Lider zatrzymany w Gdańsku, nokaut na sam koniec. Seria Jagiellonii przerwana
Lechia Gdańsk po remisie w derbach Trójmiasta rzuciła wyzwanie Jagiellonii Białystok i zaskoczyła lidera Ekstraklasy, jeszcze przed przerwą strzelając bramkę na 1:0. Do tej pory "Jaga", jako jedyna drużyna, była niepokonana w 2026 roku. Była, bo na Pomorzu zaznała smaku porażki. Ostatecznie Lechia wygrała 3:0, a nokautujący cios przyszedł w doliczonym czasie gry.

Przed rozpoczęciem spotkania Jagiellonia Białystok mogła być wskazywana jako murowany faworyt, przede wszystkim ze względu na zajmowanie fotela lidera Ekstraklasy. Ekipa z Gdańska miała jednak inne plany na to spotkanie, czego zwieńczeniem była akcja z 43. minuty spotkania.
Ivan Zhelizko chciał znaleźć podaniem Camilo Menę, ale Kolumbijczyk miał inne plany. Przepuścił piłkę do Rifeta Kapicia, a Bośniak popisał się akcją, która będzie przypominana przez kibiców Lechii jeszcze długi czas. Najpierw dziubnął piłkę i wpadł w pole karne, a później przełożył obrońcę, położył bramkarza i lekką podcinką posłał piłkę do bramki, która przed przekroczeniem linii odbiła się jeszcze od słupka.
Dzięki temu Lechia schodziła na przerwę prowadząc 0:1, co w tamtej chwili dawało jej awans w ligowej tabeli aż na 9. miejsce.
Po zmianie stron Jagiellonia od razu zabrała się do odrabiania strat i za wszelką cenę chciała doprowadzić do remisu, ale gospodarze z Gdańska świetnie blokowali drogę do swojej bramki, broniąc całym zespołem.
Atakująca "Jaga" musiała jednak uważać na kontry, bo po jednej z nich Lechia mogła podwyższyć. Mena świetnie obsłużył podaniem Kacpra Sezonienko, a ten po przygotowaniu sobie piłki uderzył na bramkę. Piłka jednak odbiła się od jednego z rywali i wyszł na aut bramkowy.
Jeszcze więcej pretensji może mieć do siebie Kajetan Szmyt. W 70. minucie dostał on świetne podanie na wolne pole i zaczął kontrę Jagiellonii, ale koniec końców dał się dogonić rywalom i stracił piłkę.
Chwilę później Jagiellonia powinna już wyrównać, ale strzał Matiasa Nahuela wybronił bramkarz Lechii, a Samed Bazdar - pod nogi którego futbolówka spadła - nie był w stanie czysto w nią trafić, aby wpisać się na listę strzelców.
Jak wiadomo, niewykorzystane okazje się mszczą i tym razem również tak się stało. Maksym Dyachuk na uwolnienie wykopał piłkę daleko od własnej bramki i jak się okazało, świetnie odnalazł się przy linii środkowej Aleksandar Cirkovic, który od razu ruszył do futbolówki, opanował sobie ją i pognał na bramkę rywali. Strzelił obok bramkarza i podwyższył na 2:0.
To wciąż jednak nie był koniec, bo w ostatnich sekundach meczu Cirković dołożył nogę do podania Tomasa Bobceka, kiedy Lechia wyszła z kontrą i dwóch zawodników stanęło tylko przed bramkarzem.
Porażka Jagiellonii to przede wszystkim pierwsza przegrana w 2026 roku. Do tej pory tylko ekipa z Białegostoku była jeszcze tą, która od 1 stycznia nie przegrała, ale to już przeszłość. Pomimo porażki ekipa prowadzona przez Adriana Siemieńca zachowała jednak pierwsze miejsce w tabeli.













