Legia ucieka ze strefy spadkowej. Cios za cios w derbach Mazowsza
Radomiak Radom zremisował 1:1 z Legią Warszawa w 25. kolejce Ekstraklasy. Wynik spotkania został ustalony już po siedmiu minutach. Gospodarze objęli prowadzenie dzięki bramce Mauridesa, a raptem do siatki trafił również Radovan Pankov. Punkt pozwolił stołecznej ekipie po raz kolejny uciec ze strefy spadkowej. Ale to wciąż taniec desperata na wątłej linie.

W poprzedni weekend po raz pierwszy w tym roku Legia wydostała się ze strefy spadkowej. Ale tylko na jeden dzień. Kolejna próba ucieczki znad czeluści przypadła na derby Mazowsza.
Dodatkową atrakcją tego spotkania miała być konfrontacja warszawian z niedawnym trenerem stołecznego zespołu, Goncalo Feio. Tyle że Portugalczyk starł się przed kilkoma dniami z lokalnym radnym. Uznał, że naruszono jego nietykalność cielesną i zażądał natychmiastowego rozwiązania kontraktu z Radomiakiem.
Klub przystał na taką opcję. W piątkowy wieczór w roli szkoleniowca gospodarzy debiutował Kiko Ramirez. Nie miał nic do stracenia, za to wiele do zyskania.
Legia przyjmuje cios i błyskawicznie ripostuje. Jeden punkt wystarczy na ucieczkę z otchłani
Radomianie pałali żądzą rewanżu za porażkę z rundy jesiennej. Przy Łazienkowskiej przegrali wówczas 1:4. Dla Legii była to najokazalsza wygrana w tym sezonie.
Tym razem już w drugiej minucie Radomiak prowadził 1:0. Z rzutu rożnego centrował były legionista Rafał Wolski, a głową z niespełna pięciu metrów uderzył Maurides. Stojący w bramce gości Otto Hindrich nie miał żadnych szans na skuteczną interwencję.
Gospodarze korzystny rezultat utrzymali jednak tylko przez pięć minut. Bramkę stracili w niemal identycznych okolicznościach. Dośrodkowanie z kornera w wykonaniu Juergena Elitima strzałem głową na gola zamienił Radovan Pankov.
W tej sytuacji futbolówki nie był w stanie zatrzymać Filip Majchrowicz. Mimo to właśnie on był najjaśniejszą postacią Radomiaka przed przerwą. Uchronił zespół przed dalszymi stratami przynajmniej trzy razy, broniąc kąśliwe uderzenia Milety Rajovicia i - dwukrotnie - Rafała Adamskiego.
Po zmianie stron tempo spotkania mocno siadło. Druga połowa nie zaczęła się od wymiany ciosów. A i potem obaj bramkarze ustrzegli się kapitulacji.
Zmiany dokonane przez szkoleniowców nie przełożyły się na siłę ognia. Odnotować jednak należy powrót do gry Jeana-Pierre'a Nsame (w dogodnej sytuacji jego strzał kapitalnie wybronił Majchrowicz). Kameruńczyk kurował się po zerwaniu ścięgna Achillesa od końca sierpnia ubiegłego roku.
Legia przedłużyła serię meczów bez porażki do sześciu. Niewiele jednak brakowało, a schodziłaby z murawy pokonana. W 83. minucie po strzale Elvesa Balde ratował ją słupek.
Ekipa Marka Papszuna znów wychyliła się "nad kreskę". Ale wciąż balansuje na linie. Weekend ponownie kończyć może w strefie oznaczającej automatyczną degradację.













