie medialne. Legia Warszawa, która już od miesiąca szuka następcy Edwarda Iordanescu, jest poważnie zainteresowana zatrudnieniem Papszuna. Szybko okazało się, że nie były to zwykłe plotki, a sam szkoleniowiec na dobę przed starciem Ligi Konferencji z Rakowem Częstochowa zaskoczył wszystkich.
Legia chce mnie jako trenera i ja chcę być trenerem Legii
Papszun zaognia sytuację w Rakowie Częstochowa. Po jego kolejnej wypowiedzi zawrzało
Od tego momentu w Częstochowie zawrzało. Niezadowolenie w mediach społecznościowych okazał właściciel Rakowa Marek Świerczewski. Kibice wicemistrza Polski podczas meczu z Rapidem wywiesili transparent, w którym określono go mianem "Judasza". Sam trener przez niedzielnym meczem ligowym z Arką Gdynia dosadnie skomentował zachowanie kibiców. - Słabe, słabiutkie to było. Oczywiście, że mi przykro. Tym bardziej, że część kibiców chyba nie pamięta, w jakim momencie tutaj przyszedłem. Ale nie pękam, wiem, że duża rzesza kibiców podchodzi do mnie inaczej. Dużo jest niezdrowych emocji, ale piłka je generuje, to część tej gry - stwierdził Papszun.
Od momentu "expose" Papszuna Raków rozbił 4:1 Rapid Wiedeń oraz Arkę Gdynia, co jasno pokazuje, że zamieszanie z osobą trenera nie wywarło negatywnego wpływu na dyspozycję piłkarzy. Papszun po raz kolejny pokazał jednak, że nie ma zamiaru uspokajać coraz bardziej napiętej atmosfery. Dowód na to 51-latek dał na konferencji prasowej.
"Zadałem pytanie skąd wynika różnica pomiędzy punktowaniem Rakowa u siebie, a na wyjeździe. W delegacji Raków jest 1 w tabeli, u siebie 16. Marek Papszun: - To nie do mnie pytanie. Zapytajcie ludzie decyzyjnych w klubie skąd to się bierze." - poinformował o wypowiedzi Papszuna na portalu "X" dziennikarz Kamil Głębocki.
Głębocki później doprecyzował wypowiedź Papszuna, stwierdzając, że trenerowi chodziło o stan murawy oraz to, że zdaniem szkoleniowca Rakowa ta jest zbyt rzadko wymieniana. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że Papszun przekroczył kolejną granicę w komunikacji (a może jej braku) z osobami zarządzającymi Rakowem. Biorąc pod uwagę przeciągające się negocjację z Legią, sytuacja Papszuna w najbliższym czasie może stać się jeszcze bardziej skomplikowana.
Zobacz również:












