Kosmiczne pieniądze dla polskiego klubu. Nie trzeba właściciela-milionera
Żeby zdać sobie sprawę z wymiaru sukcesu odniesionego przez Jagiellonię Białystok, wystarczy zerknąć w jej sprawozdanie finansowe. Żeby natomiast zrozumieć skalę pojawiających się tam kwot, warto je zestawić z wydarzeniami w Pogoni Szczecin i Widzewie Łódź - dwóch klubów, które w tym roku zostały przejęte przez milionerów. Wnioski są bardzo ciekawe.

Finanse Widzewa i Pogoni trudno ze sobą porównywać. Pierwszy z tych klubów od lat był jednym z najbardziej zadbanych, jeśli chodzi o zielone rubryki w excelu i przyjmował politykę bezpieczeństwa, która była dużo ważniejsza od sukcesu sportowego. Stąd przeciętność, w którą Widzew popadł niedługo po powrocie do Ekstraklasy. Pogoń w tej samej chwili finansowo szarżowała. Płaciła wysokie kontrakty, przez pewien czas odprowadzała do agentów zdecydowanie najwyższe kwoty (w jednym z sezonów było to 9 mln zł!), nie będzie więc przestrzeloną opinia, że sukces sportowy próbowała osiągnąć za wszelką cenę. Skończyło się to katastrofą i można się zastanawiać, czy gdyby klubu nie przejął Alex Haditaghi, finaliści dwóch ostatnich edycji Pucharu Polski byliby wciąż na mapie Ekstraklasy.
Dlatego Widzewa i Pogoni finansowo nie porównujemy, jednak zestawiamy przewijające się przez te kluby kwoty, by zobrazować to, co się dzieje w Białymstoku.
Jagiellonia bije rekordy
Wiosną 2023 roku Jagiellonia Białystok stała nad sportową przepaścią. Prowadzony przez Macieja Stolarczyka zespół balansował nad strefą spadkową, aż władze klubu uznały, iż kontynuowanie przez niego pracy może zakończyć się degradacją do 1. ligi. Postawiono na Adriana Siemieńca, trenera rezerw Jagiellonii. Decyzja ta nie tylko przełożyła się na najlepszy okres w historii klubu, ale także na rekordowe zarobki, które - jak pokaże ten tekst - przebiją znacznie inwestycje milionerów z Widzewa i Pogoni. Bo klub można budować sięgając do własnej kieszeni, a można mieć Łukasza Masłowskiego, Adriana Siemieńca i prezesa (najpierw Wojciecha Pertkiewicza, później Ziemowita Deptułę), którzy własną pracą zapewnią jeszcze wyższe przelewy.
Sprawozdanie finansowe Jagiellonii nie jest nowym dokumentem, gdyż zostało opublikowane w połowie roku, jednak dzięki temu, że brązowi medaliści ostatnich rozgrywek "rozliczają" się w cyklu rocznym (a nie sezonowym), możemy w miarę dokładnie oszacować, jak będzie wyglądało też to najnowsze (za 2025 roku, które ukaże się w połowie 2026).
W "ujawnionym" 2024 roku Jagiellonia zebrała dwa główne żniwa - premię za mistrzostwo Polski oraz za grę w fazie ligowej Ligi Konferencji (przejście dwóch kolejnych rund i dotarcie do ćwierćfinału LK wydarzyło się już nieobjętą sprawozdaniem wiosną 2025). W efekcie przychody Jagi rok do roku zwiększyły się z 35,3 mln zł na… 91,8 mln zł. Z oczywistych przyczyn wzrosły też koszty działalności operacyjnej (m.in. podróże, hotele) - o 26 mln zł - jednak finalny wynik finansowy był niewiarygodny. W 2023 Jagiellonia odnotowała stratę 4,1 mln zł, podczas gdy rok później zysk (czyli zarobione "na czysto" pieniądze) sięgnął… 44,6 mln zł!
Możemy przypuszczać, jak to będzie wyglądać w 2025 roku - i że będzie podobnie. Różnicą na niekorzyść Jagi jest zajęte miejsce w Ekstraklasie (klub z Białegostoku nie obronił mistrzostwa, był trzeci - przez co premia będzie niższa o 6 mln zł). Również kontrakty zawodników są zapewne wyższe, jednak trzeba pamiętać, że wiosną 2025 Jagiellonia wypracowywała przychody, których nie miała wiosną 2024 - wynikające z awansu do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Wszystko prawdopodobnie zbilansuje się na tyle, że zysk rok po roku będzie porównywalny. W polskich warunkach kosmicznie wysoki.
Mówimy bowiem o kwocie 75-85 mln zł w cyklu dwuletnim. Na czysto. Można się zastanowić, czy ktokolwiek w Polsce wcześniej zarobił na boisku (czyli bez transferów, czy klubowego sklepu) w podobnym okresie takie kwoty. Jagiellonia generowała dużo niższe koszty niż Legia, która tak jak ona dotarła do ćwierćfinału LK, a w kolejnym sezonie załapała się do następnej fazy ligowej, natomiast Lech po ćwierćfinale Ligi Konferencji w 2022 roku, w kolejnym sezonie już nie grał w pucharach (słynna porażka w eliminacjach ze Spartakiem Trnawa).
Kilka innych danych ze sprawozdania Jagiellonii: kapitał własny Jagiellonii - 48,5 mln przy 2,9 mln zł rok wcześniej. Gdy dodamy do tego obecny rok, kwota ta zrobi jeszcze większe wrażenie. Środki pieniężne na rachunkach: 33,3 mln zł - czyli tyle Jagiellonia miała na koncie 31 grudnia 2024 przy… 0,7 mln zł rok wcześniej. Wiadomo też, że Jagiellonia oszczędza na inwestycję we własną akademię, która docelowo ma zapewnić dopływ własnych zawodników z wysokim potencjałem sprzedażowym na przyszłość. W co jeszcze inwestuje Jagiellonia? W aktywach w polu "budynki, lokale" widnieje kwota 13,2 mln zł, co przy kwocie 8,7 mln z poprzedniego sprawozdania oznacza, że klub zainwestował około 4,5 mln zł w poprawienie standardu.
Podsumowując Jagiellonia zarobiła dzięki Łukaszowi Masłowskiemu i Adrianowi Siemieńcowi kwoty, które w innych klubach są realne tylko w przypadku, w którym do klubowej kasy swoje pieniądze postanowią wpłacić właściciele. Widzew Łódź zaliczył bardzo drogie okienko transferowe, ale wydał i tak mniej, niż Siemieniec z Masłowskim podnieśli z boiska. Dwa lata Jagiellonii pozwoliłyby też bez właścicielskiej pomocy spłacić z dużą nawiązką wszystkie długi Pogoni Szczecin, które przecież były przeogromne.
Jak Alex Haditaghi leczy Pogoń Szczecin
Operując na konkretnych liczbach. Pogoń Szczecin sezon 2023/24 kończyła z kapitałem własnym na poziomie minus 50,7 mln zł. W przypadku "klasycznych" firm mówilibyśmy właściwie o bankructwie. Ponad pół roku później Alex Haditaghi wjechał niemal na białym koniu. Żeby zobaczyć, ile realnie nowy właściciel zainwestował do tej pory w klub (rzecz działa się już w okresie sprawozdania finansowego, które dopiero się ukaże zimą 2025/26), trzeba zerknąć do ogólnodostępnych danych w KRS. Tam widzimy, że od momentu przejęcia Pogoni, wysokość kapitału zakładowego była podnoszona dwa razy. Najpierw z 26,8 mln do 37,9 mln, a następnie do 53,9 mln zł. To oznacza, że Alex Haditaghi wpłacił do klubu 27,1 mln zł, dzięki czemu ujemne kapitały własne w kolejnym sprawozdaniu zmniejszą się do około minus 24 mln zł. Jest to o tyle istotne, że przy ubieganiu się o licencję na grę w europejskich pucharach, w myśl nowych zasad wprowadzonych przez UEFA trzeba wykazać albo dodatni kapitał własny, albo redukcję ujemnego o co najmniej 10 proc. Do tego Haditaghi udzielił Pogoni jeszcze kilku pożyczek, by klub miał zobowiązanie wobec niego, a nie innych podmiotów.
Realnie sytuacja uległa polepszeniu, a klub przy ograniczeniu kosztów może stać się samowystarczalny - po wyjściu na prostą Pogoń ma szansę już zacząć zarabiać na siebie.
Widzew mógł kupować za swoje
Finanse Widzewa Łódź latami były stawiane za wzór. Fakt, że Robert Dobrzycki mógł tak łatwo odkupić klub od Tomasza Stamirowskiego, był bezpośrednio związany z porządkiem, jaki zastał. Na koniec poprzedniego sezonu kapitał własny Widzewa wynosił 15,6 mln zł oraz zysk ponad 5 mln zł. Na koncie Widzew miał 14,4 mln zł.
Od tego momentu kapitał klubu był podnoszony dwa razy - jak wynika z danych w KRS. Najpierw o 4 mln zł, czyli z 6,5 mln do 10,5 mln, ale data w KRS jasno pokazuje, że była to wpłata Tomasza Stamirowskiego (miała miejsce w październiku 2024 i możemy się domyślać, że sprzedając klub, były właściciel odzyskał tę kwotę - stanowiła ona część majątku Widzewa, który należał do niego), później o kolejne 3,4 mln - do 13,9 mln zł (czerwiec 2025, zatem już mówimy o pieniądzach wpłaconych przez Roberta Dobrzyckiego). Nowy właściciel Widzewa, który ma mocarstwowe zamiary i bez wątpienia w przyszłości (mówi się o planach na mocne okno transferowe zimą) będzie mocno dokapitalizować spółkę, nie musiał zatem robić tego, do czego był zmuszony Haditaghi chcący spłacić długi. Widzew miał na tyle dużo w klubowej kasie, że właściwie posiadał pieniądze na transfery. Różnica polegała na tym, że przed erą Roberta Dobrzyckiego, w klubie budowano poduszkę finansową - a teraz nie trzeba było się przejmować topniejącymi oszczędnościami, bo - jak w wywiadzie dla Interii mówił przed sezonem prezes klubu Michał Rydz - "nowy" Widzew nie musi się przejmować generowaniem straty.
Wszystkie te liczby jednak pięknie obrazują skalę sukcesu Jagiellonii Białystok, która w dwa lata bez udziału pieniędzy właścicieli, wypracowała większe kwoty, niż łącznie były warte spłaty zadłużenia w Pogoni Szczecin i mocne okno transferowe Widzewa.












