Reklama

Reklama

Krzysztof Smulski: wracają zachowania z lat 90.

"Jestem smutny po tym, co zobaczyliśmy podczas meczu Lech - Legia. Wydawało się to niemożliwe, ale wracają zachowania, jakie widzieliśmy na trybunach w latach 90." - ocenił Krzysztof Smulski, były kierownik bezpieczeństwa podczas meczów na Stadionie Śląskim.

"Myślałem, że takie wydarzenia mamy już za sobą, ale - jak się okazuje - myliłem się" - dodał Smulski. 

Reklama

Niedzielny mecz w Poznaniu został przerwany w 77. minucie przy stanie 2:0 dla gości. Krótko po zdobyciu przez Legię drugiego gola z trybuny zajmowanej przez najbardziej zagorzałych fanów "Kolejorza" na murawę poleciały race. Sędzia Daniel Stefański przerwał zawody, a piłkarze w pośpiechu opuścili murawę. Sympatycy Lecha po chwili zaczęli napierać na ogrodzenie i po chwili kilkudziesięciu z nich pojawiło się na boisku. Błyskawicznie do akcji wkroczyło ok. 200 policjantów, którzy przegonili chuliganów z powrotem na sektor i opanowali sytuację. 

Smulski przypomniał, że zgodnie z przepisami ustawy o organizacji imprez masowych, policję wzywa kierownik bezpieczeństwa gospodarzy w przypadku braku możliwości zapanowania nad sytuacją.

 Jak podkreślił, był to drugi niedokończony mecz ekstraklasy w tym roku. Na początku marca na stadionie w Gliwicach przerwany został w 80. minucie derbowy mecz miejscowego Piasta z Górnikiem Zabrze przy stanie 1:0. Też skończyło się orzeczeniem walkoweru na korzyść drużyny przyjezdnej, a gliwiczanom - walczącym do ostatniej kolejki o utrzymanie - bardzo brakowało trzech punktów, które mogli zdobyć w tym pojedynku.

W Gliwicach kilku kibiców gospodarzy sforsowało ogrodzenie i wbiegło na boisko. Sędzia przerwał grę i nakazał graczom zejście z murawy. Na nic zdało się tłumaczenie spikera i gliwickich piłkarzy. Na boisku pojawili się policjanci, także na koniach i z psami. Kilku chuliganów zostało wyprowadzonych ze stadionu. Dopiero wizyta na trybunie szalikowców kapitana gospodarzy Gerarda Badii i bramkarza Jakuba Szmatuły oraz jego prośby uspokoiły atmosferę. Policjanci zostali na murawie, a po 38 minutach oczekiwania spiker ogłosił, że spotkanie zostało zakończone. 

Policyjne "rozliczanie" derbów Śląska wciąż trwa. Na początku maja prokurator zastosował dozór policyjny i poręcznie majątkowe w wysokości 20 tys. złotych wobec 26-letniego gliwiczanina, który dokonał czynnej napaści na funkcjonariusza. To był 30. uczestnik zajść, któremu zarzucono popełnienie przestępstwa. 42 młodych mężczyzn jest obwinionych w związku z wykroczeniami.

Sprawców przestępstw czekają procesy przed sądem karnym i wyroki, natomiast sprawcy wykroczeń zazwyczaj dobrowolnie poddają się karze i zostają ukarani grzywnami oraz zakazami stadionowymi. 

Gorąco było też podczas pierwszoligowych derbów piłkarskich GKS Tychy - Ruch Chorzów. Mecz był na kilka minut przerwany z powodu burd na trybunach, ale udało się go dokończyć. Zniszczonych zostało 149 krzesełek, wyrwano mocowanie bramy, uszkodzono barierkę i balustradę na trybunach.

Dowiedz się więcej na temat: Lotto Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama