Koszmar gwiazdora Legii. Pięć miesięcy przerwy, a teraz komunikat. Ale to nie koniec
Legia Warszawa rozpoczęła 2026 rok od falstartu. Stołeczna drużyna przegrała z Koroną Kielce 1:2 i nie wygrzebała się ze strefy spadkowej PKO BP Ekstraklasy. Tymczasem pojawiły się nowe informacje ws. zdrowia Jean Pierre Nsame. Kibice ucieszyli się, że Kameruńczyk wraca do zdrowia. Z naszych informacji wynika, że na jego ponowny występ muszą jeszcze trochę poczekać.

Jean Pierre Nsame świetnie rozpoczął sezon 2025/26. W 12 meczach strzelił sześć goli i wyraźnie odrodził się pod skrzydłami ówczesnego trenera Edwarda Iordanescu. Tyle, że pod koniec sierpnia w meczu z Cracovią doznał zerwania ścięgna Achillesa. - Przerwa potrwa kilka miesięcy - informował stołeczny klub.
W poniedziałkowy wieczór pojawiła się informacja, że rehabilitacja Kameruńczyka dobiegła końca.
Dzięki kompleksowemu leczeniu, indywidualnie dobranej rehabilitacji i ogromnej determinacji zawodnika, powrót do sprawności zajął zaledwie 5 miesięcy - to znakomity wynik, biorąc pod uwagę, że standardowo taki proces trwa 7-8 miesięcy
Komunikat sprawił, że wśród kibiców Legii pojawiła się nadzieja, że zawodnik lada moment będzie do dyspozycji trenera Marka Papszuna. W rzeczywistości nie jest jednak tak kolorowo.
Z naszych informacji wynika, że leczenie w podwarszawskiej klinice było tylko jednym z etapów rehabilitacji. Obecnie Nsame nie jest jeszcze gotowy do gry i codziennie pracuje w Legia Training Center, aby być do dyspozycji sztabu szkoleniowego. Udało nam się ustalić, że to może jeszcze potrwać nawet kilka tygodni.
Nsame trafił do Legii przed sezonem 2024/25, jako trzykrotny król strzelców ligi szwajcarskiej. Nie było on jednak ulubieńcem ówczesnego trenera Goncalo Feio. "Przegląd Sportowy Onet", powołując się na słowa swoich informatorów, ujawnił, iż Portugalczyk miał nazywać Nsame "żmiją" oraz określać jego charakter jako toksyczny.
Kameruńczyk odżył, gdy trenerem został Iordanescu. Kontuzja pokrzyżowała jednak plany zawodnika, jak i Legii. Z pewnością jego powrót wzmocni rywalizację w ataku stołecznego zespołu. Tym bardziej, że Mileta Rajović i Antonio Colak nie spełniają oczekiwań kibiców.
W niedzielę (1 lutego) Legia wróciła do gry. Zespół prowadzony przez Marka Papszuna przegrał w pierwszej kolejce tego roku z Koroną Kielce (1:2), a wspomniany wyżej Rajović nie wykorzystał rzutu karnego.
Warszawianie będą mieli okazję zdobyć pierwsze ligowe punkty w sobotę (7 lutego). Na godz. 14:45 zaplanowano mecz z Arką Gdynia.













