Miliony, szansa i zagrożenie. Wisła Kraków jest już inna niż kiedyś
Na dłuższą metę nie da się robić wielkiej piłki bez wielkich pieniędzy - dlatego wejście Wojciecha Kwietnia do Wisły Kraków jest ogromną szansą. Ale wielkiej piłki nie da się robić także bez wewnętrznej spójności, jasnej strategii i wierności założeniom w gorszych momentach - i dlatego to wejście jest też zagrożeniem. Ale bez względu, czy wśród akcjonariuszy dojdzie do zmian, Wisła i tak będzie inna niż cztery lata temu, gdy spadała z Ekstraklasy.

Wbrew powielanemu błędnie w dzisiejszych czasach rozumieniu słów o niewchodzeniu do tej samej rzeki, Heraklit z Efezu miał na myśli jedynie przemijanie czasu, które zmienia wszystko. Nie da się wejść do tej samej rzeki, gdyż ona płynie. Brzegi są bardziej podmyte, ryby inne, a i sama woda znacznie się różni. Wisła Kraków - nomen omen mająca rzekę w nazwie - też po latach wchodzi do innej Ekstraklasy: bogatszej, mocniejszej, ale i dającej szersze perspektywy (choćby przez powiększenie liczby pucharowiczów). Jednocześnie sama będąc zupełnie inną, niż w sezonie spadkowej. Droga, którą przeszedł ten klub jest długa, a kto wie, czy nie zostanie wzbogacony - w dosłownym znaczeniu tego słowa - poprzez dołączenie do niego Wojciecha Kwietnia, dotychczasowego sponsora Wieczystej Kraków. Ta historia zasługuje na wyjaśnienie - przedstawienie blasków i cieni.
Wisła Kraków połączy siły z Wojciechem Kwietniem?
Jarosław Królewski przekazał światu, że jeszcze nigdy nie było tak blisko dołączenia do Wisły Wojciecha Kwietnia, właściciela krakowskiej sieci aptek. Zaznacza, że wbrew medialnym doniesieniom, wcale z dobrodziejem (a być może wkrótce grabarzem) Wieczystej nie różni się diametralnie. Być może - nikt nie wie, jak dokładnie wyglądają rozmowy między panami - aczkolwiek obserwując budowanie tych dwóch klubów, trudno w taką deklarację uwierzyć.
Wszystko wskazuje, że "wygaszenie" Wieczystej zależy już tylko od tego, czy Kwiecień dogada się z Królewskim. Można się domyśleć, że wyjątkowo nie chodzi o pieniądze, lecz ramy funkcjonowania Wisły i Wojciecha Kwietnia w niej. Bo Królewski zdążył przyzwyczaić, że gdy już odpowiednio "skalibrował" Wisłę, nie ma zamiaru robić kroku wstecz. Takim byłoby równowładztwo, bo obaj do tej pory prezentowali skrajnie różne pomysły na budowanie zespołów.
Konfigurowanie Wisły Kraków
Od czasu zwolnienia Kazimierza Moskala Wisła stała się klubem wewnętrznie spójnym. Jeśli dziś widzę jak Jarosław Królewski komentuje post Roberta Dobrzyckiego, właściciela Widzewa, słowami: "To przejściowe, konfiguracyjne wyzwanie, z którym sobie poradzicie", wiadomo dokładnie co ma na myśli, bo sam od lat próbował konfigurować Wisłę Kraków. Wisła nie działała przy trójpodziale władzy (z Tomaszem Jażdżyńskim i Jakubem Błaszczykowskim), to zadbał o jednowładztwo. Nie działało w modelu z trenerem z algorytmów (Albertem Rude, który ostatecznie sam miał inny pomysł na siebie), to pod wpływem słabości spróbował z trenerem-faworytem kibiców. Gdy doszedł do wniosku, że w tym modelu cierpi on sam, a ten stan będzie się tylko pogłębiać, trenera Moskala zwolnił, by wrócić do modelu ze sztabem, który widzi sens w określonym sposobie analizy meczów czy treningów (w dużej mierze bazującym na "liczbach"). Właściciel Wisły nie po to konfigurował ten klub pod swoją modłę, by jakiekolwiek pieniądze mogły stać nad wypracowanym przez niego modelem - dlatego tyle mówi się o utrzymaniu głównego ośrodka władzy w swoich rękach. Bo o ile Wisła stała się spójna, tak Wieczysta była rozchwiana i nie tylko na pozór wyglądała, jak klub-kaprys milionera, ale była zarządzana dokładnie w ten sposób.
Mówiąc obrazowo: Wisła docelowo ma być oparta na szeroko rozumianym know-how, a Wieczysta była oparta na pieniądzach. Wisła ściągnęła do siebie Petera Moora, który ma ogromną wiedzę w zakresie monetyzowania wielkich społeczności, a Wieczysta monetyzowała monety. Wisła budowała filary ze struktur, Wieczysta - z banknotów. Wizja pozyskania dużych pieniędzy jest zawsze kusząca, ale w tym wypadku na pewno nie za cenę sprzedania ideałów. Mało znamy Wojciecha Kwietnia - może faktycznie jest gotów wspomagać Jarosława Królewskiego tylko w dopuszczanym zakresie przez większościowego właściciela. Oby, bo tylko w takim układzie ten model może wypalić. Pozytywnym sygnałem jest na pewno to, że przez Królewskiego przemawia dziś ogromna wiara, że tak właśnie będzie. Bo zwalniając Kazimierza Moskala, on wysłał w świat sygnał, że jeśli wejdzie do Ekstraklasy, to zrobi to na swoich zasadach, a jeśli nie wejdzie i po prostu przegra - to również po swojemu.
Idealny model jest taki, gdzie są i duże pieniądze, i duża mądrość, i strategia, której klub się trzyma, a nie w której odbija od ściany do ściany (bo akurat zdarzyły się trzy porażki z rzędu). Nie wiadomo, gdzie dokładnie dziś jest Wisła Kraków, jeśli chodzi o mądrość, gdyż pełna weryfikacja pewnie nastąpi po awansie, kiedy trudność pójdzie w górę, natomiast dość jasne jest, gdzie dokładnie jest Wisła Kraków, jeśli chodzi o strategię i wierność tej strategii. Obserwowanie Wisły w Ekstraklasie będzie bardzo ciekawym doświadczeniem, bo to jest zupełnie inny klub niż ten, który spadał. Inny jest pomysł na ten klub, inni są wykonawcy i nawet Jarosław Królewski jest inny, bo wzbogacony o element - jak sam mówi - realizacji konfiguracyjnego wyzwania. I nawet jeśli jesteśmy w stanie w to wszystko wpisać Wojciecha Kwietnia ze względu na jego zamożność, to wpiszemy go jedynie jako element, który Wiśle może pomóc ekonomicznie, ale nie taki, na którym miałby wisieć sukces lub nie.












