Łukasz Masłowski: strategia Jagiellonii powinna zostać zmodyfikowana
- Po tym sezonie kończy się pewien okres, czyli strategia nakreślona przeze mnie cztery lata temu i na pewno to jest moment, w którym ta strategia powinna być zmodyfikowana ze względu na to, co się wydarzyło w tym czasie. Jagiellonia była w innym miejscu i miała inne możliwości finansowe. Elementem zmodyfikowanej strategii również będą transfery gotówkowe i to, jaki one powinny stanowić procent z budżetu klubu - mówi w rozmowie z Interią Łukasz Masłowski, dyrektor sportowy Jagiellonii Białystok.

Jagiellonia Białystok przeszła latem prawdziwą rewolucję kadrową, która kazała zadać sobie pytanie, czy w przypadku najlepszej polskiej drużyny poprzedniego dwulecia - sumując punkty z tego okresu -nie będziemy mieli do czynienia z sezonem przejściowym. Runda jesienna okazała się jednak zaskakująco dobra, bo Jaga dość pewnie awansowała do 1/16 finału Ligi Konferencji (zmierzy się tam z Fiorentiną), a w Ekstraklasie zajmuje trzecie miejsce, z zaledwie jednym punktem straty do lidera oraz z zaległym meczem. Mimo udanego półrocza, w jej składzie dało się zauważyć mankamenty - skrzydłowi nie robili liczb, a - patrząc choćby na liczbę rozegranych minut - w przeważającej większości o sile zespołu stanowili zawodnicy będący w Białymstoku już wcześniej, przed letnią rewolucją (poza obroną, która została wymieniona prawie w całości).
Zakontraktowanie skrzydłowego wydaje się niezbędne. Jagiellonia była blisko podpisania kontraktu z Keyanem Varelą - piłkarzem idealnie sprofilowanym pod ten klub, z dużymi umiejętnościami, potencjałem pod rozwój i później drogą sprzedaż - jednak mimo przyjazdu zawodnika na obóz do Turcji, strony rozeszły się bez porozumienia. Sprawa wywołała wiele dyskusji, bowiem chwilę po informacji o staraniach Jagi o Varelę, w Internecie pojawiła się masa informacji o nieciekawej przeszłości piłkarza, z podejrzeniami o poważne przestępstwa włącznie. Odstąpienie od transakcji przełożyło się zatem na falę krytyki dla działań klubu z Podlasia, bowiem kibice zinterpretowali to w sposób sugerujący, iż Jaga o występkach Vareli miała się dowiedzieć dopiero po publikacjach w sieci. Będąc w Turcji postanowiliśmy się spotkać z Łukaszem Masłowskim, dyrektorem sportowym Jagiellonii, by spytać o tę sprawę, ale także o wszystko, co dzieje się w Jagiellonii - o inne transfery, o przyszłość Adriana Siemieńca, czy strategię klubu na kolejne lata. Z rozmowy wynika, że ta ma się zmienić.
Zobacz również:
O co chodzi z transferem, który się nie udał?
Przemysław Langier (Interia Sport): Jak wygląda sprawa, albo wyglądała sprawa Keyana Vareli?
Łukasz Masłowski (dyrektor sportowy Jagiellonii Białystok): - Keyan po prostu dziś przyleciał i mieliśmy na miejscu dogadać ostatnie warunki kontraktu, ale nie doszliśmy do porozumienia. Negocjacje się przeciągały i doszliśmy do wniosku, że jednak nie znajdziemy wspólnego mianownika. Stąd rezygnacja z transferu.
Zaskoczyło was to?
- Myślę, że po tylu latach w branży już nic nie zaskoczy w piłce. Takie rzeczy się zdarzają, więc też za bardzo się tym nie przejmuję, aczkolwiek trochę szkoda jego i naszego czasu, bo jednak trochę to trwało.
Dwie niejasności są wokół tej sprawy. Pierwsza mówi o tym, że Varela nie przeszedł testów medycznych lub po nich okazało się, że ryzyko odnowienia kontuzji jest zbyt duże.
- Dzisiaj przede wszystkim nie doszliśmy do porozumienia, jeśli chodzi o warunki kontraktu i to jest główny powód odstąpienia od transferu.
A jego problemy z prawem? Też nie miały znaczenia?
- Dzisiaj nie ma żadnego wyroku. Oczywiście byliśmy świadomi tego, co się w tym aspekcie u niego działo, ale to jest młody chłopak. Każdy w życiu popełnia błędy, a ja nie chciałbym być tutaj żadną wyrocznią, bo na dzień dzisiejszy chłopak był przesłuchany, nie ma żadnych postawionych zarzutów i więc trudno mi oceniać. A to, że ludzie popełniają błędy? To nie znaczy, że chłopak ma już nie grać w piłkę.
Nie dogadaliście się finansowo czy na inne warunki kontraktu?
- Myślę, że to już są rzeczy, o których nie wypada rozmawiać publicznie, bo to są sprawy pomiędzy nami i zainteresowanymi.
Co z innymi transferami Jagiellonii?
Każdy zawsze podkreśla, że ma przygotowane warianty A, B, C. Jak nie udało się z Varelą, macie już kolejną opcję, która zastąpi Oskara Pietuszewskiego?
- Naprawdę trudno dzisiaj powiedzieć. Ostrożnie podchodzę do ruchów transferowych w tym oknie i na pewno nie dam się sprowokować presją czasu lub doniesieniami medialnymi, bo dzisiaj nie ma takiej potrzeby. Dzisiaj najważniejsze jest to, żebyśmy wzmocnili zespół piłkarzami, do których jesteśmy przekonani. A znowu historia i doświadczenie podpowiada mi, że warto na pewne tematy poczekać trochę dłużej. Nie mówię nawet o Jagiellonii, ale o lidze. Po drugie, inne kluby - w sensie bogatsze - proponują bardziej lukratywne kontrakty, więc po prostu wolimy czasami poczekać dłużej, bo im bliżej zamknięcia okna w najlepszych ligach w Europie, tym po prostu ci piłkarze będą szukali też innych rozwiązań i bardziej przychylnie będą patrzeć na Jagiellonię.
Mówisz, że nie chciałbyś ulegać presji czasu, ale trochę sam ją na siebie narzuciłeś. W Meczykach wspomniałeś, że kadra zespołu do końca poprzedniego tygodnia będzie kompletna w 90 procentach.
- Tak, powiedziałem i chciałbym, by to była prawda. A prawda jest taka, że pracujemy na żywych organizmach i na sytuacjach, które mają miejsce - takich jak w niedzielę. Bardzo szybko się w sporcie dużo zmienia i tak się wydarzyło tym razem, więc co mam powiedzieć? Bardzo chciałem, a jednak nie udało się. I po prostu pracujemy dalej. Okno jest cały czas w Polsce otwarte, jeszcze dość długo, więc pewnie te transfery będą, ale nie w deklarowanym terminie, jaki padł z moich ust.
Wspomniałeś, że warto poczekać na piłkarza, bo Jagiellonia nie jest pierwszym wyborem. Ale czekanie w zimie nie jest takim czekaniem, jak w lecie? Bo w lecie jednak, jeżeli piłkarz przychodzi we wrześniu pod koniec okienka transferowego, to ma cały sezon przed sobą jeszcze i dużo czasu, żeby dojść do jakiegoś wspólnego języka z drużyną. A w zimie, gdy piłkarz przyjdzie pod koniec okienka, sezon jest na tyle zaawansowany, że jest ryzyko, że nie zdąży się odpowiednio zgrać z drużyną.
- Takie jest zawsze ryzyko. Znam dzisiaj też swoje miejsce w układzie pokarmowym i oczywiście chciałbym, żeby ci piłkarze byli jak najszybciej. Zimą bardzo trudno robi się transfery, zdecydowanie trudniej niż latem. Latem ta presja czasu była może większa, bo mieliśmy eliminacje Ligi Konferencji, obozy, naprawdę dużo piłkarzy, którzy odeszli i planowaliśmy naście transferów. I rzeczywiście wtedy potrzebowaliśmy działać trochę pod presją czasu. Ale dzisiaj nie. Dzisiaj tak naprawdę odszedł nas tylko Oskar Pietuszewski. Oczywiście potrzebujemy zastępstwa, potrzebujemy też piłkarzy na pozycje, które uważamy, że powinniśmy wzmocnić. Pracujemy nad tym. Nic mądrzejszego dzisiaj nie powiem, bo takie są fakty. Chcielibyśmy mieć piłkarzy jak najszybciej, ale chcemy mieć piłkarzy, do których jesteśmy przekonani. A w tym przypadku, w tym momencie uważam, że warto na nich poczekać.
Czyli czekacie na jedynki ze swojej listy?
- Może nie jedynki, ale na bardzo wysoko notowanych. Zostali przez nas bardzo wysoko oceniani co do przydatności, więc tak - czekamy na tych, których bardzo dobrze znamy. Oczywiście w międzyczasie pojawiają się też piłkarze, których weryfikujemy na bieżąco, których wcześniej nie mieliśmy okazji zweryfikować mocniej. Zaczynają pojawiać się tematy, które tak naprawdę dwa tygodnie, trzy tygodnie temu się wydawały nierealne, a dzisiaj się jednak stają realne. I to w bardzo uczciwych pieniądzach.
Transfer Vareli był jedynym, który "wysypał się" w tym okienku?
- Trudno nazwać go wysypaniem - po prostu nie doszliśmy do porozumienia. Dla mnie wysypanie transferu jest wtedy, gdy wszystkie strony są dogadane, wszystko jest ustalone i nagle coś się wydarzy. Był przykład Colaka w Górniku, który z sesji fotograficznej w Zabrzu miał pojechać podpisać kontrakt, a ruszył do Warszawy, bo nagle Legia się odezwała. Transfer wysypany jest też wtedy, gdy kontrakt leży na stole, a piłkarz nie przejdzie testów medycznych. Ale nie w momencie, kiedy negocjujesz z perspektywy bycia opcją B dla piłkarza i nie dochodzisz do porozumienia. Ja zawsze chciałbym być, żebyśmy byli opcją A, ale jestem świadomy, w jakim jesteśmy miejscu, że nie jesteśmy ligą, którą wszyscy doceniają. Ale jest już z tym zdecydowanie lepiej i idziemy w dobrym kierunku.
Jagiellonia zmodyfikuje strategię
Masz lekką pretensję do władz klubu, że nie pomagają hasłami o tym, że Łukasz powinien wydawać pieniądze?
- To nie jest tak... Ja znam kontekst tej wypowiedzi prezesa Strzałkowskiego i wiem, że to była wypowiedź żartobliwa - że on namawia mnie do wydawania pieniędzy. Tylko później ta wypowiedź przebijała się w wielu social mediach i portalach jako cytat, które gubiły kontekst i tonację wypowiedzi. Później przez wiele osób została odebrana, że Jagiellonia dzisiaj bardzo chętnie wyda pieniądze. Zrobił się z tego dziwny challenge i temat do dyskusji. Dla mnie największym transferem Jagiellonii powinna być przyszła baza i centrum treningowe. To tam na pewno Jagiellonia będzie wkładała największe środki. Co do transferów, to my nie mamy problemu, żeby wydać pieniądze na piłkarza, tylko my je wydamy adekwatnie do naszych możliwości, adekwatnie do oceny i potencjału tego zawodnika i to się nie zmieni. Strategia klubu była nakreślona jakiś czas temu i będziemy po prostu tej strategii wierni.
Ostatnio wyliczyłem, że Jagiellonia wypracowała w 25 miesięcy zysk na poziomie 30 mln euro - sukcesami sportowymi i transferami. Jaki kawałek tego tortu jest w stanie przeznaczyć na kupno piłkarzy z kontraktem?
- Właśnie o tym cały czas mówię. Dzisiaj cały czas jest dyskusja, ile Jagiellonia wyda, albo ile powinna wydać tych pieniędzy…
… Nie ile powinna, a ile może. O to bardziej pytam.
- Tylko co to da, jeśli powiemy, ile może. Może pewnie dużo. Tylko pytanie, co to da i czy patrzymy szerzej. Ja patrzę w przyszłość, co może się wydarzyć, gdy nie osiągnę w danym momencie wyniku sportowego, bo nie zawsze zagramy udany sezon. To jest tylko sport i on taki bywa. Warto mieć zabezpieczenie finansowe na trudniejsze momenty i na trudniejsze czasy. Druga rzecz jest taka, że po tym sezonie kończy się pewien okres, czyli strategia nakreślona przeze mnie cztery lata temu i na pewno to jest moment, w którym ta strategia powinna być zmodyfikowana ze względu na to, co się wydarzyło w tym czasie. Jagiellonia była w innym miejscu i miała inne możliwości finansowe, inne możliwości organizacyjne itp. Dzisiaj po czterech latach i po zamknięciu tego sezonu, na pewno przyjdzie moment, kiedy klub powinien może nie nakreślić nową strategię, ale ją na pewno zmodyfikować ze względu na to co się wydarzyło i na to, jakie dzisiaj Jagiellonia ma możliwości. One na pewno są lepsze i przyjdzie pewnie taki moment za kilka miesięcy, kiedy elementem tej strategii również będą transfery gotówkowe i to, jaki one powinny stanowić procent z budżetu klubu lub z pieniędzy zarobionych poprzez transfery wychodzące.
Czyli czujecie, że wchodzicie w nowy etap. Gdy rozmawialiśmy przed sezonem, mówiłeś mi, że podium będziesz traktował jak przejście tej gry. Niedługo będziecie głośno mówić, że pierwsza trójka-czwórka to wasz cel?
- Nie wiem, czy będziemy głośno o tym mówić. Na pewno będziemy ambitni. Będziemy chcieli się zawsze rozwijać. Na pewno będziemy mieli fundamenty do tego, żeby być zespołem, który liczy się w walce o europejskie puchary. Ale czy będziemy o tym głośno mówić? Nigdy o tym głośno nie mówiliśmy i nigdy nie deklarowaliśmy, bo uważam, że takie deklaracje nic nie wnoszą. Po prostu ja mam wrażenie, że to jest naturalne w klubie ambitnych ludzi. To nie deklaracje sprawiają, że walczymy o puchary, tylko ludzie - ich mądra polityka finansowa i sportowa. W momencie, kiedy nie masz, strategicznego sponsora w postaci spółki skarbu państwa albo człowieka, który wykłada swoje prywatne pieniądze jak pan Dobrzycki, pan Świerczewski czy pan Jakubas. Jagiellonia ma właścicieli, którzy wiele lat utrzymywali ten klub finansowo i wciąż są bardzo dużym wsparciem. Dziś mamy też jednak bufor finansowany, żeby ich odciążyć i to bardzo go szanujemy.
Pewnie chodzi w tym wszystkim o znalezienie balansu, gdzie jest mądre zarządzanie, a gdzie jeszcze dołożyć do strategii sportowej. Ale tak głośno się zastanawiam… skoro wszyscy mówią, że Ekstraklasa jest ligą coraz mocniejszą, to czy Ty czujesz, że wraz z jej wzrostem coraz trudniej będzie trafić z transferem piłkarza z kartą na ręku? Żeby on faktycznie był jakimś gamechangerem?
- To trochę zależy od liczby ruchów transferowych. Na pewno trudno będzie trafić siedmiu, jeśli stoisz przed zadaniem latem ścignięcia dziesięciu piłkarzy. Ale jeżeli masz dzisiaj ustabilizowaną kadrę i nie masz potrzeby, by co okno wymieniać cały zespół, to jednego, dwóch, naprawdę zawsze trafisz piłkarzy, którzy są mogą być wartościowi. Z tym, że mówię dzisiaj stricte o umiejętnościach i potencjale, bo mieliśmy wiele przykładów, że wydawało się, że to jest świetny piłkarz, a w danym miejscu się nie zaaklimatyzował. Ale jestem świadomy tego, o czym mówisz. Że jakość ligi rośnie, poziom zespołów się podnosi. Trzeba po prostu liczyć się z tym, że ci coraz lepsi piłkarze będą coraz drożsi i na pewno z większym budżetem i z większymi możliwościami finansowymi, będzie nam łatwiej.
Zobacz również:
Przyszłość Adriana Siemieńca
Mówiłeś, że nie ulegniesz presji ze strony mediów, social mediów itd. w sprowadzaniu piłkarzy, ale tak szczerze - czy pressuje Cię Adrian Siemieniec?
- Nie. Ja sam się presuję. Bo wiem też gdzie jest granica i do którego momentu możemy dojechać z tą - nie wiem, jak to powiedzieć - wstrzemięźliwością co do decyzji transferowej. Przecież ja też nie jestem głupi i wiem, że trener chciałby mieć nowych piłkarzy jak najszybciej. I z drugiej strony - agent też nie jest głupi i wie, że dzisiaj warto poczekać na to, żeby dostać coś lepszego. Myślę, że jeżeli narzucamy sobie presję, mówię o sobie i o Adrianie, to jest po prostu bardzo zdrowa presja, która powoduje bycie skuteczniejszymi w swoich działaniach, a nie wymusza pochopne ruchy.
Adrian nie chodzi zirytowany tą sytuacją?
- Którą sytuacją?
Że nie ma cały czas nowych piłkarzy na obozie. A wiadomo, że każdy trener na obozie chciałby już przepracować coś z nowymi piłkarzami.
- A masz informację, że Adrian chce nowych piłkarzy?
Zakładam, że tak jest. Choćby biorąc pod uwagę liczby notowane przez skrzydłowych w rundzie jesiennej.
- Pytanie do Adriana, czy jest zirytowany. Wydaje mi się, że nie jest. Pewnie chciałby mieć już piłkarzy, ale on wie, że to nie jest takie proste i oczywiste.
A co z jego przyszłością? Wciąż będzie trenerem Jagiellonii? Nie ruszy dalej?
Na dziś można tylko powiedzieć, że Adrian ma kontrakt do końca sezonu z opcją przedłużenia o kolejny rok po stronie klubu, więc raczej można przyjąć, że to jest półtoraroczna umowa. I to są fakty. A co dalej? To już nie pytanie do mnie, tylko do samego Adriana. Bo jeśli chodzi o wolę klubu, właścicieli, czy moją, to chyba odpowiedź jest oczywista. A jeśli dla niektórych nie jest oczywista, to powiem, że Jagiellonia chce, by Adrian wciąż był jej trenerem.
Myślę, że nie ma osoby, którakolwiek jest zainteresowana Jagiellonią, która chciałaby innego rozwiązania. Jak Ty w ogóle odbierasz to, że Adrian związał się teraz z dużą agencją menedżerską SEG? Czy to jest jej już taki sygnał, że on już myśli, że pójdzie dalej?
- Ja wiem, co on myśli, bo zanim podjął decyzję o podpisaniu z agencją, to ze mną rozmawiał. Bo nasza relacja dzisiaj to nie jest tylko relacja zawodowa. To relacja prawie przyjacielska. Więc wiem, z czego wynika jego decyzja. Adrian dzisiaj chce być profesjonalny w każdym fragmencie swojej pracy, a to jest jeden z elementów dzisiejszej piłki nożnej. Myślę, że wynika to z tego, że Adrian chce przede wszystkim mieć opiekę profesjonalną, jeśli chodzi o zarządzanie jego karierą trenerską, ale pewnie to też jest element myślenia o przyszłości. Że przyjdzie taki moment, kiedy trzeba będzie zrobić kolejny krok. Ale najlepiej by było, gdyby na takie pytania odpowiedział on sam, a nie ja. Ja po prostu tę decyzję szanuję, rozumiem, akceptuję. Nie mam z tym żadnego problemu. I ja przede wszystkim doceniam to, że zanim cokolwiek zrobił, to ja o tym wiedziałem.
A co z piłkarzami, których zaraz może nie być?
Co z przyszłością wypożyczonych piłkarzy? Bartka Wdowika, Andy'ego Pelmarda?
- Dzisiaj za wcześnie, żeby deklarować. W umowie jest zapis o terminie do końca marca. To nie jest przypadek, że wpisujesz taką datę, żeby mieć trochę więcej czasu na podjęcie decyzji, ale jeśli miałbym dzisiaj zadeklarować, to myślę, że fajnie jakby jeden i drugi z nami został. Tyle, że to nie tylko chęci będą na tym decydowały.
Dość zaskakująco zatrzymaliście Sławomira Abramowicza na kolejny sezon. A co dalej?
- Po sezonie trzeba będzie usiąść i pomyśleć, czy to nie jest moment po prostu na to, żeby Jagiellonia Sławka sprzedała i by on mógł zrobić następny krok. Będziemy patrzeć, czy będzie dobra oferta dla niego i dla klubu - taka jaka była w przypadku Oskara Pietuszewskiego. Oczywiście nie mówię o kwocie, tylko o samej ścieżce rozwoju. Gdy wszystkie strony będą z takiej oferty zadowolone, to na pewno nikt Sławka nie będzie blokować. Wręcz przeciwnie - będziemy mu kibicować, a w kolejce znajdą się następni, by się rozwijać. Ale gdyby Sławek miał zostać, to też się ucieszę.














