Legia była już na dnie. A potem zwrot akcji. Kontrowersje na koniec
Gdy Bruk-Bet Termalica Nieciecza celebrował gola zdobytego już w 2. minucie poniedziałkowego meczu z Górnikiem, Legia Warszawa spadała właśnie na dno tabeli Ekstraklasy. Z ostatniej pozycji wyciągnęli ją jednak potem goniący lidera - Jagiellonię Białystok zabrzanie, którzy zdołali doprowadzić do wyrównania. I ostatecznie musieli zadowolić się remisem 1:1. W samej końcówce mogli wprawdzie przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale sędzia Paweł Malec po interwencji VAR odwołał rzut karny, który początkowo odgwizdał po faulu na Jarosławie Kubickim, przez co mecz zakończył się w oparach kontrowersji.

Poniedziałkowy mecz rozpoczął się jak u Hitchcocka - od trzęsienia ziemi, bo za takie uznać można było bramkę gospodarzy już w drugiej minucie. Rolę pierwszoplanowego aktora odegrał w tamtej akcji Morgan Fassbender, który na raty, ale jednak pokonał Marcela Łubika po błyskawicznej kontrze, zapoczątkowanej długim zagraniem gospodarzy z własnej połowy.
Była to gol o tyle istotny, że windowała Bruk-Bet na 16. miejsce w ligowej tabeli. A tym samym spychał na ostatnią 18. lokatę Legię Warszawa.
Górnik jednak nie miał zamiaru składać broni już na starcie i ruszył do ofensywy. Efektem starań zabrzan była sytuacja z 17. minuty, w której piłka spadła w polu karnym na nogę Brandona Dominguesa. Ale że nie była to łatwa sytuacja, nie udało mu się trafić do siatki.
Z czasem goście przejęli inicjatywę, kontrolując przebieg gry. A Termalica szukała swoich szans w akcjach zaczepnych. Jedna z nich mogła zaowocować rzutem karnym, którego domagali się podopieczni Marcina Brosza po tym, jak Igor Strzałek trafił piłką w rękę Josemy. Ale gwizdek sędziego Pawła Malca milczał.
W momencie impasu sprawy w swoje ręce próbował wziąć kapitan Górnika - Erik Janża, najpierw oddając strzał bezpośrednio z rzutu rożnego, a następnie uderzając płasko i kąśliwie sprzed pola karnego. W obu sytuacjach górą był stojący między słupkami Adrian Chovan.
Słowak był już jednak bezradny w 40. minucie, gdy Lukas Sadilek wstrzelił piłkę w jego pole karne, a Arkadiusz Kasperkiewicz interweniował na tyle pechowo, że wpakował piłkę do własnej bramki. W efekcie obie drużyny schodziły do szatni na przerwę przy wyniku 1:1.
Druga połowa rozpoczęła się od serii ataków z Górnika. Po jednym z nich Maksym Chłań oddał strzał głową niemal z odległości 16 metrów od bramki. I postraszył Adriana Chovana.
Ekstraklasa. Bruk-Bet Termalica Nieciecza remisuje z Górnikem Zabrze
Poziom widowiska w drugiej odsłonie znacznie odstawał od pierwszych 45 minut. W 72. minucie poziom emocji próbował podnieść Erik Janża, egzekwując rzut wolny tuż sprzed pola karnego. Ale trafił w mur i skończyło się tylko na rzucie rożnym.
Kluczowe dla losów spotkania mogło okazać się przewinienie, do którego doszło tym razem już w "szesnastce". Winowajcą okazał się wprowadzony z ławki Wojciech Jakubik, który trafił w nogę Jarosława Kubickiego. Werdykt Pawła Malca był jasny - rzut karny dla gości, choć całą sytuację wziął jeszcze pod lupę VAR. Analiza trwała niezwykle długo i ostatecznie zmieniła decyzją głównego arbitra. Cała sytuacja była mocno kontrowersyjna.
W samej końcówce gole już nie padły. W efekcie Górnik, wywożąc z Niecieczy jeden punkt, zbliżył się do liderującej Jagiellonii Białystok tylko na dwa "oczka". A Bruk-Bet wciąż zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, zrównując się jednak swoim dorobkiem z piłkarzami warszawskiej Legii.










