Lech prowadził w Łodzi, nagle zwrot akcji. Widzew świętuje. Norweg bohaterem
W sobotę wieczorem Widzew Łódź już z Aleksandarem Vukoviciem na ławce podjął na własnym stadionie Lecha Poznań. Spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie i zdecydowanie nie zawiodło. Goście prowadzili 1:0, lecz po zaciętej rywalizacji lepsi 2:1 okazali się jednak zawodnicy gospodarzy. Bohaterem meczu został Emil Kornvig, który strzelił decydującego gola.

W najlepsze trwa sezon 2025/2026 PKO BP Ekstraklasy. Ten zdecydowanie nie układa się po myśli Widzewa Łódź. Klub przeprowadził wiele transferów ściągając w swoje szeregi kilku klasowych zawodników. Szczególnie głośno o poczynaniach łódzkiego zespołu było w zimowym okienku, gdy sprowadzono m.in. Przemysława Wiśniewskiego czy Steve'a Kapuadiego.
Nowi gracze nie poprawili jednak sytuacji Widzewa, a ten utrzymywał się w strefie spadkowej rozgrywek ligowych. W czwartek doszło do zmiany trenera. Igora Jovicevicia zastąpił Aleksandar Vuković. Na okazję do debiutu nie musiał długo czekać, bowiem w sobotę do Łodzi przyjechał Lech Poznań, trzecia ekipa tabeli.
Pierwsze minuty nie były zbyt widowiskowe. Gra toczyła się głównie w środku pola z lekkim wskazaniem na Widzew. Z czasem jednak inicjatywę przejął Lech. Zaskoczyć Veljko Ilicia próbowali Bengtsson oraz Ismaheel. Do przełomu doszło w 28. minucie. Kapitalnym podaniem popisał się Timothy Ouma, który wypatrzył Gisliego Thordarsona. Islandczyk opanował futbolówkę i z ostrego kąta podsłał ją tuż pod poprzeczkę. W ten sposób wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.
Na odpowiedź ze strony ekipy gospodarzy nie trzeba było długo czekać. W 34. minucie doskonale na prawym skrzydle po składnej akcji odnalazł się Marcel Krajewski. 21-latek niemal od razu podał piłkę do środka, gdzie wolny był Fran Alvarez. Hiszpan miał sporo miejsca, dzięki czemu zdążył przyjąć i oddać dokładany strzał.Tablica wyników wskazywała już 1:1.
Po tej wymianie ciosów tempo gry ponownie nieco zwolniło. Do przerwy utrzymał się remis.
Widzew dokonał swego, jest ważne zwycięstwo
Druga część spotkania rozpoczęła się "z wysokiego C". Już w 52. minucie kontratak wyprowadził Widzew. Piłkę przejął Sebastian Bergier, który próbował dośrodkować. Piłka trafiła jednak w defensora Lecha, a ją zgarnął Emil Kornvig. Norweg uderzył z półwoleja i niezwykle mocnym strzałem pokonał Bartosza Mrozka. Było już 2:1.
Kilka chwil później futbolówka znów była w siatce, lecz tym razem ekipy gospodarzy. Po zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Leo Bengtsson. Szwed uderzeniem pod poprzeczkę zdobył gola, jednakże sędzia liniowy od razu podniósł chorągiewkę w górę - był spalony. Po analizie VAR decyzja została utrzymana.
Od tamtego czasu wyrównującego trafienia szukał Lech. Podopieczni Nielsa Frederiksena prowadzili grę i niejednokrotnie budowali ataki pozycyjne. Takie działanie zmusiło Widzew do cofnięcia się do defensywy. W pewnym momencie za linią piłki była niemal cała "11" łódzkiej ekipy.
Ilicia zaskoczyć próbował Ishak, jednakże był to zbyt łatwy strzał dla golkipera. Aktywny był także Ali Gholizadeh. Ten w swoim stylu zszedł na lewą nogę i uderzył na dalszy słupek. Piłka przeleciała jednak tuż obok. Z kolejnymi minutami napięcie na stadionie wzrastało.
Widzewiacy zdawali sobie sprawę, że upragniona wygrana jest na wyciągnięcie ręki. Z tego względu zdarzyły się przedłużenia ze wznowieniem gry. To przyniosło oczekiwany efekt. Szymon Marciniak zagwizdał po raz ostatni, a Widzew Łódź pokonał na własnym stadionie Lecha Poznań 2:1. Dzięki temu przynajmniej do niedzieli wydostał się ze strefy spadkowej PKO BP Ekstraklasy.
















