Mocne wejście Aleksandara Vukovicia. Oddał hołd legendzie Widzewa
Aleksandar Vuković to czwarty w tym sezonie, a szósty w ciągu roku trener Widzewa. Zastąpił Igora Jovicevicia, który jak zapewniał sprowadzający go do łódzkiego klubu Dariusz Adamczuk, miał być szkoleniowcem na lata. Przed Serbem wyzwanie - utrzymanie w Ekstraklasie drużyny, na którą w tym sezonie wydano około sto milionów złotych.

24 lutego ubiegłego roku został zwolniony Daniel Myśliwiec. Od tej pory minęło 374 dni, a Widzew kolejno prowadzili Patryk Czubak, Żeljko Sopić, ponownie Czubak, Jovicević a od czwartku Vuković. Mimo ogromnych transferów (wydano na nie około 22 mln euro) drużyna jest na przedostatniej pozycji i traci dwa punkty do bezpiecznego miejsca. A do tego odpadła z Pucharu Polski.
Widzew postanowił się rozstać z trzecim trenerem w tym sezonie i zatrudnić czwartego. Zespół objął doskonale znany w polskiej piłce Vuković. 47-letni Serb do Polski przyjechał w 2001 roku i przez lata był związany z Legią Warszawa jako zawodnik i trener. Zdobył z nią mistrzostwa kraju i Puchary Polski. Jako trener prowadził też Piasta Gliwice.
- Dla mnie to bardzo pozytywny moment i wydarzenie. To klub z historią, który jest też wybitnym miejscem do pracy dla każdego trenera, choć moment, w którym przychodzę nie jest najlepszy. Jestem podekscytowany i pomimo problemów jakie widzę, jestem w stanie ze wszystkim, którzy są w klubie je wyprostować. To nasz najbliższy cel na najbliższe tygodnie - zaczął Vuković i zaskoczył kolejnymi słowami.
- Żałuję tylko że nie widzę pana Bogusława. Szkoda, że go tu z nami nie ma, bo zawsze miałem z nim dobrą komunikację jako trener drużyn przeciwnych. Cześć jego pamięci - zaznaczył Vuković, a miał na myśli Bogusława Kukucia. We wrześniu 2024 roku 77-letni dziennikarz, który przez lata pisał o Widzewie, poczuł się źle podczas konferencji prasowej, a potem zmarł w szpitalu. Trybuna prasowa na stadionie przy al. Piłsudskiego 138 jest nazwana imieniem Kukucia.
W łódzkim klubie doszło do zmiany trenera, bo nie było widać poprawy pod wodzą Jovicevicia. Adamczuk, który ściągnął go do klubu zapewniał, że to szkoleniowiec na lata. Tymczasem pracował zaledwie przez 141 dni. Bilans w lidze to trzy wygrane, dwa remisy i siedem porażek.
- Została nam jeszcze jedna trzecia sezonu. Grania jest dużo. Od wczoraj jest nowy trener i wierzę, że uda się nam utrzymać w lidze - mówił Adamczuk. - Po porażce w lidze z GKS zdobyliśmy cztery punkty i wydawało się, że idziemy w dobrym kierunku. Mecz z Pogonią był czerwoną lampką, ale daliśmy jeszcze szansę trenerowi w Pucharze Polski. Odpadliśmy, jesteśmy na przedostatnim miejscu w tabeli i nie można zaklinać rzeczywistości. Zdarza się, że trenerzy, którzy osiągają wyniki w innych ligach, nie mają rezultatów w innej. Byłem przekonany do decyzji o zatrudnieniu Igora, tak samo jak trenera Vukovicia.
Pełnomocnik zarządu ds. sportu długo nie mógł wydusić z siebie słów, że to on jest jednym z najbardziej odpowiedzialnych osób za sytuację drużyny. Mimo wydanych milionów złotych zespół stoi nad przepaścią. Dopiero naciskany przez dziennikarzy stwierdził. - Wziąłem odpowiedzialność za Igora i biorę odpowiedzialność za Vuko. To jednak niewiele znaczy.
Vuković w roli trenera Widzewa zadebiutuje w sobotę w meczu z Lechem Poznań. Z nową drużyną odbędzie tylko dwa treningi. - Trzeba będzie pracować pod dużą presją, by poprawić grę. Drużyna przeszła duże zmiany. Trafili do niej zawodnicy wartościowi, ale w piłce nożnej najważniejszy jest zespół, a jego nie tworzą indywidualności, ale ci, którzy najlepiej ze sobą współpracują - podkreślał Vuković. - Za mną trening, na którym przekonałem się, że zawodnicy mają umiejętności i nikt nie obniżał jakości zajęć. Teraz zadanie, by z tych ludzi stworzyć jedność, a nie patrzeć na sumy z transfermarktu.
Vuković zacznie od jednej z najtrudniejszych przeszkód, bo Lech to aktualny mistrz Polski i współlider tabeli. - To zespół w formie, zgrany, ale i to nie znaczy, że nie mamy walczyć o zwycięstwo. Naszym zadaniem jest zrobić to, by ten pełny stadion dostał to, na co zasługuje. To musi być trudny mecz dla Lecha - podkreśla Vuković.
















