Reklama

Reklama

​Leszek Ojrzyński: Mam dla kogo żyć

Były trener Korony Kielce, Arki Gdynia i Wisły Płock Leszek Ojrzyński odsłania kulisy jego nagłego odejścia z płockiej ekipy tuż przed sezonem. Okazało się, że to przez ciężką chorobę żony, która zmarła. Trener wyjaśnia, jak radzi sobie z tą tragedią.

Charyzmatyczny trener przewiduje w sobotę pełen podtekstów mecz między Wisłą a Arką. W rozmowie z Interią mówi o życiowej tragedii i "podchodach" pod Roberta Lewandowskiego.

Reklama

Maciej Słomiński, Interia: Przed nami pierwszy mecz rundy finałowej w grupie spadkowej. Wisła Płock zmierzy się z Arką Gdynia - zapytam wprost - dla którego z tych klubów pana serce bije mocniej?

Leszek Ojrzyński, były trener Arki Gdynia i Wisły Płock: - W tym konkretnym wypadku dla Arki. Myślę, że Wisła z łatwością się utrzyma. Arka bardziej potrzebuje punktów i za nią w sobotę będę mocniej ściskał kciuki.

Byłem przekonany, że odpowie pan, że serce bliżej Wisły. W końcu prowadził pan tę drużynę jeszcze na początku sezonu - to trochę jak dziecko, które poszło w świat.

- Faktycznie tę drużynę szykowałem do sezonu wespół z Markiem Jóźwiakiem. Płocki zespół ma spory potencjał. Wszyscy liczyli na górną ósemkę, nie udało się, zabrakło kilku punktów. Paradoksalnie ostatnią wygraną Wisła odniosła w Gdyni, gdzie większość meczu Arka grała w "10". To było tuż przed wybuchem pandemii.

Po tym meczu, gdy do dymisji podał się trener Aleksandar Rogić, w kuluarach gdyńskiego stadionu mówiło się, że to Leszek Ojrzyński przejmie Arkę. Coś było na rzeczy, czy to tylko pobożne życzenia gdyńskich kibiców?

- Był taki temat.

To czemu nie wypalił?

- Właściciele, którzy zresztą półtora sezonu wcześniej się ze mną rozstali, chcieli sprzedać klub. Sami nie wiedzieli co będzie, w związku z czym nie mogli postawić na nowego trenera. To się wiążę z planowaniem następnego okresu, czym oni nie byli zainteresowani. Chcieli się klubu pozbyć. Jakiś czas później rozmawiałem też z panem Kołakowskim, ale byłem w Anglii. Gdybym wrócił do Polski, musiałbym przechodzić kwarantannę, ten okres był nietypowy i dziwny.

Już pod rządami rodziny Midaków, Arka nie przedłużyła z panem kontraktu po sezonie 2017/18. A miał pan na koncie Puchar Polski, Superpuchar i dwukrotne utrzymanie w lidze - dla Żółto-Niebieskich to najlepszy okres w historii.

- W maju 2018 roku przegraliśmy finał Pucharu Polski z Legią, już wcześniej słyszałem niezadowolenie ze stylu, jaki prezentujemy. Właściciel miał inny pomysł na klub, chciał go wprowadzić do krajowej czołówki. Tych panów już w Gdyni nie ma. Za dużo było zmian, niejasności. W efekcie sytuacja Arki w tabeli jest doskonale znana. Drużyna musi walczyć, nic innego jej nie zostało. Miasto i klub zasługują na Ekstraklasę. Nastąpiła w końcu zmiana właściciela, oby teraz było lepiej.

Czy pobyt w Arce Gdynia to najlepszy okres pana trenerskiej kariery?

- Zdecydowanie tak. Puchar Polski po niespodziewanym zwycięstwie nad Lechem, potem Superpuchar i pucharowe, wyrównane mecze z Midtjylland. Niezapomniane chwile.

Jaki mecz czeka nas w sobotę?

- Wyniku nie podejmę się wytypować. Na pewno będzie to mecz pełen smaczków. W Wiśle grają eksarkowcy Szwoch i Marcjanik, a ich menedżęrem jest Jarosław Kołakowski.

Dowiedz się więcej na temat: Leszek Ojrzyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje