Kuriozalny "swojak", potem odpowiedź Pogoni. Decydujący cios zadany w ostatniej chwili
Ostatnim akcentem 25. kolejki PKO BP Ekstraklasy stało się poniedziałkowe starcie Pogoni Szczecin z Koroną Kielce - i choć potyczka ta momentami przebiegała w nieco ospałym tempie, to obie ekipy mimo wszystko miały swoje okazje do tego, by sięgnąć po komplet punktów. Koniec końców górą była Pogoń Szczecin, która zatriumfowała po dwóch trafieniach Jose Pozo przeciwko... jednemu samobójczemu golowi Valentina Cojocaru.

Przed poniedziałkowym starciem zespoły Pogoni Szczecin oraz Korony Kielce dzieliły w tabeli zaledwie dwa punkty - przy czym to pierwsza z tych drużyn była wyraźnie bliżej strefy spadkowej. Niemniej obu ekipom zależało na jednym - zgarnięciu pełnej puli "oczek", dających upragniony futbolowy oddech.
Pogoń Szczecin symbolicznie pożegnała legendę. Potem "Portowcy" zawalczyli z Koroną Kielce na domknięcie kolejki Ekstraklasy
Mecz rozpoczął się z krótkim opóźnieniem - wszystko to z powodu poruszającego momentu upamiętnienia zmarłego niedawno Mariana Kielca, legendarnego napastnika Pogoni i niegdysiejszego króla strzelców najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej.
Gdy ekipy już ostatecznie ruszyły do akcji, w pierwszych minutach zaobserwowaliśmy sporo walki w środku boiska - aż w 4. minucie zdecydowany rajd próbował wykonać Mads Agger, ale został skutecznie zablokowany już wewnątrz pola karnego.
Po paru minutach Duńczyk otrzymał też górne podanie ze strony Leo Borgesa, ale tym razem z kolei nie był on w stanie zamienić tej wrzutki na strzał. W 8. minucie tymczasem Borges dośrodkowywał z lewej flanki, ale wówczas wielką czujnością wykazał się Xavier Dziekoński.
Dopiero w 9. minucie Kielczanie zdołali zagrozić bramce gospodarzy - strzał głową po długim podaniu oddał wówczas Slobodan Rubezić, ale nie miał prawa w ten sposób zaskoczyć Valentina Cojocaru.
Tempo spotkania było dość powolne. W końcu, w 13. minucie, pewien powiew świeżości nadał tu znowu Borges, który założył "kanał" Konstandinosowi Sotiriu, po czym zagrał na dalszy słupek do Danijela Loncara. Ten jednak uderzył w boczną siatkę.
W ramach riposty niedługo potem na bramkę Cojocaru ruszył Dawid Błanik - ostatecznie upadł on w polu karnym, ale arbiter nie dopatrzył się tu faulu. Niemniej był to sygnał dla "Portowcu", że nie mają prawa przysypiać w defensywie, zwłaszcza, że od tego momentu ekipa z Kielc zaczęła nieco mocniej naciskać w ataku.
W 22. minucie Sam Greenwood, dyżurny wykonawca stałych fragmentów gry w drużynie gospodarzy, zagrał świetnie z rzutu wolnego na Attilę Szalaia. Węgier oddał obiecujące uderzenie głową, ale futbolówkę znów bez problemu wyłapał Dziekoński.
Ostatecznie wynik - w kuriozalnych okolicznościach - został otworzony w 24. minucie. Prawym skrzydłem z ofensywą ruszył Wiktor Długosz, który spróbował dośrodkowania, ale piłka trafiła na głowę Szalaia i wyfrunęła wysoko w górę. Nie leciała w światło bramki, więc wydawało się, że Cojocaru nie będzie miał problemu by ugasić ten pożar, ale golkiper... podjął ryzykowną próbę piąstkowania i tym samym sam skierował piłkę do siatki. Po takim właśnie "samobóju" było 1:0 dla "Złocisto-Krwistych".
Niedługo potem goście mogli podwyższyć prowadzenie, ale po zagraniu Błanika Rubezić i Sotiriu przeszkodzili sami sobie, a ostatecznie futbolówkę odbił Cojocaru, przynajmniej odrobinę odkupując poprzednią winę.
Dopiero po tej akcji "Duma Pomorza" nieco otrzeźwiała i ruszyła z kolejnymi próbami ataku na bramkę Korony. Za każdym razem w polu karnym gości robił się spory "kocioł", ale każdorazowo też brakowało tu wykończenia.
W 34. minucie z przodu pokazał się tymczasem Paul Mukairu, którego podkręcony strzał wylądował jednak obok słupka bramki Dziekońskiego. Po chwili Nigeryjczyk miał kolejną okazję do ataku, ale doskonale zneutralizował go wówczas Długosz.
Potem przez pewien czas brakowało znowu konkretów, aż w 41. minucie Szalai zdołał utrzymać się przy piłce wewnątrz "szesnastki" rywali, po czym odegrał do Aggera, a ten strzelił płasko, jednakże przy tym znów nie był on w stanie zaskoczyć bramkarza przeciwników.
Kolejny pojedynek obu tych graczy nastąpił jeszcze w 45. minucie - Duńczyk znów uderzył przy ziemi, między nogami jednego z oponentów, a Dziekoński znowu popisał się spokojem i refleksem i wyłapał futbolówkę w "koszyczek". To był de facto ostatni znaczący akcent pierwszej części starcia, zakończonej skromnym prowadzeniem Korony Kielce.
Po zmianie stron to Pogoń ruszyła pierwotnie do zdecydowanych ataków, raz za razem doprowadzając do sporego zamieszania w "szesnastce" rywali. Już w 46. minucie na listę strzelców mógł wpisać się Fredrik Ulvestad, który jednak został przyblokowany. W 51. minucie Norweg z kolei zagrał na Aggera, który huknął mocno, ale... ponad poprzeczkę.
W międzyczasie oczywiście i Korona dochodziła "do głosu", ale każdorazowo zwarte szeregi obrony "Portowców" zatrzymywały jej ataki. Najlepsza szansa dla "Scyzorów" nadeszła jednak w 58. minucie - wówczas, po rzucie wolnym, Sotiriu zgrał piłkę głową na Mariusza Stępińskiego, a ten obrócił się sprytnie z futbolówką i pięknym strzałem trafił wprost do siatki. Sędzia jednak odgwizdał w tej sytuacji spalonego.
Tymczasem, gdy mijała godzina gry, z akcją lewą flanką ruszył Borges, ale jego dogranie nie trafiło do któregokolwiek z kolegów. Pogoń naciskała, ale ostatecznie żaden z podopiecznych Thomasa Thomasberga nie zdołał popisać się uderzeniem w światło bramki.
W 66. minucie Leo Borges "ukąsił" z przeciwległej strony murawy - zagrał w stronę Dimitriosa Keramitsisa, a ten uderzył z główki, lecz niecelnie. W odpowiedzi Korona ruszyła ze swoim atakiem, ale Stępiński ostatecznie został powstrzymany.
W końcu gospodarze doczekali się wyrównania - w 68. minucie Jose Pozo dopadł do piłki, która spadła niemal na granicy pola karnego i wykonał mocny strzał, który był tym razem nie do zatrzymania dla Xaviera Dziekońskiego. Było 1:1.
Potem szansę na ponowne danie prowadzenia koronie miał Stjepan Davidović, który wszedł z ławki za Simona Gustafsona, ale ostatecznie nie wpisał się on na listę strzelców. W 77. minucie tymczasem inny zmiennik - Kamil Grosicki - zrobił nieco "wiatru" w polu karnym drużyny przyjezdnej, ale jego podanie nie dotarło ostatecznie do Aggera.
Widać było na murawie coraz większe napięcie - i tempo zrobiło się z perspektywy kibiców więcej niż zadowalające. W 82. minucie znów od pozytywnej strony pokazał się "Grosik" - huknął niczym z armaty, ale Dziekoński skutecznie zablokował tę próbę.
Kolejne chwile mijały, ale brakowało jakiegokolwiek przełomu. W 89. minucie kapitalnym zachowaniem popisał się debiutujący w Ekstraklasie Natan Ława - 16-latek przepuścił między nogami podanie z lewej flanki, a to trafiło prosto do Grosickiego. Ten uderzył ponad poprzeczką bramki rywali, ku swemu wyraźnemu niezadowoleniu.
Arbiter doliczył do podstawowego czasu aż sześć minut - i w ich trakcie ostatecznie Pogoń przeważyła szalę zwycięstwa na swoją korzyść, bo po potwornym "kotle" w polu karnym Korony Pozo znów popisał się kapitalnym strzałem między rywalami. Gdy wybrzmiał końcowy gwizdek, było 2:1 dla "Dumy Pomorza".
PKO BP Ekstraklasa. Kiedy kolejne mecze Pogoni i Korony?
W ramach 26. kolejki Ekstraklasy Pogoń Szczecin zmierzy się na wyjeździe z Lechią Gdańsk, z kolei Korona Kielce podejmie na własnym terenie inną trójmiejską ekipę - Arkę Gdynia. Do potyczek tych dojdzie odpowiednio 21 i 22 marca.












