Reklama

Reklama

Matusiak: Nie boję się rywalizacji

Czy to będzie sezon Radosława Matusiaka? 26-letni napastnik GKS-u Bełchatów znakomicie gra w meczach ligowych, a teraz dostał również powołanie do reprezentacji.

- Powołanie do reprezentacji zaskoczyło Pana?

Reklama

- Mówiło się o tym od jakiegoś czasu, więc nie ukrywam, że po cichu liczyłem na to, że powołanie dostanę. Natomiast miłą niespodzianką jest to, że powołanie dostał także Łukasz Garguła. Znamy się od dawna, także na pewno będzie nam raźniej na zgrupowaniu. Teraz już jednak emocje związane z powołaniem minęły. Koncentruję się na tym, by pokazać trenerowi Beenhakkerowi, że nie popełnił błędu stawiając na mnie.

- Jak Pan sądzi, w którym meczu dostanie Pan szansę występu?

- Ciężko powiedzieć. Wszystko zależy od tego jak zaprezentuję się na treningach. Możliwe, że oba spotkania obejrzę z ławki, ale równie dobrze mogę w obu wystąpić. Ideałem byłoby, gdybym przebywał na boisku w pełnym wymiarze czasowym, ale jeśli pojawię się tylko na kilka minut, to też będę zadowolony.

- W kadrze znalazło się jeszcze trzech napastników: Żurawski, Frankowski i Jeleń. Jak Pan ich ocenia?

- To obecnie najlepsi polscy napastnicy. Miło w takim gronie się znaleźć...

- Zapytam inaczej. Czy czuje się Pan od nich gorszy?

- Powiem w ten sposób, na pewno czuję respekt, ale rywalizacji się nie boję. Spróbuję powalczyć o swoją szansę. Wiadomo, że Żurawski czy Frankowski wiele dokonali w polskiej lidze, ale na przykład "Franek" ma teraz nieco gorszy okres...

- Ci zawodnicy nie tak dawno dominowali na polskich boiskach i dzięki dobrym występom podpisali kontrakty z klubami zagranicznymi. Pójdzie Pan ich śladem?

- Chciałbym. Na pewno gra w Bełchatowie nie jest szczytem moich marzeń. Nie ukrywam, że marzy mi się gra w silnym klubie zagranicznym. Może dobra postawa w lidze i występy w reprezentacji pomogą mi znaleźć takiego pracodawcę?

- Korona króla strzelców też by nie zaszkodziła...

- Pewnie, że by się przydała. I na pewno będę o nią walczył. Ale przede wszystkim gram dla Bełchatowa. Tą koronę oddam bez żalu za lepszą lokatę mojej drużyny w tabeli.

- Mówi Pan, że marzy się panu gra w silnym klubie zagranicznym. Podobno Pańskie zarobki są już teraz na poziomie europejskim...

- (śmiech) Dowiedziałem się o tym z mediów. Zapewniam pana, że nie są one aż takie wysokie. Na pewno nie są na poziomie europejskim, ani nawet nie są najwyższe w polskiej lidze. Przed sezonem podpisałem nowy kontakt. Nie ukrywam, że korzystniejszy. Ale bez przesady.

- Czyli koledzy nie mówili Panu w szatni: "Radek, to ty tak dużo zarabiasz?"

- Nie, nie. Poza tym, wcale nie jest powiedziane, że koledzy zarabiają mniej. Ja tego nie wiem, bo nie pytam nikogo jaki ma kontrakt. Koledzy też nie pytają mnie. Wiedzą, że media lubią spekulować. A już szczególnie na temat zarobków.

- Jak długo może potrwać dobra passa GKS-u w lidze?

- Mam nadzieję, że jak najdłużej. Jeśli będziemy grać tak samo jak do tej pory, to sądzę, że jeszcze jakiś czas możemy pozostać niepokonani.

- Sytuacja z zatrzymaniem Mariusza U. nie popsuła trochę atmosfery w zespole?

- Atmosfery nie popsuła, ale to był dla nas szok. Znamy Mariusza jako fajnego, uczciwego chłopaka. Mamy nadzieję, że jest niewinny i szybko się oczyści z zarzutów. Dla niego nie może być nic gorszego niż dłuższe zawieszenie.

Tomasz Andrzejewski

Dowiedz się więcej na temat: gks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje