Legia stoi nad przepaścią, sceny na Łazienkowskiej. Nokaut w 96. minucie
Dla walczącej o utrzymanie w Ekstraklasie Legii Warszawa każdy kolejny mecz może okazać się kluczowy. W sobotni wieczór na stadion przy ulicy Łazienkowskiej przyjechał walczący o mistrzostwo Górnik Zabrze. Wydawało się, że Legia zwycięży po golu z rzutu karnego Rafała Augustyniaka. Jeden punkt gościom w ostatniej akcji meczu strzałem głową uratował Paweł Bochniewicz.

Rywalizacja w Ekstraklasie powoli wchodzi w decydującą fazę. Sytuacja w tym sezonie jest na tyle specyficzna, że na siedem kolejek przed końcem grono kandydatów do mistrzostwa Polski oraz spadku z ligi jest bardzo szerokie. Najbliższe kolejki mogą dać nam kilka odpowiedzi na to, o co w najbliższych tygodniach zawalczą poszczególne kluby.
Górnik Zabrze i Legia Warszawa walczą w tym roku o kompletnie inne cele. Drużyna Michala Gasparika jeszcze w środę świętowała awans do finału Pucharu Polski, a w Ekstraklasie zanotowała serię czterech spotkań bez porażki i do liderującego Lecha Poznań traci zaledwie trzy punkty.
Legia Warszawa bardzo powoli, ale wygrzebuje się z potężnego kryzysu. Marek Papszun dotychczas w barwach Legii przegrał tylko raz, lecz aż pięć remisów sprawiło, że Warszawianie wciąż nie mogą oddalić się od strefy spadkowej. Tuż przed sobotnim starciem z Górnikiem "Wojskowi" zajmowali 15. miejsce w tabeli, mając tyle samo punktów co niżej notowani Widzew Łódź i Arka Gdynia.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego Damiana Kosa zarządzono minutę ciszy, podczas której uczczono pamięć tragicznie zmarłego Jacka Magiery. Pracujący ostatnio jako drugi trener w sztabie Jana Urbana szkoleniowiec przez długie lata był związany z Legią - początkowo jako piłkarz, a później jako trener. Hołd legendzie warszawskiego klubu oddali również kibice, którzy przygotowali specjalną oprawę.
Do przerwy bez celnego strzału przy Łazienkowskiej
W pierwszych fragmentach żadna z drużyn nie miała zamiaru bardziej się odsłonić i odważniej zaatakować bramkę przeciwnika. Nieznacznie dłużej przy piłce utrzymywali się gospodarze i to właśnie oni jako pierwsi mogli strzelić pierwszego gola w tym spotkaniu. W 19. minucie po mocno nieudanej próbie Rafała Augustyniaka Mileta Rajović był o włos, by przeciąć lot lecącej futbolówki i zaskoczyć Marcela Łubika. Pięć minut później niecelnie głową uderzał Rafał Adamski.
Górnik starał się odpowiedzieć w 37. minucie. Ondrej Zmrzly wykorzystał odrobinę miejsca i urwał się defensorom Legii, po czym oddał strzał głową. Stojący w bramce gospodarzy Otto Hindrich nie musiał jednak interweniować, próba Czecha zakończyła się niepowodzeniem.
Jeszcze przed przerwą sprytnym uderzeniem piętą Łubika zaskoczyć chciał Rajović. Do przerwy jednak przy Łazienkowskiej był bezbramkowy remis. Bardziej dojmującą statystyką była jednak ta, wskazująca okrągłe zero oddanych celnych strzałów w przeciągu pierwszych 45 minut.
Kapitan miał uratować Legię. Szokujący koniec przy Łazienkowskiej
Zawodnicy Legii potrzebowali zaledwie kilku minut po przerwie, by stworzyć zdecydowanie większe zagrożenie pod bramką przeciwnika. W 52. minucie po zagraniu głową Adamskiego z ostrego kąta w boczną siatkę uderzał Radovan Pankov.
Minutę później jeszcze bliższy celu był Damian Szymański. Futbolówka uderzona przez środkowego pomocnika Legii odbiła się jeszcze od interweniującego Pawła Bochniewicza i bardzo minimalnie minęła słupek bramki Górnika.
Niewiele zabrakło, by w 66. minucie padła samobójcza bramka. Po płaskim dograniu z prawego skrzydła Pawła Wszołka futbolówka odbiła się od Bochniewicza i nieznacznie przeleciała obok bramki Górnika. Gdyby jednak piłka poleciała nieco bliżej bramki gości, to Łubik prawdopodobnie nie byłby w stanie odpowiednio zareagować.
Mocno zawrzało na murawie w 79. minucie. Po uderzeniu Kacpra Urbańskiego futbolówka trafiła w rękę interweniującego Rafała Janickiego. Rafał Kos pierwotnie nie wskazał na rzut karny, pokazując momentalnie żółtą kartkę Rajoviciovi za protesty. Sędzia finalnie skorzystał z systemu VAR, po czym wskazał na jedenasty metr. Odpowiedzialność na swoje braki wziął Rafał Augustyniak. Kapitan Legii nie kalkulował i mocnym uderzeniem pokonał Łubika.
Wszystko wskazywało na to, że po końcowym gwizdku sędziego Legia będzie mogła świętować bezcenny triumf. W końcówce jednak Górnik zanotował ostatni szturm, który zaszokował sympatyków warszawskiego klubu. W pierwszej sytuacji na wysokości zadania stanął Otto Hindrich. Rumun kapitalnie sparował na rzut rożny mocny strzał Michała Rakoczego. Chwilę później był już bezradny, gdy Paweł Bochniewicz najlepiej odnalazł się w polu karnym Legiii i głową strzelił wyrównującego gola.
W przypadku triumfu Legia mogłaby awansować nawet na 11. miejsce w tabeli i posiadałaby przewagę trzech punktów nad strefą spadkową. Finalnie jednak Legia jest trzynasta, a zaliczka nad Widzewem i Arką wynosi tylko jeden punkt. Górnik natomiast pozostał na czwartej lokacie, a po tej kolejce może tracić do liderującego Lecha Poznań pięć "oczek".
Zobacz również:













