Nagły komunikat w Widzewie. Nikt się nie spodziewał. "Nie mówię żegnajcie"
Bartłomiej Pawłowski to jedna z najważniejszych na boisku postaci, które miały duży udział w odrodzeniu Widzewa. Wrócił do klubu jeszcze w pierwszej lidze i poprowadził zespół do Ekstraklasy. Został też kapitanem drużyny, ale potem na drodze stanęły kontuzje. Nie wrócił już do wielkiej formy i teraz postanowił zakończyć piłkarską karierę w Widzewie.

34-letni pomocnik to niezwykle ważna postać Widzewa. Łączy to, co było przed upadkiem klubu z jego odrodzeniem. Najpierw był piłkarzem Widzewa w 2013 roku i zrobił furorę w drużynie nazywanej "dzieciakami Mroczkowskiego". 17 meczów i cztery gole wystarczyły, by trafił do hiszpańskiej ekstraklasy. W Maladze nie zagrzał miejsca i wrócił do Polski. Historia zatoczyła koło, kiedy na początku 2022 roku znów został zawodnikiem Widzewa.
Wolał przejść do pierwszej ligi niż grać ogony w ekstraklasie. Łódzki klub potrzebował liderów i takiego znalazł. W dziesięciu występach zdobył sześć goli i Widzew po ośmiu latach nieobecności wrócił do ekstraklasy. I pierwsze dwa sezony były dla niego bardzo udane. W 60 występach zdobył 18 goli, a do tego zaliczył dziewięć asyst. Jak na pomocnika świetne liczby.
I wtedy kariera się załamała - w końcówce sezonie 2023/24 zerwał więzadła krzyżowe. Wrócił na boisko po prawie 300 dniach, ale nic już nie było takie same. W poprzednim sezonie jego pozycja wybitnie zmalała. Zaliczył tylko 19 występów, w tym zaledwie pięć w podstawowym składzie. Z pewnością sam nie był z siebie zadowolony, bo znany jest z ambicji.
Jego umowa wygasa z końcem sezonu. Nie było oferty ze strony klubu i Pawłowski wziął sprawę we własne ręce. Postanowił uciąć spekulacje i w mediach społecznościowych ogłosił rozstanie z Widzewem. W oświadczeniu podziękował żonie, rodzicom., trenerom, prezesom i kolegom z drużyny.
"Są miejsca, z których nigdy nie odchodzi się naprawdę. Dla mnie takim miejscem zawsze był i będzie Widzew. To stąd po raz pierwszy ruszyłem do dużego świata. I to tutaj wróciłem po latach, kiedy klub potrzebował ludzi gotowych oddać mu swoje doświadczenie, charakter i serce" - napisał.
"Przez ostatnie 4,5 roku przeżyliśmy niemal wszystko. Awans do ekstraklasy. Walkę o utrzymanie. Wielkie zwycięstwa. Trudne momenty. Gole w derbach. Bramki przeciwko Legii. Wieczory, podczas których cały stadion skandował moje nazwisko. Chwile, których nie da się kupić ani zaplanować".
Przyznał, że inaczej wyobrażał sobie ostatnie sezony. "Jeszcze niedawno wydawało mi się, że przede mną kolejne rozdziały tej historii. Dziś wiem już, że moją przyszłość w klubie wyjaśnił po prostu upływający czas. W piłce, podobnie jak w życiu, nie zawsze mamy wpływ na to, jak kończą się historie, które chcielibyśmy pisać dalej".
Pawłowski dodał, że nie żegna się z klubem, ale "mówię dziękuję". I dodał "Bo piłkarzem Widzewa przestaje być w protokole meczowym. W sercu nie przestaje się być nim nigdy".
















![Leon w swoim stylu. Najlepsze akcje z meczu Polska – Francja [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2DXZS2WD6P27-C401.webp)