Przemysław Langier (Interia Sport): Polubiliście się z Robertem Platkiem?
Mateusz Dróżdż (prezes Cracovii): Chyba jeszcze za wczesny etap relacji. Na pewno mamy podobne podejście do spraw biznesowych. Jest o tyle łatwiej, że ja przechodzę tę przygodę drugi raz - w Widzewie też miałem do czynienia z funduszem, znam specyfikę działania. To pozwoli się rozwijać Cracovii.
Pani Filipiak była dużo bardziej zdeterminowana niż szefostwo ŁKS-u, by przekonać Platka?
O pani Elżbiecie mogę mówić tylko w superlatywach - nigdy nie miałem takiego szefa, który dawałby taką przestrzeń do działania. Przez cały okres naszej współpracy, chyba tylko raz mieliśmy inne zdanie...
O co poszło? Było ostro?
Nie, bo pani prezes jest merytoryczną osobą, żadna awantura. Chyba tylko raz mieliśmy po prostu inne zdanie na temat rozwoju jednego zawodnika i tego, za ile powinniśmy go sprzedać, ale to była merytoryczna decyzja. Wielu prezesów marzyłoby o warunkach pracy, jakie zapewniała pani prezes. Warunki pracy w Cracovii miałem i mam wzorowe.
W porządku, ale co z tym ŁKS-em?
Nie przystoi mi wypowiadać się na temat ŁKS-u, choć jako ciekawostkę powiem, że Roberta Platka poznałem jeszcze za czasów Widzewa. Wówczas niektóre osoby ze środowiska ŁKS pytały, czy nie chciałbym pracować po drugiej stronie. Nie było oczywiście na to szans. Ale żeby nie uciekać od pytania, wydaje mi się, że inny model zarządzania był w ŁKS-ie, a inny w Cracovii. Jesteśmy w miejscu, którego wiele klubów w Polsce może nam zazdrościć - jeśli chodzi o możliwości, czy jakość ośrodka treningowego.
Finansowych szaleństw nie będzie
Strategia Cracovii za kadencji Roberta Platka będzie bardziej organicznym, spokojnym wzrostem, na ogólnych prawach rynkowych - coś jak w Jagiellonii. Czy wydanie kilku milionów euro w okienku jak w Rakowie, Pogoni czy teraz w Widzewie?
Bliżej nam do Jagiellonii. Ustaliliśmy sobie to wcześniej i dobrze to funkcjonuje w rozumieniu finansowym. Przez ostatnie dwa lata zarobiliśmy na transferach około 4,5 mln euro, wydaliśmy 20-30 proc. tej kwoty, a jakość drużyny jest chyba nawet większa. Nie będziemy wydawać wielkich kwot, choć jeśli zobaczymy potencjał - jak było choćby z Mounsefem Bakrarem, gdzie trzeba było wyłożyć dużą sumę - to są na to odłożone pieniądze. Generalnie wszystko idzie w kierunku, w którym Cracovia pierwszy raz od niepamiętnych lat skończy na plusie. Mamy rekordowe przychody ze sklepu i dnia meczowego stąd mamy środki zabezpieczone na depozytach, spoglądamy na przyszłość spokojnie. W tym okienku Widzew mocno nas przebił, jeśli chodzi o dwóch zawodników.
Zazdrości pan trochę Widzewowi?
Nie. Ze względu na swoją przeszłość, patrzę na ten klub z dużą radością. Dostałem ostatnio zaproszenie na otwarcie budowy ośrodka w Bukowcu, za co bardzo, bardzo dziękuję. Trzymam kciuki, by się to rozwijało. Widzew znalazł się w dobrym momencie - jak masz w piłce pieniądze, to decydujesz o pewnych rzeczach, ale to też nie jest tak, że jak je wydasz, to na pewno zadziała od samego początku. Wydaje mi się, że do momentu, w którym Widzew zbuduje ośrodek treningowy z prawdziwego zdarzenia, ciężko mu będzie przebić pewne sufity.
A jak bardzo przebił was w negocjacjach z piłkarzami?
Tak naprawdę dwukrotnie, bez żadnego pola do dyskusji. Gdy od jednego z zawodników usłyszałem kwotę, spytałem go, skąd ma taką ofertę - z Serie A? A on: nie, z Widzewa. Zresztą to zaczyna być standardem, że kluby w Polsce zaczynają sporo płacić. Wszystko się rozwija, zaczynamy mówić o przeolbrzymich sumach, które dziesięć lat temu byłyby niemożliwe.
Nie drażni to pana? Pan nie lubi wydawać, każdy to wie. Nie ma pan myśli, że przy tak płacących klubach w Polsce, Cracovii bez podniesienia swoich możliwości może być ciężko na stałe zadomowić się w czołówce?
Ale my też jesteśmy dobrym płatnikiem. Poza tym przy dobrze działającym skautingu, można zdziałać sporo. Inna sprawa, że mam wrażenie, że trochę w piłce się zatracamy przy weryfikacji liczb. Patrzymy na zawodnika pod kątem liczb - intensywność, lewa, prawa noga, jak się ustawia. Trener Górski by na to spojrzał i zapytał: a gdzie w tym wszystkim piłka nożna? Weryfikacja zawodników jest totalna i bez żadnego kompromisu.
Ale właśnie z tej weryfikacji macie Stolijkovicia.
Właśnie dokładnie to teraz chciałem powiedzieć - że to się jednak sprawdza. Nasz skauting patrzył na niego w ten sposób i wiedział, że pozyskuje jednego z najszybszych ludzi w 2. Bundeslidze. Patrzyliśmy na jego liczby, choćby te dotyczące przyspieszenia, i ja już miałem względny spokój, że damy radę zastąpić Kallmana. Aczkolwiek negocjacje tam nie były łatwe. Że tak powiem - musiałem w nie wkroczyć, a jak ja wkraczam, to sytuacja jest już skrajna - idziemy w lewo lub w prawo. Wracając do pytania - wierzę, że jeśli będziemy rozwijać się skautingiem, to będziemy w stanie rywalizować na ściąganie dobrych zawodników, nawet jeśli za mniejsze pieniądze.
Generalnie jest tak, że mamy wciąż słaby rynek wewnętrzny, ale zarobki, jakie płacimy piłkarzom, są bliskie europejskiego poziomu. Ludzie czasem nas pytają: czemu nie macie prawie żadnych transferów po milion, czy trzy miliony euro, a wewnętrznie to już właściwie wcale? Bo my środki z transferów przesuwamy na piłkarzy - co pozwala ściągać nam coraz lepszych, ale nie uwalnia rynku wewnętrznego.
W Polsce zarabia się już jak w Holandii? Oczywiście wyłączając Ajax, Feyenoord, czy PSV.
Myślę, że tak. Jest wysoko, choć wciąż daleko od Turcji. Ale w Turcji, można powiedzieć z uśmiechem, często dużo obiecują. Za Michała Rakoczego wciąż nie dostaliśmy pieniędzy, sprawa jest w FIFA.
Robert Platek a budżet Cracovii
Cracovia według Skarbu Kibica Przeglądu Sportowego ma dopiero czternasty budżet w Ekstraklasie. Jest też jednym z zaledwie czterech klubów, których budżet nie jest wyższy niż w poprzednim sezonie. Z czego to wynika i czy przy tych ograniczeniach nie ma ryzyka zastoju?
Pytanie, czego budżet dotyczy - pierwszej drużyny, czy całego klubu. My podajemy zawsze budżet pierwszej drużyny. Bo jeśli wliczymy budżet Wielickiej, Rącznej, stadionu, Akademii, to byłby dwukrotnie większy. Jeśli chodzi o wydatki pierwszej drużyny, jesteśmy blisko średniej w Ekstraklasie.
Ale jednocześnie budżet nie wzrósł, a innym - owszem.
Jest na podobnym poziomie i opiera się na tym, jakie przewidujemy koszty. Przykładowo powiem, że stronę przychodową mieliśmy większą niż zakładaliśmy, ale nie dodaliśmy tego do budżetu. Te pieniądze są odłożone, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Chcieliśmy przestać być ciągle na garnuszku właściciela i udzielanych nam pożyczkach. Wyszliśmy na plus z deficytu z tamtego roku z około 22 mln zł.
Obecność Platka będzie mieć wpływ na budżet?
Myślę, że tak, ale będę powtarzał - czeka nas ewolucja, nie rewolucja. Póki co plan na budżet został zaproponowany i przyjęty. Pracujemy na założeniach i wydatkach przyjętych wcześniej. Jeśli chodzi o nowego właściciela w sytuacji, kiedy przedstawimy konkretny, racjonalny plan, te pieniądze się pewnie znajdą.
Czyli, gdy zobaczycie na rynku piłkarza za 1,5 mln euro, którego potencjał sprzedażowy w przyszłości wycenicie na 5-6 mln euro, to możecie dostać na transfer od Roberta Platka?
Wydaje mi się, że tak, ale żeby była jasność - my na takie cele mamy zabezpieczone własne pieniądze. Podchodzimy z głową do takich spraw. Przez to, że płacimy więcej piłkarzom, rynek mocno się otwiera, a możliwości są różne. Na przykład wypożyczenia z opcją wykupu. Perković, Sutalo - to niedawno były tematy nieosiągalne dla Cracovii, a dziś trochę się rozpychamy na rynku.
Gdzie Cracovia szuka piłkarzy?
Zamieniliście Starych Słowaków na Młode Bałkany.
Bałkany są dobrym tematem, bo to fabryka świetnych zawodników, którzy w wieku 21 lat nie łapią się na przykład do Hajduka, a w Polsce mogą pełnić znaczącą rolę.
Kierujecie wzrok przede wszystkim w tym kierunku?
Nie. Patrzymy na Ligue 1, na Afrykę. Ale to trzeba stworzyć odpowiednie narzędzia do ściągania takich zawodników. Na przykład wraz z opiekunami, bo to kulturowo inny świat. Poza tym będę podkreślał rolę skautingu. Ostatnio oglądałem mecz młodej drużyny Legii i świetnie wyglądał w niej jeden piłkarz. Okazało się, że to Słowak. Więc naturalne jest moje pytanie - czemu my go nie ściągnęliśmy?
Skauting to nie wydatek, a oszczędność.
To prawda, choć dużą rolę odgrywa też szczęście. Jeśli zawodnik się nie zaaklimatyzuje w Polsce, to skauting nie będzie oszczędnością.
Łukasz Masłowski ostatnio mi mówił, że roczny koszt dobrego skautingu na Afrykę to 2,5 mln euro. Żaden polski klub nie pozwoli sobie na to.
Ale tu dochodzimy do Roberta Platka i tego, że może nam pomóc. Przykładowo Casa Pia (klub należący do Platka - przyp. red.) ma dość mocno zweryfikowany rynek brazylijski, inne rynki też otwarte. Jestem pewny, że zdobędziemy odpowiednią wiedzę bez dużego wydatkowania.
Jest planowany przepływ piłkarzy między klubami Roberta Platka?
Raczej nie, bo to różne projekty, ale jesteśmy w kontakcie z klubami, w których Robert ma znajomości lub inne powiązania. Rozmawiamy, kto wie, co przyszłość pokaże. Pomoc w sprawach bieżących, czy też w zakresie nowych narzędzi do analizy już otrzymaliśmy.
Myślicie o klubie partnerskim gdzieś zagranicą?
Tak. I jesteśmy blisko.
Gdzie go znaleźliście?
Dla nas ważny jest rynek słowacki. Mamy blisko na przykład do Popradu, gdzie Słowacy jeszcze nie rozwinęli się za bardzo.
Kiedy to domkniecie?
Na razie najważniejsze jest poukładanie klubu pod kątem strukturalnym w kwestii wyjścia z grupy Comarch. Wtedy zajmiemy się innymi rzeczami. Piłka stała się biznesem - szukamy rozwiązań, które pozwolą nam szukać zawodników, których będziemy mogli sprzedać kiedyś za 5 mln euro. Jeśli chcemy wyrównywać swoje szanse z polską czołówką, czy nawet niektórymi klubami z Europy, to w ten sposób.
Cracovia i europejskie puchary?
Cracovia awansuje do europejskich pucharów?
Taki jest cel.
Mam wrażenie, że wy tego awansu chcecie od dłuższego czasu, ale dopiero teraz jego brak nazwiecie porażką.
Jeżeli unikniemy jakichś zdarzeń niezależnych od nas oraz zamkniemy tematy transferowe, które nas interesują - to tak. Ale jeśli przykładowo kontuzja Hasicia okaże się dłuższa, to już inaczej ocenimy sezon, ale nasz cel to gra w pucharach.
Patrzycie na ligę z nadzieją, że skoro cztery kluby będą zaangażowane w grę na dwóch frontach, to Cracovia wchodzi do czołówki, cała na biało-czerwono?
Tak, choć nie może to być główne założenie, bo Jagiellonia w meczu z nami była po wyjeździe do Danii, zrobiła zmiany w jedenastce, i nas mocno zweryfikowała (padł wynik 5:2 - przyp. red.). Z tyłu głowy oczywiście jest, że puchary mogą mieć jakiś wpływ na naszych rywali, ale przede wszystkim my musimy robić swoje.
Gdzie są transfery?
Jest pan zadowolony z kadry?
Tak - zarówno personalnie, jak i finansowo.
Cracovia ma plan zatrudnienia dyrektora sportowego? I jeśli tak, jak by to zmieniło rolę np. Jarosława Gambala, szefa skautingu, ale jakby nieformalnego dyrektora?
Nie do końca się zgodzę z takim określeniem jego roli. Bo pytanie, kim jest dyrektor sportowy. Jeśli chodzi o transfery, to tak - Jarosław Gambal jest nieformalnym dyrektorem. Ale jeśli chodzi o całość funkcjonowania, to już nie. Nie jest tajemnicą, że rozmawialiśmy z Arturem Płatkiem, który dziś jest w Rakowie, bo chodziło bardziej o zarządzanie szatnią, bo był problem w zeszłej rundzie. Ale dziś szef jest jeden, nazywa się Luka Elsner, który wypełnił tę - nomen omen - lukę. Dlatego nie przewidujemy zatrudnienia dyrektora sportowego w sensie stricte.
To ten moment, kiedy trzeba spytać za tłumem: gdzie są transfery? W sensie pozostałe, na przykład lewy wahadłowy.
Lewe wahadło… zawsze ten temat jest poruszany. Nie będę mówił o pozycjach, bo każdy, kto ogląda mecze, widzi, co nam jest potrzebne. Jeden, dwa transfery jeszcze będą. Gdybyśmy chcieli, to pewne rzeczy już byśmy zamknęli, ale czekamy na dwóch zawodników, którzy pozwolą walczyć o puchary.
To kwestia finalizacji?
To rozmowy, które trwają od kilku tygodni, a w jednym przypadku od poprzedniej rundy. Rok temu te tematy byłyby nierealne, bo mówimy o zawodniku, który niedawno był kupiony za 3-4 mln euro. To się ciągnie, bo obecnie nas nie stać, ale czekamy, co się wydarzy. To taka sytuacja, w której albo się uda, albo nie.
Zgaduję: chodzi o piłkarza z Ligue 1. Nazwa tych rozgrywek już tu padła, do tego trener Elsner wywodzący się właśnie stamtąd, kwoty też jakby z Francji…
(śmiech) Morał jest taki, że w tym przypadku chyba zbyt mocno zasugerowałem pewne elementy.
Mówi pan, że jak ktoś ogląda mecze Cracovii, to widzi, gdzie są braki. Dla mnie największy jest tam, gdzie dziurę zostawił po sobie Hasić. Ktoś ironicznie stwierdził, że bez niego wyglądacie jak "maszyna Maxa Moldera w Gliwicach". Szukacie kogoś za niego, czy czekacie na powrót?
Trochę tak jest z tą maszyną, w Gliwicach był taki mecz, że ciężko się go oglądało. O zastępstwie Hasicia myśleliśmy jeszcze przed kontuzją, by wzmocnić rywalizację. Ale tutaj potrzebujemy określonej jakości. Swoją drogą, o ile źle się stało, że Hasić ma kontuzję, o tyle naprawdę dobrze, że nie było poważniej. Naderwanie jest tego typu, że bardzo niewiele brakło, by przerwa potrwała siedem-osiem miesięcy.
Miesiąc temu mówiło się o dwóch. Hasić faktycznie wraca za miesiąc?
Tak. Przy okazji muszę pochwalić sztab medyczny. Jedyny problem, jaki mamy, to druga operacja Kamila Glika. Jest duże prawdopodobieństwo, że wróci dopiero w listopadzie.
Patrząc na przedłużające się problemy Kamila, pewnie kibice zastanawiają się, czy w ogóle wróci.
Trzymam kciuki, by tak się stało. Według najnowszych informacji: wróci. Kamil też bardzo mocno nad tym pracuje.
Rajmund Molnar - to kolejny zawodnik, którego podpiszecie?
Jak tu wybrnąć z tego pytania… Powiedzmy, że w przeciekach zawsze jest jakieś ziarno prawdy, ale to nie jest tak, że mówimy już o testach medycznych. To nie jest jeszcze aż tak zaawansowany temat.
Mateusz Klich w waszej ocenie nic nie stracił przez ostatnie pół roku? Bo on zimą już siedział w samolocie do Krakowa, wtedy się nie udało.
Wygląda bardzo dobrze, jest przygotowany. Po jego przylocie poszliśmy na kolację, poznaliśmy się, to mądry człowiek z fajnym, biznesowym podejściem. Cieszę się, że jest z nami. Jego transfer kosztował mnie trochę zdrowia. Zimą wszystko było już załatwione, ale nagle Atlanta wyrównała ofertę, a przepisy w USA zamykają wtedy drogę. Czuliśmy bezradność, a to najgorsze, co można czuć. Masa pracy poszła wtedy na darmo.
Nie do końca na darmo, bo wreszcie tu przyszedł. Tworzyliście dla niego komin płacowy?
Nie ma u nas kominów. Są ludzie, którzy powinni zarabiać najwięcej, natomiast nikt indywidualnie nie wybija się nad resztę. Mateusz przychodząc do nas zrezygnował z bardzo dużych pieniędzy. Trochę się śmiejemy, że przyszedł grać dla prezesa.
Z Legią zagra?
To decyzja trenera.
Jak w skali od 1 do 10 oceni pan obecne okienko?
Teraz wcale nie ocenię, bo czekam jeszcze na te dwa ruchy. Ale tak jak mówiłem - jestem zadowolony. Wysypał się jeden temat, którego byliśmy blisko. Nazwiska nie powiem, bo mam nadzieję, że wrócimy do tego zawodnika.
Coś pana w tym okienku zaskoczyło?
Zawsze coś zaskakuje, grubą książkę bym napisał o transferach. Dla mnie czasem to zbyt wymagający okres. Teraz na przykład mieliśmy wszystko dogadane w szczegółach, a nagle piłkarz powiedział nam, że Kraków jest dalej o 400 km od jego domu, niż klub, do którego idzie. Że porozmawiał z rodzicami i zmienił decyzję. Albo była kwestia zawodnika, z którym rozmawialiśmy i nagle trafiła mu się opcja z lepszej ligi. Tam słyszy: kładziemy 3 mln euro. A my mówiliśmy o 200 tysiącach… Mieliśmy też na oku zawodnika, którego wewnętrznie ocenialiśmy bazując na liczbach z różnych programów. I dwie osoby - mając przed sobą dokładnie te same dane - wydały skrajne opinie. Jedna, że będzie świetny, druga, że bardzo słaby. Człowiek czasem myśli: o co tu chodzi?
Nie wzięliście tego piłkarza?
(milczenie) Pożyjemy, zobaczymy (śmiech).
A w drugą stronę? Macie na stole oferty za waszych piłkarzy?
Jedną.
Za kogo?
Nie powiem (śmiech). Ale nie na Hasicia i Stolijkovicia, uspokajam.
Z perspektywy czasu nie żałuje pan, że nie sprzedał Kallmana? Nie chciał pan go puścić, bo liczył, że te pieniądze wrócą przy awansie do europejskich pucharów. Awansu nie było, Kallmana nie ma.
Patrzę na to, jak na biznes. Gdybym powiedział, ile zarobiliśmy na jego koszulkach oraz w dużej mierze dzięki niemu na tym, że skończyliśmy na szóstym miejscu - to nie mogę powiedzieć, że żałuję. Ale teraz mogę też powiedzieć, że gdyby wtedy przyszła oferta na około milion euro, to było duże prawdopodobieństwo, że wyrazilibyśmy zgodę na sprzedaż.
Jaką najwyższą pan dostał?
700 tys. euro.
Odszedł też Filip Rózga. Za 2 mln euro.
I powiem wprost, że to nie były maksymalne pieniądze, jakie powinniśmy za niego wyciągnąć.
Czego zabrakło, by przedłużył kontrakt?
Generalnie przedstawiono nam uwagi co do pomysłu, jak ten piłkarz miał być prowadzony. To olbrzymi talent, stać go na bardzo dużo, a Cracovia mogła na nim mocno zarobić. Jednocześnie cieszy mnie to, że nie puszczamy już zawodników bez procentu od następnego transferu. Tutaj była dość duża - można powiedzieć - awantura, ale powiedziałem, że się nie ugnę. Sytuacja na ostrzu noża, duży problem, ale pod tym względem wyszło na nasze. Choć nie jestem pewien, czy trafił w optymalne miejsce dla swojego rozwoju.
Personalnie da się kogoś obwinić za puszczenie Rózgi?
Odpowiedzialność zawsze bierze prezes zarządu. Ale czy mogę sobie zarzucić, że pewne tematy zaczęliśmy za późno? Raczej nie.
Był moment, w którym wydawało się panu realne przedłużenie kontraktu z Filipem?
Tak, byłem pewny, że tak się stanie.
I się rozjechało.
Wiele jest czynników. Na przykład rozmowy z przyjaciółmi, z otoczeniem. Oferta z innego klubu. Rozmowa z agentem. Inne spojrzenie na to, czy to, co klub mówił, się spełnia, czy nie. Ostatecznie wyszliśmy jakoś z tego. Otrzymaliśmy za niego niemałe pieniądze, choć będę się upierał, że powinniśmy większe.
Skąd Luka Elsner w Cracovii?
Trener Kroczek stracił posadę, bo pojawił się Luka Elsner na horyzoncie?
Nie, to było dużo później. Doszliśmy do wniosku, że nie progresujemy jako Cracovia. Trenera Kroczka bardzo cenię i uważam, że będzie świetnym trenerem, ale potrzebowaliśmy kogoś, kto wejdzie do szatni i poustawia to bazując na swoim doświadczeniu.
Miałem wrażenie, że trener Kroczek miał odpowiednie cechy charakterologiczne.
Bo miał. Ale szatnia Cracovii nie jest łatwa. Jest międzynarodowa. Przychodziły przerwy na kadrę i połowy zespołu nie było. Czasem trudno tym zarządzać, to może powodować kryzysy. Trenujemy w 14, czasem nie sposób nad tym zapanować.
Jakie były kulisy sprowadzenia Luki Elsnera?
Mieliśmy wybranych trenerów, z którymi rozmawialiśmy. W moim "notesie" był tak naprawdę trener Misiura i trener Gasparik. Patrząc, że przyszedł trener Elsner, to cała pierwsza trójka Ekstraklasy, to trenerzy, o których myśleliśmy. Z trenerem Misiurą rozmawiałem jeszcze przed trenerem Kroczkiem. Nagle na orbicie pojawił się trener Elsner. Poszliśmy na spotkanie z nim wraz z Jarkiem Gambalem. Trener był świetnie przygotowany. Pokazywał nam mecze swoich drużyn, jak grają, jak wyglądało na przykład cofanie się przy rywalizacji z PSG, jak reagowali obrońcy na ich napastnika, itd. Spotkanie się skończyło, byliśmy pod dużym wrażeniem, ale wyszliśmy i mówię do Jarka: Jarek, ale daj mi następnym razem tematy, które są realne.
Ale dlaczego było realne? Jak się sprowadza trenera bezpośrednio z jednej z pięciu najlepszych lig w Europie?
Bardzo długo rozmawialiśmy z nim o projekcie. O tym, gdzie dziś jest Cracovia, gdzie ma być w przyszłości, jakie mamy możliwości - pod względem infrastruktury, zawodników. Czasem musi też pomóc szczęście, do tego mam wrażenie, że znaleźliśmy coś w rodzaju porozumienia życiowego. Dużo się uczę od trenera, a jego obserwacje pozwalają mi być lepszym prezesem.
A Ekstraklasa jako całość bardzo się zmienia w ostatnich latach? Mateusz Klich się zdziwi, gdy wyjdzie na boisko po latach.
Myślę, że zmiana jest potężna. Liga Konferencji bardzo nam pomogła. Będziemy się rozwijać dalej.
Ekstraklasa rośnie
Jest pan rankingarzem?
Nie, ale będąc w Radzie Nadzorczej Ekstraklasy mam wgląd w liczby i widzę, jak rosną. Bardzo to dla nas przyjemne.
Pomaga panu w negocjacjach z piłkarzami to, że mamy pięć drużyn w pucharach?
Tak, zdecydowanie. Przychodzą do nas ludzie i mówią: chcemy grać w pucharach w przyszłym roku. Dodatkowe miejsce jest czynnikiem, który zachęca, a niezły start w tym sezonie powoduje, że jest nam teraz łatwiej w negocjacjach. Tak samo gamechangerem jest przyjście Mateusza Klicha - to sygnał dla innych, że tu, w Cracovii, nie żartują.
To na koniec - poziom ligi rośnie, ale jako członek Rady Nadzorczej Ekstraklasy nie ma pan wrażenia, że sędziowie nie nadążają?
Czasem ja też się temu przyglądam w inny sposób. Sędziowie się mylą, ale ludzie generalnie też się mylą. Ja również. Raz na tym skorzystaliśmy, bo jak obejrzałem powtórkę sytuacji z Widzewem - to mieliśmy szczęście, moim zdaniem faulu przy nieuznanym golu nie było. Chociaż jaki pierwszy raz zobaczyłem tę sytuację miałem inne zdanie. Czasem też na tym tracimy. Niepokoi mnie coś innego - sędzia w ogóle nie powinien się tłumaczyć w czasie meczu. Po zakończeniu - jak najbardziej i może w tym kierunku idźmy. Ale w trakcie? To nie jest potrzebne, bo traci się intensywność meczu. Ewentualny błąd sędziego to jedno, a drugie, że jeśli grasz dobrze i robisz na boisku to, co do ciebie należy, to co do zasady nie powinno mieć wpływu na twoje zwycięstwo. A więc dyskusja tak, ale racjonalna.












![F1: GP Włoch 2026. O której i gdzie oglądać wyścig? [TRANSMISJA NA ŻYWO]](https://i.iplsc.com/000N8Z6FDSV3RMT8-C401.webp)
![Ekstraklasa: Lech - Raków. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9A7WAWQYNEYR-C401.webp)
