Reklama

Reklama

Kulisy meczu Lech - Wisła: Atak na kamerzystów!

- Natychmiast oddaj kartę z aparatu! Jeśli tego nie zrobisz, stracisz wszystko - łysogłowy Patryk P. w kamizelce fotoreportera zagroził w ten sposób fotoreporterowi z Krakowa. - Grozisz mi? - zapytał napastowany. Twierdzącą odpowiedź poprzedziło uderzenie czołem w nos z "byka". Ten sam mężczyzna, akredytowany przez klub - siłą odebrał kasetę z kamery wysłannika oficjalnej strony Wisły - do takich zdarzeń dochodziło podczas meczu Lech - Wisła.

W Poznaniu wszystko przebiegało normalnie dopóki nie doszło do awantury w okolicach sektora dwóch tysięcy kibiców przyjezdnych. Delegat PZPN Paweł Kobyłecki opisał w protokole meczowym, że z sektora gości rzucano różne przedmioty na boisko oraz w kierunku kibiców gospodarzy, a także zauważył "zniszczenia mienia na stadionie poprzez zdemolowanie bufetu, łazienek i toalet, jak również próby podpalenia obiektu". Kibice Wisły prewencyjnie zostali już ukarani przez PZPN zakazem wzięcia udziału w meczach wyjazdowych Ekstraklasy.

Ochrona od ... otwierania bram i przepuszczania bojówki

Reklama

Co ciekawe, kary na razie ominęły Lecha. Tymczasem zgłosili się do nas świadkowie z materiałem zdjęciowym, z którego wynika, że ochrona przy Bułgarskiej, zamiast zapobiegać starciu pseudokibiców obu drużyn, otwierała bramy bojówce Lecha, by ta błyskawicznie przeniosła się pod sektor przyjezdnych. Do konfrontacji obu stron nie doszło dzięki interwencji policji.

- Byłem przekonany, że ochrona zatrzyma biegnących kibiców Lecha w kierunku sektora kibiców Wisły, tymczasem ochroniarz otworzył bramę i ponaglał bojówkarzy, by jak najszybciej przedostawali się w okolice przyjezdnych - opowiada świadek zajść, Michał.

Rodzą się jednak kolejne pytania. Co robili w strefie przeznaczonej dla mediów bandyci i to oficjalnie akredytowani przez klub, odziani w kamizelki przeznaczone dla fotoreporterów?

Łysogłowy do kamerzysty: Oddaj taśmę bez dyskusji!

Jeden z nich, Patryk P. zaatakował fotoreporterów i kamerzystów z Krakowa. - Najpierw podszedł do kamerzysty reprezentującego Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków i wymusił na nim skasowanie nagrania, co było możliwe, gdyż kamera miała zapis cyfrowy - opowiada nam kamerzysta z oficjalnej strony Wisły, do którego cenzor skierował się w następnie. - Bez żadnych dyskusji oddaj taśmę, bo zaraz coś ci się stanie - domagał się podniesionym głosem.

Operator zaproponował, że nie może oddać całego materiału, a co najwyżej może skasować fragment z zadymą. Agresor nie zniósł żadnej dyskusji: - Natychmiast oddaj tę taśmę - wrzasnął i krzyczał nawet wtedy, gdy operator z Krakowa otwierał już kieszonkę kamery, by wyjąć z niej kasetę.

Kamerzysta z oficjalnej strony klubu poprosili fotoreportera z nieoficjalnej strony Wisły (wislakrakow.com), by zrobił zdjęcie napastnikowi. Ten, chcąc pomóc kolegom posłuchał i za chwilę sam był w tarapatach. Agresywny Patryk P. - podkreślmy to jeszcze raz, akredytowany na mecz przez Lecha - zauważył, że został sfotografowany. Podbiegł więc do Michała z wislakrakow.com i zażądał, by ten oddał kartę pamięci z aparatu.

- Natychmiast oddaj kartę z aparatu! Jeśli tego nie zrobisz, stracisz wszystko - łysogłowy Patryk P. zagroził Michałowi z Krakowa. - Grozisz mi? - zapytał napastowany. Twierdzącą odpowiedź poprzedziło uderzenie czołem w nos z "byka".

Napastnika udało się ująć na wniosek szefa zabezpieczenia imprez sportowych Wisły - Kazimierza Antkowiaka, który wydarzenia śledził w asyście rzecznika Wisły Adriana Ochalika i delegata PZPN-u Pawła Kobyłeckiego.

- Nie zostawimy tej sprawy ot tak sobie. Napiszemy protest do Ekstraklasy SA, a osobne pismo wyślemy do Lecha i zażądamy wyjaśnień - powiedział nam rzecznik Wisły Adrian Ochalik.

Specjalnie INTERIA.PL Joanna Dzios, rzecznik Lecha Poznań:

- Patryk P., jest to fotograf, który robi zdjęcia dla reprezentowanej przez siebie agencji, a także na potrzeby programu meczowego, którego wydawcą nie jest KKS Lech Poznań. Ten pan nie jest pracownikiem naszego klubu, chociaż znamy go nie od dziś , on stale bywa na naszych meczach i do tej pory jego zachowanie nie było odbiegające od normy. Zaraz po meczu rzecznik Wisły Adrian Ochalik razem z naszym szefem zabezpieczeń Henrykiem Szlachetką i jego odpowiednikiem z Wisły, panem Antkowiakiem i w asyście policji przeszukali plecak chłopaka i nie znaleźli kasety. Takie są fakty. Nie byłam przy zdarzeniu, nie wiem kto ją zabrał, Patryk P. zaprzecza, jakoby to był on. Nie chcę wyrokować gdzie leży prawda. Faktem jest, że tej kasety nie znaleziono. Muszę się zastanowić, co będzie dalej na Lechu z oskarżanym przez wysłanników z Krakowa Patrykiem P. Na dzisiaj akredytacji na mecz z Manchesterem City nie ma.

W temacie ochroniarzy, którzy niewłaściwie reagowali na to, że kibice przedostali się pod sektor gości, posłużę się zapewnieniami szefa zabezpieczeń, pana Henryka Szlachetki, który powiedział, że dołoży wszelkich starań, aby takie migracje kibiców z sektora na sektor nie były możliwe na naszym stadionie. Dojście kibiców pod sektor gości nie będzie już możliwe. W tej sprawie zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec firmy ochroniarskiej.

Dzisiaj dokonywaliśmy analizy systemu zabezpieczeń na naszym stadionie pod kątem zbliżającego się meczu z Manchesterem City i następnych. Mogę zapewnić, że nasz stadion jest stuprocentowo bezpieczny. Nasze działania mające na celu wyeliminowanie tego typu ekscesów, jak te podczas meczu z Wisłą, spowodują, że ta historia się już nie powtórzy.

Zobacz jak ochrona nie reagowała w czasie "zadymy" na meczu Lecha Poznań z Wisłą Kraków:

Dowiedz się więcej na temat: Wisła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje