Reklama

Reklama

Michał Frydrych: Dzięki golom Pekharta Czesi oglądają Ekstraklasę

- Trzeba przyznać, że Legia Warszawa jest obecnie najlepszą drużyną w Polsce - mówi Michał Frydrych z Wisły Kraków. Jego "Biała Gwiazda" zmierzy się w sobotę ze świeżo upieczonym mistrzem Polski (o godz. 15).

Starcia Wisły Kraków z Legią Warszawa budzą wielkie emocje nawet wtedy, gdy sportowo nie są już meczami o najwyższą ligową stawkę. Tak będzie pewnie i tym razem, choć ekipa "Wojskowych" zapewniła już sobie zdobycie mistrzowskiego tytułu, a Wisła do końca musi walczyć o utrzymanie. 

- Zdaję sobie sprawę, że w Krakowie rywalizacja Wisły z Legią to jedne z kluczowych meczów sezonu - przyznaje czeski obrońca "Białej Gwiazdy" Michał Frydrych. - Trzeba przyznać, że Legia jest obecnie najlepszą drużyną w Polsce - komplementuje sobotnich rywali 31-latek.

Reklama

Jeszcze kilka dni temu Czech odgrażał się, że wiślacy zrobią wszystko, by Legia nie mogła świętować zdobycia tytułu po meczu z nimi. To już jednak musztarda po obiedzie - Legii do przyklepania tytułu wystarczył korzystny wynik w środowym meczu Jagiellonii Białystok z Rakowem Częstochowa. I rzeczywiście "Jaga" urwała częstochowianom punkty, padł bezbramkowy remis i legioniści mogli świętować już w środowy wieczór. Starcie z Wisłą będzie więc dla nich tylko okazją do zaprezentowania mistrzowskiej formy.

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

Frydrych już nastawia się na niełatwe czesko-czeskie pojedynki pod bramką Wisły. - Wszyscy wiedzą, że mój rodak Tomasz Pekhart jest najlepszym strzelcem Legii. Zespół gra pod niego, tworzy mu okazje. Legia generalnie ma bardzo niebezpieczne skrzydła, potrafią posłać groźne i dokładne wrzutki właśnie na Pekharta - wskazuje wiślak. - Mają jednak wielu świetnych zawodników, więc nie możemy się przygotowywać pod kątem jednego Pekharta, tylko na całą Legię.

Obrońca Wisły przyznaje, że skuteczność Pekharta robi wrażenie także w ich ojczyźnie. Legionista ma już 22 ligowe gole na koncie w tym sezonie. - Jak tylko Pekhart strzela w Ekstraklasie kolejną bramkę, to od razu w czeskich mediach są wywiady, czy teksty na ten temat. Dzięki temu, że tak się wyróżnia w Legii, ludzie w Czechach częściej zaczynają oglądać polską Ekstraklasę - zaznacza Frydrych.

Widmo spadku

Wielu ekspertów czy kibiców Wisły, po udanym początku wiosny w wykonaniu krakowian, spodziewało się, że ta drużyna zacznie marsz w górę tabeli. Tymczasem w pewnym momencie coś w gegenpressingowej maszynie trenera Petera Hyballi na dobre się zacięło. Po czterech porażkach z rzędu piłkarze Wisły zrozumieli, że muszą na poważnie martwić się walką o utrzymanie. Tym bardziej, że terminarz do końca sezonu mają bardzo wymagający.

Pierwsze starcie z tej arcytrudnej końcówki sezonu krakowianie mają już za sobą, bo w derbach Krakowa udało im się zremisować. Ale to wiele jeszcze w ich sytuacji nie zmienia. Jeśli jednak wierzyć zawodnikom "Białej Gwiazdy", są w pełni świadomi powagi sytuacji. - Zdajemy sobie doskonale sprawę, że musimy jeszcze wywalczyć trochę punktów do końca sezonu. A najlepiej po prostu wygrać jak najwięcej meczów do końca. Nie będzie łatwo - przyznaje Frydrych. - Musimy dograć ten sezon najlepiej, jak potrafimy.

Kiedy czeski defensor przychodził do Wisły, imponował formą do tego stopnia, że wyglądał, jak zawodnik z lepszej ligowej bajki. Na wiosnę gra Czecha przestała jednak robić tak dobre wrażenie, zaczęły mu się przydarzać poważniejsze błędy. Mimo wszystko, niedawny mecz Wisły z Zagłębiem Lubin pokazał dobitnie, jak kluczowym piłkarzem dla krakowian pozostaje Frydrych. Gdy zabrakło go w defensywie, Wisła straciła aż 4 bramki, niektóre w kuriozalnych okolicznościach.

Wywiady już po polsku

Frydrychowi życia nie ułatwia też fakt, że na wiosnę co chwilę gra z innymi partnerami w obronie. Po kontuzji Adiego Mehremicia, z którym tworzyli zgrany duet, u boku Czecha zaczął grać Uros Radaković. Ta współpraca nie wyglądała już tak dobrze, a na dodatek Serb też doznał kontuzji. Z kolei ostatnio w meczu derbowym - choć już w innym ustawieniu - po raz pierwszy od początku spotkania Frydrych współpracował w bloku defensywnym z Souleymanem Kone. - Musimy się jeszcze nieco "dograć". W przeciwieństwie do Adiego i Urosa, Kone nie mówi po czesku, ale nie szkodzi - uśmiecha się Frydrych. - Dogadujemy się trochę po polsku, trochę po angielsku. Nie ma problemu, choć w defensywie piłkarze muszą dużo mówić do siebie. Nieważne, w jakim języku, ale musimy się dobrze komunikować.

Sam Czech w ciągu kilku miesięcy nauczył się już polskiego na tyle dobrze, że bez większego problemu udziela wywiadów w naszym języku.

W derbowym starciu Frydrych prezentował się naprawdę pewnie, znów był liderem bloku defensywnego. - Jak gramy na trzech środkowych obrońców, to ten, który jest "na skraju", musi być bardziej aktywny, również w grze ofensywnej. A ten środkowy ma asekurować wszystkie sytuacje i pomagać tym skrajnym - podkreśla Czech. I dodaje: - Musimy jeszcze nad tym ustawieniem pracować.

Czy w starciu z Legią Wisła znów zagra trójką obrońców? Bardzo prawdopodobne. - Zobaczymy, czy w następnym meczu będziemy to kontynuować, czy wrócimy do gry czwórką w linii. Przekonamy się, na co postawi trener Hyballa.

Hyballa odkrył w nim egzekutora

Frydrych ubolewa, że niedawne derby z Cracovią skończyły się podziałem punktów. - To były moje drugie derby Krakowa, poprzednie zremisowaliśmy, więc tym bardziej chciałem wygrać. Myślę, że byliśmy w tym starciu lepszą drużyną, ale Cracovia miała groźniejsze okazje do zdobycia bramki. Dlatego musimy się jeszcze lepiej przygotować do tej konfrontacji z Legią, musimy być po prostu groźniejsi pod bramką rywala. Mamy teraz trochę problem ze strzelaniem goli - nie ukrywa Czech. - Ale liczę, że w końcu to się zmieni.

Obrońca pokazuje, że potrafi w ważnym momencie wziąć na swoje barki odpowiedzialność za zespół. Również przy wykonywaniu "jedenastek". To, że został na wiosnę wiślackim egzekutorem rzutów karnych mogło nieco dziwić. Okazuje się, że nawet jego samego. - Po raz pierwszy w karierze jestem wykonawcą rzutów karnych w mojej drużynie. Te dwa gole dla Wisły to były moje pierwsze dwie "jedenastki" wykonywane na takim poziomie rozgrywkowym - przyznaje.

Skąd więc ta decyzja, by to właśnie czeski stoper podchodził do rzutów karnych w Wiśle?
- Trener Peter Hyballa zobaczył na treningu, jak wykonuję "jedenastki" i po tym, jak Felicio Brown Forbesowi nie udało się trafić z rzutu karnego w meczu ze Śląskiem Wrocław, trener wpisał mnie do meczowego planu jako wykonawcę - tłumaczy Czech. - Nie mam żadnego specjalnego wzorca karnych. Ale będę się starał podpatrywać niektórych graczy, jak oni wykonują "jedenastki". Mam już 31 lat i muszę wziąć na siebie taką odpowiedzialność za drużynę.

Sukcesy kolegów ze Slavii

Transfer Frydrycha do Wisły dziwił niektórych o tyle, że Czech jeszcze nie tak dawno był istotną postacią zespołu walczącego regularnie w europejskich pucharach, czyli Slavii Praga. Przenosiny do grającej ostatnio o utrzymanie Wisły trudno więc na ten moment nazwać krokiem do przodu. Czy Czechowi nie było trochę żal, gdy obserwował walkę Slavii w tym sezonie Ligi Europy, a nie mógł już być częścią tego projektu? Ekipa z Pragi dotarła aż do ćwierćfinału LE, odpadając dopiero z Arsenalem Londyn.

- Fajnie się ogląda Slavię w europejskich pucharach, ale ja już wcześniej wiedziałem, że bym nie grał w tym zespole. Już w poprzednim sezonie, gdy Slavia rywalizowała w Europie, to raczej oglądałem to z trybun lub z ławki rezerwowych. Chciałem zmienić klub przede wszystkim dlatego, że chciałem grać regularnie i w Wiśle rzeczywiście mogę się tym cieszyć - tłumaczy Frydrych.

Jak ocenia tę ostatnią europejską kampanię Slavii? - Długo grali naprawdę dobrze, ale ostatnio w starciu z Arsenalem już "Kanonierzy" wykorzystali błędy prażan. Wtedy Slavia miała spore problemy w obronie i nie grali już z takim charakterem, jak zwykle. Ale i tak ekipa z Pragi dobrze zaprezentowała się w pucharach i mają teraz dobrą markę w Europie - podkreśla wiślak.

Trudno być bezstronnym

Świetne wrażenie po niedawnych występach Slavii w Europie nieco zatarły dwie rzeczy. Ostatnia porażka z Arsenalem 0:4 w słabym stylu i skandal z zawieszeniem Ondrzeja Kudeli za domniemane zachowanie na tle rasistowskim. Frydrych przyznaje, że ta druga sytuacja mogła zresztą wpłynąć na postawę całej drużyny w starciu z "Kanonierami".  - Mogli trochę "siąść" mentalnie przez to zamieszanie, ale przede wszystkim brakowało Ondrzeja Kudeli w obronie w tym spotkaniu - uważa.

Kudela otrzymał karę 10 meczów dyskwalifikacji za domniemane rasistowskie znieważenie piłkarza Glasgow Rangers w spotkaniu wcześniejszej fazy LE. W oświadczeniu wydanym przez Slavię czeski piłkarz zaprzeczał jednak, jakoby użył słów na tle rasistowskim. Frydrych doskonale zna Kudelę, bo grali razem w Slavii. - Ta kara obejmuje naprawdę wiele meczów. Jest to kontrowersja. Zobaczymy, co będzie dalej, bo Ondra będzie się odwoływał. Jest to trudna sytuacja, bo kwestia walki z rasizmem jest bardzo ważną rzeczą, aczkolwiek tak naprawdę nie ma pewności, co Ondrzej powiedział, a czego nie powiedział - wskazuje wiślak.

Kara dla Kudeli uderzyła sportowo nie tylko w Slavię, ale też w kadrę Czech, bo obrońca był ostatnio regularnie grającym reprezentantem naszych sąsiadów. - W tym sezonie Ondra był w bardzo dobrej formie, dobrze prezentował się zarówno w meczach Slavii, jak i w spotkaniach reprezentacji.

Frydrych przyznaje jednak, że nie chce roztrząsać przesadnie tej sprawy, bo czuje, że nie jest w tej sytuacji neutralny. - Ondrzej jest moim przyjacielem, więc nie powinienem o tej sprawie zbyt wiele mówić. Nie jestem bowiem bezstronny - zaznacza. - Ale zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji.

Człowiek przyzwyczaja się do wygrywania

Frydrych w sumie w Slavii spędził pięć lat. - To były świetne czasy, miałem szansę zagrać sporo wymagających meczów w barwach Slavii w Lidze Mistrzów i w Lidze Europy. Ale to już w moim przypadku przeszłość - kwituje.

Przyznaje jednak, że nie jest mu mentalnie łatwo się przestawić, gdy jeszcze niedawno grał o najwyższe cele, a teraz musi walczyć, by jego zespół nie spadł z ligi. -  Ze Slavią wygraliśmy trzy razy mistrzostwo i dwa razy Puchar Czech. Człowiek jak się przyzwyczai do wygrywania, to potem chce wygrywać cały czas. I czasem jest to trudna sytuacja, jak nagle zaczyna wygrywać rzadziej - nie ukrywa. - Moją rolą jest jednak pomoc drużynie w osiąganiu jak najlepszych rezultatów.

Sami zawodnicy Wisły liczyli, że wraz z przyjściem pół roku temu trenera Petera Hyballi, zaczną się dla "Białej Gwiazdy" lepsze czasy. Okazało się jednak, że zespół pogrążył się ostatecznie w takim samym marazmie, co wcześniej, a momentami gra nawet gorzej.

- Spodziewałem się, że będziemy wyżej w tabeli, ale rzeczywistość jest taka, że do końca sezonu będziemy walczyć o utrzymanie. To jest dla mnie najgorsze, bo miałem nadzieję, że już wcześniej uda nam się zapewnić sobie pozostanie w lidze. Musimy się szczególnie skoncentrować.

W efekcie nie milkną spekulacje dotyczące tego, że drużyna jest podzielona, a trener Hyballa nie dotrwa na stanowisku do kolejnego sezonu. Zamieszanie medialne wokół Wisły jest tak duże, że piłkarze muszą próbować się od tego odcinać. - Nie czytam polskich mediów, nie analizuję, co się pisze o nas - twierdzi Frydrych. - Ale przed nami teraz niełatwe mecze i cała drużyna musi pracować razem do końca sezonu.

   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne