Reklama

Reklama

Marek Zieńczuk obawia się odwetu

- Chciałem zejść z boiska do szatni, ale zostałem kopnięty i powalony na ziemię - opowiadał na łamach "Przeglądu Sportowego" piłkarz Arki Gdynia Grzegorz Jakosz o zdarzeniach do jakich doszło na stadionie w Krakowie.

W 90. minucie spotkania Wisła Kraków - Arka Gdynia gola na 3:1 strzelił Marek Zieńczuk kibice wtargnęli na murawę. Później rozpoczęła się regularna bitwa z ochroniarzami, którzy użyli gazu łzawiącego i dopiero wówczas udało się zaprowadzić porządek.

Reklama

- Całe szczęście, że się wyrwałem, bo mogło się to dla mnie skończyć tragicznie. Mam stłuczoną stopę, a Marcin Kiczyński, który nie zdążył uciec, został uderzony w twarz, po czym odwieziony do szpitala. Skandalem jest także postawa służb porządkowych oraz sędziego, gdyż nie przerwał meczu, gdy kibice stali bardzo blisko linii boiska i nas zaczepiali. Nawet nie wiem, czy był gwizdek arbitra, kończący spotkanie. Zobaczymy, co teraz zrobi Polski Związek Piłki Nożnej - stwierdził Jakosz.

Pomocnik Wisły Marek Zieńczuk, który przed laty brał udział w meczu derbowym Trójmiasta, podczas którego doszło do użycia przez policję broni gładkolufowej, obawia się reakcji gdyńskich fanów.

- Wtedy na boisko wpadli kibice w kominiarkach, ale zdążyliśmy uciec do szatni. Jeśli teraz Arka utrzyma się w ekstraklasie, to z obawami będziemy jechali na mecz do Gdyni - wyznał Zieńczuk.

Dowiedz się więcej na temat: kibice | arka | Gdynia | boiska | Marek Zieńczuk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje