Reklama

Reklama

Maciej Terlecki: Z Wisłą i Lechią w górnej ósemce będzie ciekawiej

- Dla ligi lepiej by było, gdyby w grupie mistrzowskiej zagrały Wisła Kraków i Lechia Gdańsk - ocenia w rozmowie z Interią Maciej Terlecki, były piłkarz m.in. Widzewa Łódź przed ostatnią kolejką rundy zasadniczej Ekstraklasy.

Przed ostatnią kolejką Ekstraklasy sytuacja w tabeli jest niezwykle ciekawa. Aż siedem drużyn walczy o dwa miejsca gwarantujące udział w grupie mistrzowskiej w rundzie finałowej.

Ruch Chorzów, Wisła Kraków, Lechia Gdańsk, Jagiellonia Białystok, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Korona Kielce i Termalica Bruk-Bet Nieciecza powalczą o dwa wolne miejsca. Takiej historii jeszcze nie było, odkąd Ekstraklasa SA zreformowała rozgrywki dwa lata temu. Zwolennicy zmian są więc w siódmym niebie, bo do ostatniej kolejki będzie ciekawie.

- Sytuacja jest bardzo ciekawa, bo każdy chce się znaleźć w górnej połowie tabeli z jednego powodu - daje to pewne utrzymanie. Inna sprawa, że drużyny, które w ostatnim czasie są w wysokiej formie i tak sobie poradzą. Mam tu na myśli Wisłę Kraków, która może wziąć przykład z ubiegłorocznej końcówki Cracovii. Oczywiście o ile nie załapie się do górnej połowy - ocenia w rozmowie z Interią Maciej Terlecki, były piłkarz m.in. Widzewa Łódź.

Reklama

Statystycy największe szanse na awans do górnej połowy tabeli dają Ruchowi Chorzów. Zdaniem Terleckiego najlepiej dla atrakcyjności ligi byłoby, by w grupie mistrzowskiej zagrały Wisła Kraków i Lechia Gdańsk.

- Stawiam przede wszystkim na Wisłę Kraków, bo to klub z dużym potencjałem kibicowskim i zainteresowaniem mediów. To marka, która przyciągnie ludzi na trybuny w innych miastach, a to też ważne. W dłuższej perspektywie dobrze byłoby, gdyby awansowała też Lechia Gdańsk. Stadion jest duży, miasto ładne, a drużyna z potencjałem - przekonuje Terlecki.

Zdaniem wielu ekspertów zespoły, które dziś walczą o awans do górnej połowy tabeli, a jutro będą rywalizować z najlepszymi, mogą poważnie zamieszać i włączyć się nawet w walkę o europejskie puchary.

- Łatwo obliczyć, że do zgarnięcia jest 21 punktów. Można się spodziewać, że zespoły, które w tej chwili są na fali, będą też wygrywać w rundzie finałowej. Pięć zwycięstw daje 15 punktów i strata zostaje odrobiona z nawiązką. Już teraz tabela pokazuje, że trzy wygrane mogą przesunąć drużynę ze strefy spadkowej do środkowej strefy. Nikt w rundzie finałowej nie będzie bez szans. Tym bardziej, że zespoły z czołówki punktują w tej chwili słabiej.


Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje