Gra nogami u bramkarzy jest niezwykle pożądana, jednak Valentin Cojocaru musi jeszcze popracować nad tym aspektem, o czym dobitnie przekonał w 9. minucie meczu z Motorem Lublin. Po otrzymaniu piłki od jednego z obrońców rumuński bramkarz "Portowców" próbował zabawić się z Mathieu Scaletem, ale na jego nieszczęście wyszło to tragicznie. Po obróceniu się z piłką rywal był w stanie kopnąć piłkę czubkiem buta i wpakować ją do bramki, wyprowadzając gości z Lubelszczyzny na prowadzenie.
Radość nie trwała jednak przesadnie długo, bo zaledwie 6 minut. Po kwadransie gry, na tablicy wyników widniało już 1:1, a wszystko za sprawą trafienia Mariana Huja. Obrońca Pogoni odnalazł się idealnie w polu karnym podczas wykonywania rzutu rożnego i głową skierował piłkę do bramki, nie dając większych szans na interwencję Gasperowi Tratnikowi.
Zanim piłkarze zeszli na przerwę, słoweński bramkarz raz jeszcze musiał wyciągać piłkę z siatki. Adrian Przyborek posłał fantastyczne podanie pomiędzy obrońców do Efthymiosa Koulourisa. Grecki supersnajper "Portowców" przyjął, wpadł w pole karne i mijając dwóch stoperów - upadając, był jeszcze w stanie kopnąć piłkę obok interweniującego golkipera.
Pierwsza część spotkania zakończyła się skromnym prowadzeniem gospodarzy, ale nie był to absolutnie koniec emocji. Już w 50. minucie Marian Huja znów stał się bohaterem swojej drużyny, tym razem zaliczając asystę. Portugalsko-rumuński obrońca wyskoczył najwyżej do piłki dośrodkowanej w pole karne rywali, ale zamiast szukać drogi do bramki, to zgrał jeszcze futbolówkę do kolegów. Z prezentu skorzystał Fredrik Ulvestad, który półwolejem uderzył piłkę i wpakował ją do siatki, dając swojej ekipie już dwubramkowe prowadzenie.
Pogoń była już w bardzo komfortowym położeniu, ale wtedy bohaterowi z pierwszych minut, Valentin Cojocaru przydarzyła się kontuzja. Podczas interwencji golkiper nabawił się urazu. Wskutek mocnego stłuczenia kolana, rumuński bramkarz musiał opuścić murawę. Jego miejsce zajął Krzysztof Kamiński, który stanął na wysokości zadania i nie skapitulował do końca spotkania, pomimo kolejnych ataków Motoru Lublin.
Niezmordowana ofensywa "Portowców" postanowiła wykorzystać to, że rywale rzucają wszystkie siły do ataku i wyszli z kontrą, która w 88. minucie dała kolejną bramkę Efthymiosa Koulourisa. Grek dołożył tylko nogę do podania Leo Borgesa wzdłuż bramki i ustalił wynik spotkania na 4:1.









