Michniewicz o Legii: Jedne drzwi się zamknęły, otworzyły drugie, większe
Czesław Michniewicz jest 20. trenerem, który prowadzi reprezentację Polski i miał związki z Legią Warszawa. Ze stołeczna drużyną zdobył mistrzostwo Polski i awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Przez rok wszystko układało się znakomicie. Przyszedł jednak kryzys, siedem ligowych porażek i w efekcie nowy selekcjoner 25 października stracił pracę w Legii.

Michniewicz stracił pracę w Legii zaledwie trzy tygodnie po wygranej 1:0 nad Leicester City. Było to druga wygrana mistrzów Polski w drugim meczu fazy grupowej Ligi Europy. Wcześniej wygrała w Moskwie ze Spartakiem także 1:0. Legia grała w Europie, bo wiosną w pięknym stylu zdobyła mistrzostwo Polski.
W lidze zespół Michniewicza grał jednak fatalnie. Po 10 kolejkach PKO Ekstraklasy mistrz Polski miał zaledwie trzy zwycięstwa, siedem porażek i zajmował 15. miejsce w tabeli. W Lidze Europy też przyszedł słabszy moment - porażka na wyjeździe 0:3 z Napoli. Michniewicz stracił więc pracę i nikogo to specjalnie nie dziwiło. Jego następca Marek Gołębiewski nie zmienił niczego na lepsze. Pociągnął zespół niemal na samo dno tabeli i został zastąpiony przez Aleksandra Vukovicia.
Michniewicz przyszedł do Legii porzucając pracę w młodzieżowej reprezentacji Polski. Nie widzie jednak żadnej analogii do zachowania Paulo Sousy, który pracę w Polsce porzucił dla Flamengo.
- Ja widzę same różnice w tych sytuacjach, ale nie chciałbym wypowiadać się o poprzedniku. Nie widzę ani jednego procenta podobieństwa. Inaczej to przebiegało. Moja decyzja została zaakceptowana przez prezesa Zbigniewa Bońka, który wyraził zgodę na moją prace w Legii. Prezes Dariusz Mioduski z nim to później dogadywał. Po pierwszym zgrupowaniu Boniek stwierdził jednak, że lepiej będzie żeby zespół przejął Maciek Stolarczyk, a początkowo zakładaliśmy, że to ja dokończę eliminacje łącząc obie funkcje - wspominał Michniewicz.
Otwarte drzwi dla piłkarzy Ekstraklasy
Legionistów zna bardzo dobrze i raczej pewnym jest, że w jego reprezentacji znajdzie się miejsce dla takich piłkarzy, jak Mateusz Wieteska, czy Bartosz Kapustka - jeśli wyleczy kontuzję i wróci do formy.
- Wieteska będzie obserwowany, on i jego koledzy z Legii. Wybieram inną drogę niż Sousa, Chcę się otworzyć na piłkarzy z Ekstraklasy, bo znam ich potencjał. Wiem ile potrafią Artur Jędrzejczyk , czy Wieteska, czy inni zawodnicy. Najpierw jednak "akcja Rosja", aby trafić do Kataru - zapowiada selekcjoner.
Michniewicz odchodząc oskarżył kilku piłkarzy o to, że źle się prowadzą. Dostało się m.in Mahirowi Emrelemu, Mattiasowi Johanssonowi i Lindsayowi Rose.
- Nie zgodzę się, że miałem złe relacje z piłkarzami. Były i nadal są one świetne, profesjonalne i na wysokim poziomie. Matka też czasem skrytykuje syna, nie znaczy jednak, że go nie kocha. Jestem szczęśliwy, że pracowałem w takim klubie. To było wspaniałe 12 miesięcy, staraliśmy się, ale nie wychodziło.Czasem tak w życiu jest ładnie wyglądasz, strosz się, masz gdzieś wyjść i na końcu się zatniesz przy goleniu. Nie wiem dlaczego zaczęliśmy przegrywać. Nie zgodzę się, że było w tym 90 procent mojej winy. Mam nadzieję, że Legia poradzi sobie z problemami - powiedział Michniewicz.
Selekcjoner nie obawia się, że pracę w kadrze rozpocznie od falstartu, podobnego do tego, jaki miał miejsce w Legii, gdzie po zastąpieniu Aleksandra Vukovicia przegrał z Karabachem Adam 0:3 i odpadł w eliminacjach Ligi Europy.
- Jest trochę analogii w tej sytuacji. Też byłem zatrudniony, żeby zwiększyć szansę awansu. Popełniłem kilka prostych błędów. W reprezentacji znam jednak doskonale każdego piłkarza. Oglądałem wszystko jej mecze. W Legii na początku nie znałem niektórych, nie trenowałem ich. A o takim Jose Kante nic nie wiedziałem, jak gra, jak trenuje. Nic. A teraz jest tak, że niektórzy piłkarze może mnie nie znają, ale ja ich znam doskonale. W Legii na początku niektórzy to byli dla mnie obcy ludzie - wspominał Michniewicz.
Wstręt do piłki
Selekcjoner przyznał na koniec, że klaski z Legią w lidze i niespodziewana strata pracy, zaszargały mu nerwy.
- Emocje były, ale mam nadzieje, że już zluzowałem. Na początku po zwolnieniu miałem wstręt do piłki. Aż do końca roku w ogóle nie oglądałem meczów. Nie tylko Legii - żadnych. Detoks i patrzenie z boku. Zacząłem piłkę oglądać dopiero po nowym roku. Nie mówię, że w Legii zrobiłem wszystko dobrze, ale nie można mówić, że zrobiłem wszystko źle. Summa summarum jestem jednak szczęśliwy. Jedne drzwi się przede mną zamknęły, ale otworzyły się inne. O wiele, wiele większe - podsumował wydarzenia ostatnich miesięcy nowy selekcjoner.








