Reklama

Reklama

​Maciej Murawski: Przepisy w piłce nożnej powinny być jak najprostsze

- Piłka jest coraz szybsza i sędziowie mają coraz trudniejsze zadanie. Dodatkowo dochodzi ogromna presja. Poza tym przepisy za często się zmieniają - ocenia dla Interii Maciej Murawski. Były reprezentant Polski apeluje również, aby surowo karać boiskowych oszustów.

Mirosław Ząbkiewicz, Interia: W końcówce sezonu Ekstraklasy jest więcej sędziowskich pomyłek czy po prostu jesteśmy na nie bardziej wyczuleni?

Reklama

Maciej Murawski, były reprezentant Polski, który grał m.in. w Lechu Poznań, Legii Warszawa i Arminii Bielefeld: - Błędy się zdarzają w każdej lidze. To nieuniknione. Dlatego wprowadza się VAR na świecie, mamy goal-line technology w Polsce, żeby sędziom pomóc, ułatwić podjęcie dobrych decyzji. Piłka jest coraz szybsza i sędziowie mają coraz trudniejsze zadanie. Dodatkowo dochodzi ogromna presja. Poza tym za często zmieniają się przepisy, a to nie jest dobre. Nie tylko kibice mają problem z oceną, ale też ludzie, którzy piłką zajmują się zawodowo. Przykładem może być karny Miroslava Radovicia w Szczecinie. Nie znał przepisów, które zmieniły się przed sezonem. Przyznam, że nie byłem na szkoleniu i też nie wiedziałem, że tak nie można, a miałem przed oczami karne strzelane przez Roberta Lewandowskiego. Różnica jest jednak taka, że Robert zatrzymuje się krok wcześniej, a "Rado" zatrzymał się tuż przed strzałem. Różnica minimalna, ale problem jest taki, że przepisy za często się zmieniają.

Piłkarze powinni znać przepisy, ale nie można oczekiwać, że kibice będą wkuwać każdą zmianę.

- Kibic nie może się co chwilę denerwować tym, że wszedł nowy przepis i jest różnie interpretowany. Przepisy powinny być jak najprostsze, bez udziwnień tylko takie, żeby każdy kibic po obejrzeniu pięciu meczów nie miał problemów z interpretacją.

Tymczasem często jest tak, że im więcej sytuacji się obejrzy, tym większe ma się wątpliwości.

- Ja też mam wrażenie, że oglądam setki meczów, a ciągle się zastanawiam, a potem jeszcze, gdy słucham pana Sławka (Sławomir Stempniewski, ekspert sędziowski stacji Canal+ - przyp. red.), to jeszcze bardziej się zastanawiam, bo raz podobna sytuacja jest tak oceniona, a raz zupełnie inaczej. To nie jest dobre.

VAR to ukróci? Dobry kierunek?

- Pomoże w sytuacjach klarownych, jak na przykład w przypadku ręki Rafała Siemaszki w meczu z Ruchem. Natomiast będą setki innych kontrowersyjnych sytuacji, w których sędzia będzie decydował o interpretacji i nadal będziemy o nich rozmawiać. Z drugiej strony, fajnie, że rozmawiamy o piłce, ale ważne, żeby nie było takich błędów, jak w ostatnim meczu Ruchu z Arką.

Gdyby pan był w takiej sytuacji jak Rafał Siemaszko, to też zagrałby pan ręką, byle tylko zdobyć gola?

- Przyznam się, że nigdy nie próbowałem na boisku oszukać w taki sposób, więc myślę, że nie. Grałem w meczach o dużą stawkę i wiem, że wtedy podejście do gry jest trochę inne. Nie chodzi o to, że chcesz oszukać, ale wiesz, że presja jest duża i czasami ktoś może sfaulować w taki sposób, w jaki nie zrobiłby tego w innym spotkaniu czy w inny sposób naciągnąć przepisy.

- Siemaszko nie był pierwszy. Można przypomnieć zagrania Maradony, Henry'ego, czy Furtoka. Lepiej żeby takich sytuacji nie było i dlatego dobrze, że wchodzi VAR.

Nie był to ani jedyny, ani główny powód spadku Ruchu, ale nie zmienia to faktu, że błąd w ocenie gola Siemaszki jest szczególnie bolesny.

- Nie można wszystkiego sprowadzać do ręki Siemaszki, natomiast prawda jest taka, że to zagranie zadecydowało, że właśnie po tym meczu Ruch spadł. Może, gdyby nie błąd sędziego, to Ruch dowiózłby prowadzenie do końca, a w ostatniej kolejce wygrał z Górnikiem Łęczna i się utrzymał? Tak mogło być, ale już nie będzie. Szkoda, że rozstrzygnięcie zapadło w takich okolicznościach.

Nie sądzi pan, że za takie zachowanie powinna być surowa indywidualna kara dla piłkarza?

- Właśnie takie wydarzenia powinny doprowadzić do zmiany przepisów. Dopóki nie ma VAR, dzięki któremu można byłoby natychmiast wyłapać błąd, to już za samą próbę takiego zagrania sędzia powinien ukarać piłkarza czerwoną kartką. Natomiast jeśli arbiter nie zauważyłby takiego zagrania, to po meczu komisja ligi powinna surowo ukarać piłkarza. Nie tylko zawieszeniem, ale także karą finansową, a pieniądze powinny wpłynąć na konto jakiejś fundacji, która pomaga najbardziej potrzebującym. Gdyby można było takich gagatków karać, to inni jeszcze bardziej zastanowiliby się, czy warto oszukiwać.

Zagranie Rafała Siemaszki trzeba wprost nazwać oszustwem. Mimo wszystko żal mi go, bo mógł zostać pozytywnym bohaterem sezonu.

- Myślę, że Rafał też żałuje. Może i bez tego gola Arka nie przegrałaby? Pewnie, że już się tego nie dowiemy, ale Rafał sporo stracił. Miał fajny sezon, strzelił gola w finale Pucharu Polski, zdobył wiele bramek w lidze. To bardzo fajna historia, że grając w piłkę jednocześnie pracował zawodowo, potem postawił wszystko na jedną kartę i odniósł sukces. Teraz jednak jego wizerunek poważnie ucierpiał. Powinno to być przestrogą dla innych piłkarzy.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Ekstraklasa - wyniki, terminarz, strzelcy, gole

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje