Koszmar powrócił. Samobój w hicie Ekstraklasy. Lider tabeli pod ścianą
Jagiellonia Białystok przegrała 1:2 z Górnikiem Zabrze w 30. kolejce Ekstraklasy. Rezultat otworzyło samobójcze trafienie Bartosza Mazurka z 64. minuty. W ten sposób "Jaga" zafundowała sobie powtórkę koszmaru z jesieni - wtedy przy Roosevelta też poległa po sabotażu. Teraz oba zespoły zdobyły po jednym golu w doliczonym czasie gry, ale górą znów okazali się zabrzanie. Dzięki wygranej ekipa z Górnego Śląska wskoczyła na fotel wicelidera i ma już tyle samo punktów co otwierający tabelę Lech Poznań.

To miało być jedno z tych spotkań, które w ogromnym stopniu wpłynie na losy rywalizacji o tytuł mistrza kraju. Druga kontra trzecia drużyna tabeli. Obie od lidera dzielił dystans ledwie trzech punktów.
Górnik rozegrał w tym sezonie pięć meczów w Pucharze Polski - wszystkie na obcym terenie. Każdy z nich zakończył zwycięstwem. Tymczasem w Ekstraklasie na wyjazdowy triumf czekał od... połowy września. Paradoks nie do rozwikłania.
Jagiellonia - Górnik. Nieudany rewanż "Żubrów". Zabrzanie wywożą ze stolicy Podlasia komplet punktów
- Trzeba docenić, że mamy trzeci sezon z rzędu, w którym Jagiellonia gra o najwyższe cele. Ten moment musi nas konsolidować. Chcę poczuć energię całego stadionu. Wtedy, jak się połączymy, możemy wszystko - tak na przedmeczowej konferencji prasowej trener Adrian Siemieniec apelował do kibiców "Jagi".
Nie osiągnął zamierzonego efektu. Ale przed pierwszym gwizdkiem był pełen dobrej wiary. Jego podopieczni również, bo rozpoczęli spotkanie z dużym animuszem.
Tyle tylko że do przerwy nie przyniosło to żadnego rezultatu. Gospodarze wypracowali sobie tylko jedną okazję do zdobycia bramki. W 23. minucie strzał z bliskiej odległości Afimico Pululu wybronił Marcel Łubik. Po dobitce Nahuela Leivy futbolówka trafiła w słupek.
Zabrzanie odpowiedzieli w samej końcówce pierwszej połowy. Tym razem z kilku metrów uderzał Jarosław Kubicki. Na posterunku był jednak Sławomir Abramowicz.
Po zmianie stron tempo spotkania nadal nie porywało. Na trybunach pojawiły się pierwsze gwizdy. "Jaga" nie miała pomysłu na rozmontowanie defensywy rywala.
Rezultat spotkania otworzyła akcja z 64. minuty. W pole karne gospodarzy wpadł Maksym Chłań i wdał się w drybling z trzema przeciwnikami. Próbował centrować, ale po drodze piłka odbiła się od niefortunnie interweniującego Bartosza Mazurka i wpadła do siatki.
W ten sposób powtórzył się koszmar Jagiellonii z rundy jesiennej. Wtedy też przegrała z Górnikiem po trafieniu samobójczym. W Zabrzu objęła prowadzenie, ale ostatecznie poległa 1:2. A do własnej bramki w 87. minucie futbolówkę skierował Alejandro Pozo.
Teraz wybrańcy Siemieńca zdołali wyrównać w doliczonym czasie gry za sprawą Pululu. Ostatnie słowo należało jednak do 14-krotnych mistrzów Polski. Tuż przed końcowym gwizdkiem zwycięską bramkę z rzutu karnego zdobył Rafał Janicki!
Porażka sprawiła, że ekipa z Podlasia spada na trzecią lokatę w tabeli. Zespół dowodzony przez Michala Gasparika jest już na pozycji wicelidera. I ma tyle samo punktów co zasiadający na szczycie Lech Poznań.












