Lider Ekstraklasy zatrzymany. Koniec passy. Mecz rozstrzygnięty w 7 minut
Zagłębie Lubin uległo 0:1 Lechowi Poznań w 25. kolejce Ekstraklasy. Losy spotkania rozstrzygnęły się już w siódmej minucie, gdy na listę strzelców wpisał się niezawodny Mikael Ishak. Dla lidera tabeli potknięcie oznacza koniec serii meczów bez porażki. "Kolejorz" zrównał się z dzisiejszym rywalem punktami, ale myślami jest już przy czwartkowym rewanżu z Szachtarem Donieck w 1/8 finału Ligi Konferencji.

Licząc rywalizację na wszystkich frontach, Lech przystępował do tego spotkania z trzema kolejnymi porażkami na koncie. Nadarzała się jednak całkiem niezła okazja, by odkupić winy. Wygrana oznaczała dla poznaniaków zrównanie się punktami z liderem tabeli - czyli z Zagłębiem.
Lubinianie legitymowali się serią pięciu potyczek bez przegranej, a trzy ostatnie zakończyli triumfem. W nagrodę trener Leszek Ojrzyński podpisał nowy kontrakt, obowiązujący do połowy 2027 roku. "Miedziowi" wierzyli, że dobra atmosfera w klubie przełoży się w niedzielne popołudnie na pełną pulę.
Mikael Ishak z 13. ligowym golem w sezonie. Jeden cios wystarczył do zgarnięcia pełnej puli
Gospodarze mogli objąć prowadzenie już w 4. minucie. Groźnie z dystansu uderzał wówczas Mateusz Grzybek. Piłka minęła słupek o centymetry.
Odpowiedź "Kolejorza" okazała się treściwa. Raptem trzy minuty później sytuacyjnym strzałem z woleja w słupek trafił Leo Bengtsson. Do futbolówki dopadł przyczajony w polu bramkowym Mikael Ishak i po chwili było 0:1.
Dla szwedzkiego snajpera to 13. gol w tym sezonie Ekstraklasy. Daje mu to samodzielną pozycję wicelidera snajperskiej klasyfikacji. O jedno trafienie więcej mają na koncie Tomasz Bobczek (Lechia Gdańsk) i Karol Czubak (Motor Lublin).
Szybki cios całkowicie wytrącił piłkarzy Zagłębia z równowagi. Ani przez moment nie przypominali drużyny, która otwiera tabelę Ekstraklasy. Każda akcja ofensywna opierała się w ich wykonaniu na chaosie i przypadku.
W przerwie szkoleniowiec lubińskiego zespołu dokonał trzech zmian. Poczynione roszady nijak jednak nie wpłynęły na obraz gry. Lech kontrolował przebieg boiskowych zdarzeń i konsekwentnie szukał okazji na podwyższenie prowadzenia.
Ekipa spod szyldu KGHM poczynała sobie znacznie żwawiej niż w pierwszej odsłonie, tyle że defensorzy Lecha za każdy razem neutralizowali zagrożenie w zarodku. Efekt? W ostatnim kwadransie z gospodarzy uszło powietrze i w zasadzie dla obrońców tytułu byli już tylko tłem.
Lechici przełamali zatem impas i ponownie meldują się w samym czubie tabeli. Teraz myślami są już przy czwartkowym rewanżu z Szachtarem Donieck w 1/8 finału Ligi Konferencji. Tam jeden cios nie wystarczy - pierwszą konfrontację mistrzowie Polski przegrali przed trzema dniami 1:3.













