Koszmar Legii był o krok. Zdecydował gol w 93. minucie. Dwa punkty od strefy spadkowej
Legia Warszawa do meczu 16. kolejki PKO BP Ekstraklasy podchodziła z tymczasowym trenerem, a tę rolę po rozstaniu z Edwardem Iordanescu pełni Inaki Astiz. W sobotni wieczór do Warszawy przyjechała gdańska Lechia, a przed meczem więcej mówiło się o Marku Papszunie, niż o samym spotkaniu. Głosy o Papszunie z pewnością nie ucichną, bo Legia zremisowała 2:2 i od strefy spadkowej dzielą ją dwa punkty.

Zakończyła się już ostatnia w tym roku przerwa na mecze reprezentacji narodowych. To oznacza, że przed kibicami klubowej piłki kilka naprawdę obfitych w mecze miesięcy. Fani w Polsce muszą oczywiście liczyć się z tym, że niebawem nadejdzie przerwa zimowa, która doprowadzi do przerwania rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie.
Z pewnością władze Legii Warszawa chciałyby, aby do tego czasu wyjaśniła się kwestia obsady pozycji trenera. Po rozstaniu z Edwardem Iordanescu tymczasowo stery w zespole przejął Inaki Astiz. Nic nie wskazuje jednak na to, aby Hiszpan miał otrzymać propozycję objęcia funkcji pierwszego trenera na stałe.
Legia na deskach w Warszawie. Nagły cios w 93. minucie
W ostatnich dniach bardzo wiele mówiło się o potencjalnym zatrudnieniu Marka Papszuna i to właśnie ten temat zdominował dyskusję przed meczem 16. kolejki, w której na stadion w Warszawie przyjechała ostatnia drużyna w tabeli - Lechia Gdańsk. Na papierze Legia lepszej okazji do odbicia się mieć nie mogła.
Papier oczywiście wszystko przyjmie, a potem boisko musi to zweryfikować. Początek meczu faktycznie wskazywał na Legię, która zdawała się względnie kontrolować boiskowe wydarzenia. Wszystko zaczęło się zmieniać w ostatnim kwadransie. Goście stopniowo dochodzili do głosu.
Najpierw po strzale Bobcka znakomicie interweniował Kacper Tobiasz, ale chwilę później - w 42. minucie bramkarz nie miał już szans. Bobcek zgrał piłkę przed pole karne, a tam czekał na nią Ivan Żelizko, który złożył się do przepięknego strzału z półwoleja i otworzył wynik spotkania. Lechia z prowadzeniem zeszła do szatni.
Długo w drugiej połowie z dobrego wyniku goście cieszyć się nie mogli. Legia wyszła bowiem naprawdę naładowana na boisko i już w 53. minucie przyniosło to oczekiwane efekty. Piłkę około dwudziestu metrów od bramki dostał Bartosz Kapustka i bez zastanowienia huknął na bramkę gości.
Golkiper był bez szans, a Legia wróciła do stanu remisowego. Niedługo później dwie znakomite okazje do strzału głową miał Bogdan Vjunnyk, ale oba jego strzały minęły bramkę Tobiasza o dosłownie kilkanaście centymetrów. Legia dostała jednak dwa bardzo poważne ostrzeżenia od rywali.
Gdy mecz się nieco wyrównał znów znakomicie zachował się Bobcek, który zapisał na swoim koncie drugą asystę. W 77. minucie napastnik rozciągnął akcję w lewą stronę, a tam czekał na piłkę Cirković, który ułożył ją do strzału prawą stopą i kopnął w kierunku bramki Tobiasza. Tym razem futbolówka przetoczyła się po rękach bramkarza i wpadła do siatki.
Wydaje się, że w tej konkretnej sytuacji Tobiasz mógł zrobić nieco więcej, żeby pomóc swojemu zespołowi. Legii pozostał kwadrans. Znów udało się znaleźć bohatera, który uratuje drużynę, gdy ta najbardziej tego potrzebuje. Tym razem w 93. minucie stał się nim wprowadzony z ławki Wojciech Urbański.
Młodzieżowy reprezentant Polski pokazał "nos snajpera". Pomocnik odnalazł się w polu karnym tam, gdzie spadła piłka dośrodkowana przez Kapustkę i wpakował ją do siatki, doprowadzając do remisu. Ten gol oznacza, że Legia ma w tym momencie 18 punktów w tabeli i od strefy spadkowej dzielą ją ledwie dwa oczka. Lechia z kolei zamyka klasyfikację z czternastoma oczkami.











