Kryzys Jagiellonii. Walka o mistrzostwo się zaognia. Wielka szansa przed Lechem i Rakowem
Jagiellonia Białystok w ostatnim czasie na krajowym podwórku miała spore problemy. Wystarczy napisać, że na pięć ostatnich spotkań liderzy tabeli PKO BP Ekstraklasy wygrali ledwie raz w niedawnym meczu z GKS-em Katowice. W 26. kolejce chcieli rozpocząć budowanie serii, a do Białegostoku przyjechała Wisła Płock. Tak się jednak nie stało, goście w trakcie meczu odrobili straty, co zakończyło się ich triumfem 2:1.

Adrian Siemienic bez wątpienia jest trenerem, który spośród polskiej młodej szkoły szkoleniowców dostaje ostatnio najwięcej pochwał. Nie może być inaczej. Praca 34-latka w Jagiellonii jest znakomita i przekonała się o tym nawet włoska Fiorentina. Ostatnie tygodnie na krajowym podwórku są jednak nieco trudniejsze.
Od wznowienia rozgrywek Jagiellonia rozegrała osiem ligowych meczów. Wygrała tylko trzy z nich. W ostatnich pięciu górą nad rywalem była ledwie raz. Nie przeszkodziło to jednak wciąż "Jadze" w liderowaniu rozgrywkom. Przed meczem 26. kolejki z Wisłą Płock ekipa z Białegostoku miała 41 oczek.
Kolejna porażka Jagiellonii. To już kryzys
Spotkanie z ósmą w tabeli Wisłą Płock jawiło się jako naprawdę istotny mecz, bo dzień wcześniej swoje spotkanie 26. serii gier przegrało drugie Zagłębie. Pojawiła się więc okazja do zbudowania przewagi nad w tym momencie najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł mistrza Polski.
Spotkanie zaczęło się tak, jak można było się tego spodziewać, a więc od gola dla Jagiellonii, choć jego okoliczności dla Wisły były bardzo bolesne. W 11. minucie strzał zza pola karnego oddał Wdowik, piłkę do boku sparował bramkarz gości Leszczyński. Zrobił to jednak dość niefortunnie.
Futbolówka spadła bowiem idealnie pod nogi atakującego wślizgiem Bazdara. Ten najpierw trafił w słupek, ale dobitka już znalazła drogę do bramki. Jagiellonia wyszła na prowadzenie. Nie cieszyła się z niego jednak zbyt długo. Już w 20. minucie goście doprowadzili do remisu.
Stało się to za sprawą Juricia, który wykorzystał perfekcyjne dogranie Gallapeniego w pole karne i z bliska wpakował futbolówkę do siatki. Trzynaście minut później Wisła wyszła na prowadzenie za sprawą tego samego duetu, a akcja była właściwie bliźniacza, choć tym razem Juric musiał się nieco bardziej wykazać.
Najważniejsze było jednak to, że Wisła schodziła do szatni z cennym jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej części rywalizacji doskonale widoczne było, która z drużyn ma przewagę w wyniku. Właściwie od początku Jagiellonia dominowała nad swoimi rywalami, szukała gola wyrównującego.
Ten mimo kilkunastu prób strzałów do 80 minuty, nie przychodził. Ostatnie 10 minut jawiło się jako szansa, której Jagiellonia nie była w stanie wykorzystać. Goście wygrali 2:1, a to oznacza, że przed Lechem Poznań i Rakowem Częstochowa pojawiła się wielka szansa na poprawienie pozycji w walce o mistrzostwo kraju.











