Reklama

Reklama

Legia wróciła na fotel lidera Ekstraklasy

​Piłkarze Legii Warszawa pokonali u siebie Lechię Gdańsk 1-0 w 25. kolejce i wrócili na fotel lidera Ekstraklasy. Przez jeden dzień zajmował to miejsce Lech, który w sobotę w Poznaniu wygrał z Wisłą Kraków 1-0. Dwie czołowe drużyny dzielą teraz dwa punkty.

Stołeczna ekipa, mimo że przeważała w całym meczu, raziła nieskutecznością. Dopiero wpuszczenie na boisko Jakuba Koseckiego sprawiło, że trzy punkty pozostały na Łazienkowskiej. Popularny "Kosa" potrzebował minuty, by trafić do siatki i ustalić wynik spotkania.

- Wykończę się na ławce trenerskiej. Było bardzo nerwowo w końcówce, mimo że cały czas kontrolowaliśmy przebieg gry, ale gdy prowadzi się jedną bramką, to wszystko może się wydarzyć - ocenił szkoleniowiec.

W Poznaniu z kolei 31 tysięcy kibiców obejrzało jedynego gola w 45. minucie. W ostatniej akcji pierwszej połowy Gergo Lovrencsics, po rajdzie prawą stroną, dośrodkował na pole karne, a tam skutecznym strzałem głową popisał się sprowadzony zimą z Polonii Warszawa Łukasz Teodorczyk.

Reklama

To pierwszy ligowy gol napastnika reprezentacji Polski w tym roku. Poprzednią bramkę w Ekstraklasie zdobył 4 listopada, jeszcze w barwach "Czarnych Koszul".

W niedzielę jedna bramka wystarczyła również Śląskowi Wrocław do pokonania Pogoni Szczecin. Obrońcy tytułu nie mają już szans na nawiązanie walki z czołówką, ale trzecie miejsce w tabeli jest też dobrym wynikiem. Do drugiego Lecha tracą jednak sześć punktów. Priorytetem pozostaje dla nich zatem walka w Pucharze Polski. W drugim meczu finałowym w środę będą chcieli zniwelować przewagę Legii 2-0 ze spotkania we Wrocławiu.

Trzy punkty w niedzielę zapewniła im bramka strzelona w 85. minucie przez Piotra Ćwielonga. Pogoń z kolei jest w coraz trudniejszej sytuacji. Zajmuje na razie czternaste miejsce w tabeli, ale ma też tylko trzy punkty przewagi nad Podbeskidziem.

Z dobrej strony w sobotę pokazał się Widzew, który pokonał w Łodzi Jagiellonię Białystok 3-0, odnosząc swoje najwyższe zwycięstwo w tym sezonie. Gole zdobywali kolejno Princewill Okachi, Mariusz Stępiński i Łukasz Broź. Zwycięstwo gospodarzy mogło być jeszcze bardziej okazałe, ale po silnym strzale z dystansu Michała Płotki piłka trafiła w górną część słupka.

- Momentami graliśmy jak na festynie - przyznał Dariusz Dźwigała, drugi trener ekipy z Białegostoku.

Jagiellonia to "ulubiony" rywal widzewiaków na łódzkim stadionie - w sezonie 2010/2011 wygrali u siebie 4-1, a w poprzednich rozgrywkach 4-2.

Zacięta walka toczy się o utrzymanie. Skazywane zimą na degradację PGE GKS Bełchatów i Podbeskidzie Bielsko-Biała spisują się ostatnio nadspodziewanie dobrze. W sobotę bełchatowianie wygrali z mierzącym w europejskie puchary Górnikiem Zabrze 2-0 (gole Bartłomieja Bartosiaka i Kamila Poźniaka).

Dzień wcześniej Podbeskidzie, choć przegrywała do przerwy z Zagłębiem Lubin 0-1 i grało w dziesiątkę po czerwonej kartce Fabiana Paweli, zremisowała ostatecznie 1-1. Trafienia zaliczyli najskuteczniejsi piłkarze obu drużyn. Najpierw gola dla gości zdobył Czech Michal Papadopulos (dziewiąta bramka w sezonie), a wyrównał w 63. minucie Robert Demjan. Słowak trafił po raz 12. w obecnych rozgrywkach i jest współliderem klasyfikacji strzelców, mając taki dorobek jak legionista Danijel Ljuboja.

W innym piątkowym spotkaniu Korona zremisowała w Kielcach z Polonią Warszawa 1-1. Goście prowadzili od 10. minuty po strzale z rzutu karnego Aleksandra Todorovskiego, ale w końcówce spotkania wyrównał Maciej Korzym, zdobywając dziewiątą bramkę w sezonie.

Dla stołecznej ekipy to już ósmy kolejny mecz bez zwycięstwa. W tym czasie zespół Piotra Stokowca zdobył tylko dwa punkty.

Kolejkę zakończy poniedziałkowy mecz Ruchu Chorzów z Piastem Gliwice.

Wyniki, terminarz i tabela T-Mobile Ekstraklasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL