Koszmar Legii nie chce się skończyć. Cios za cios. Papszun wciąż bez triumfu
GKS Katowice zremisował 1:1 z Legią Warszawa w 21. kolejce Ekstraklasy. Rezultat spotkania został ustalony już do przerwy. Na bramkę Wahana Biczachczjana odpowiedział Borja Galan. Ekipa z Łazienkowskiej nie wykorzystała kolejnej sposobności na ucieczkę ze strefy spadkowej. Pod wodzą Marka Papszuna nadal nie zaznała jeszcze triumfu.

Legia stanęła przed kolejną szansą, by po raz pierwszy za trenerskiej kadencji Marka Papszuna wskoczyć w ligowej tabeli na miejsce poza strefą spadkową. Do realizacji celu potrzebny był - bagatela - komplet punktów. Zadanie okazało się trudne nie tylko w teorii.
Katowiczanie mieli prawo czuć respekt przed... niżej notowany rywalem. Ostatnie oficjalne zwycięstwo nad ekipą z Łazienkowskiej odnieśli w maju 2001 roku. Ćwierć wieku wyczekiwania miało dobiec końca właśnie dzisiaj. Ale i tu na zamiarach się skończyło.
Legia nadal bez zwycięstwa za kadencji Papszuna. Trzecia próba ucieczki ze strefy spadkowej nieudana
Pierwszą groźną sytuację zanotowaliśmy krótko przed upływem kwadransa. Głową z bliskiej odległości uderzał wówczas Patryk Kun. Stojący w bramce gospodarzy Rafał Strączek popisał się jednak tyleż skuteczną, co szczęśliwą interwencją.
Skoro nie wyszło w roli egzekutora, Kun postanowił spróbować sił jako asystujący. I to była trafiona decyzja. Po jego centrze idealnie głową przymierzył Wahan Biczachczjan i zrobiło się 0:1.
Na trybunach bramkową akcję oklaskiwali dwaj trenerzy kadry - Jan Urban i Jerzy Brzęczek (U-21). Ten pierwszy obserwował przede wszystkim Bartosza Nowaka, który do reprezentacji przymierzany jest od kilku miesięcy. Tym razem znów należał do wyróżniających się graczy i niewykluczone, że doczeka się powołania na marcowe baraże o mundial.
W 33. minucie doszło do kontrowersyjnego zdarzenia. Ilja Szkurin znalazł się w doskonałej sytuacji do oddania strzału. Ale na murawę powalił go Kacper Tobiasz - tak się przynajmniej wydawało. Analiza VAR ostatecznie nie wykazała przewinienia, więc o rzucie karnym nie mogło być mowy.
Goście na przerwę nie schodzili jednak z prowadzeniem. "Gieksa" wyrównała w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Z rzutu wolnego centrował Nowak, a głową nie do obrony uderzył Borja Galan.
Ponownie potrzebna była wideoweryfikacja. Tym razem w grę wchodził ofsajd. Ostatecznie Hiszpan trafił jednak na listę strzelców.
W drugiej połowie rezultat nie uległ już zmianie. Przez trzy kwadranse dominował futbol toporny, bez cienia finezji. Żadna ze stron nie zasłużyła w tym spotkaniu na komplet punktów, choć nieco lepsze wrażenie pozostawili po sobie jednak katowiczanie.
Legia zostaje w strefie spadkowej. Trzy ligowe boje pod komendą Papszuna i ledwie dwa ugrane punkty. Nikt już nie ma wątpliwości, że wiosna będzie dla stołecznego zespołu batalią o życie.













