Legia wreszcie będzie wyspana?
Legia w klasyku z Widzewem może w praktyce niemal zakończyć swój sezon: odpadła z Pucharu Polski i porażką raczej wypisałaby się z walki o tytuł mistrzowski. Ale wciąż będzie miała o co grać.

Poprzednie rozgrywki uratował właśnie krajowy puchar. Było sporo szczęścia w losowaniu, bo na drodze do samego finału albo stawali pierwszoligowcy (Miedź, ŁKS, a nawet w samym półfinale Ruch), albo z ekstraklasowiczami mierzyli się w swoim mieście. Przy sędziowskich kontrowersjach "Legioniści" przeszli Jagiellonię, a w finale swojej tytułowej klątwy nie przełamała Pogoń.
To pozwoliło na oddech wizerunkowy, bo kibice mieli przynajmniej jeden powód do świętowania, ale przede wszystkim finansowy. Europejskie puchary to duży zastrzyk gotówki, a pieniądze pozwalają choćby na transfery, z którymi worek na Łazienkowskiej otworzył się po zapewnieniu sobie fazy ligowej Ligi Konferencji.
Już wiemy, że na ten awaryjny plan uratowania sezonu 2025/2026 w Warszawie nie będą mogli liczyć. Wysadziła go w powietrze właśnie Pogoń, która zemściła się za majówkową klęskę w finale poprzedniej edycji. Przy okazji wreszcie i ostatecznie ze stołka trenerskiego wysadził się Edward Iordanescu.
Gikiewicz: Rozstanie Legii z Iordanescu było irracjonalnie długie
Bardzo dziwne to było rozstanie. Irracjonalnie długie. Zawstydzająco przedłużające się. Jeszcze przed triumfem z Szachtarem rumuński szkoleniowiec miał dość. Narzekał na wszystko, włącznie z krótkim czasem na sen. Krótko mówiąc: "Niewyspanescu", jak zaczęli go określać kibice Legii, chciał odejść.
Złośliwi stwierdzą, że robił też wszystko, by tak się stało. Wystawienie rezerwowego składu na inauguracyjny w pucharach mecz z Samsunsporem po to, by kilka dni później wypoczętym składem zebrać w łeb od Górnika Zabrze, to było pierwsze tak wyraźne czerwone światło.
Przyzwyczajeni do wyższych standardów taktycznych piłkarze po cichu narzekali na warsztat Rumuna, ale niektórzy z nich otwarcie wzięli też winę na siebie. Zaimponować mógł Radovan Pankov, który otwarcie uderzył się w pierś mówiąc: "To piłkarze są problemem. Od momentu, kiedy tutaj trafiłem, ile razy zmienialiśmy trenerów? Trzy. Jeden z nich jest teraz w Serie A".
Jakkolwiek nie odbieram więc winy z konta piłkarzy, tak Iordanescu też bez winy moim zdaniem nie był. Trener powinien zarażać energią, tymczasem Rumun nawet po epickich bombach Augustyniaka z Szachtarem miał w sobie tyle emocji, co przy wiązaniu buta.
Pozytywne myślenie jest zaraźliwe, ale jeszcze bardziej zaraża defetyzm, marudzenie, narzekanie. Apatia. Ta Iordanescu aż się wylewała uszami.
Wyglądał i brzmiał jakby się prosił o zwolnienie. I wreszcie się doczekał.
Legia przegrała cztery z sześciu ostatnich meczów. Wygrała tylko jeden, trochę sensacyjnie, zawdzięczając trzy punkty wspomnianym bombom Augustyniaka. W pozostałych spotkaniach szczęścia brakowało - ale i Iordanescu absolutnie szczęściu nie pomagał. Ani wyborami personalnymi, ani przygotowaniem taktycznym.
Choćby wprowadzenie do zespołu, a później korzystanie z ogromnych - jak na polskie warunki - możliwości Kacpra Urbańskiego. Ustawianie go na bokach. Zbyt wczesne zmiany, pomimo że był najjaśniejszym punktem zespołu, w ostatnich meczach z Lechem Poznań czy Pogonią Szczecin. Kompletnie niezrozumiałe.
Dziś można naśmiewać się z trzech milionów euro, jakie Legia wydała na Miletę Rajovicia, ale prawda jest też taka, że to kolejny efekt kompletnego braku pomysłu na uwypuklenie jego atutów. Legia grała tak, jakby wręcz chciała eksponować jego braki. Pekhart też nie był napastnikiem idealnym, ale dośrodkowania Mladenovicia czy Juranovicia miały swój sens i swojego nieprzypadkowego adresata. Myślę, że niemal dwumetrowy napastnik golami głową nie musiał poprzestać w tym sezonie na Cracovii i Larnace.
W prestiżowym meczu z Widzewem stołeczny zespół poprowadzi asystent, Inaki Astiz. Wojciech Kowalczyk apeluje, by na tym "Wojskowi" poprzestali, choć duet Żewłakow - Bobić na pewno rozpoczął poszukiwania nowego szkoleniowca. Jestem ciekaw, jak byłemu hiszpańskiemu obrońcy Legii pójdzie w roli pierwszego trenera. "Kowal" swoją opinię motywuje tym, że sezon i tak już jest stracony.
Moim zdaniem, Legia wciąż ma o co grać, a są to europejskie puchary. Same na Łazienkowską nie przyjdą. Trzeba próbować je wyszarpać w każdej kolejce, również tej najbliższej w Łodzi.
Gikiewicz: Szykuje się starcie wielkich firm w mniejszym lub większym kryzysie
Widzew jest w kryzysie, który ma postać zdecydowanej porażki 0:3 z będącym w dołku Motorem, choć ostatnio udało się łodzianom wejść do następnej rundy Pucharu Polski. Z naciskiem na "udało się", bo strzał z wolnego Pawłowskiego z kilkudziesięciu metrów był pierwszym celnym łodzian, a była przecież 112. minuta.
RTS ma już trzeciego trenera w tym sezonie, wydał 7 milionów euro na 14 transferów, ale zawodzi - tak jak najlepiej zarabiający piłkarz Ekstraklasy. Andi Zeqiri wciąż czeka na swoje premierowe trafienie.
W Łodzi wybaczą mu słaby początek, jeśli przyczyni się do zwycięstwa z Legią. Bardzo ważnego dla kibiców, choć już nie historycznego, bo 24-letnia klątwa została przełamana rok temu. Widzew wie, że może z Legią wygrać. Ma piłkarzy, których stać na zrobienie różnicy. Musiałby zagrać dużo lepiej niż ostatnio, ale z pomocą publiczności przy Piłsudskiego 138 to możliwe.
Szykuje się więc starcie wielkich firm w mniejszym bądź większym kryzysie, ale o - jakżeby inaczej - wielkiej stawce. Widzew i Legia mają tyle samo punktów. Jedni wciąż marzą o doścignięciu czołówki, drudzy wiedzą, że nie mają wyjścia: muszą to zrobić, a jeszcze nie poddali się w walce o upragniony tytuł mistrzowski.
Dawno go w Warszawie nie świętowali, a przecież w poprzedniej dekadzie był niemal oczywistością. 2013, 2014, 2016, 2017, 2018, 2020, 2021 - pierwsze miejsce. Wygranych 7/9 sezonów. W dwóch brakujących latach - drugie miejsce. To była totalna dominacja. Od czterech lat natomiast bez triumfu. Było w tym czasie miejsce dziesiąte, a ostatnio piąte.
Widzew zrobi wszystko, by pomóc przedłużyć niemistrzowską serię odwiecznego rywala. Pytanie, na ile będzie go stać w niedzielny wieczór w Łodzi? I na ile obudzona po rumuńskim letargu będzie Legia?












