Reklama

Reklama

Koronawirus w PKO Ekstraklasie. Boniek: Jeśli nie zagramy w czerwcu, to w sierpniu będzie jeszcze trudniej

PZPN i Ekstraklasa SA, w porozumieniu z klubami i rządem, zamierzają doprowadzić do wznowienia sezonu ligowego w ostatni weekend maja. Nie wszystkim ten pomysł się podoba. Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek apeluje do krytyków. - Chcemy wskrzesić piłkę w czerwcu i mamy na to bezpieczny plan. Natomiast jak ktoś myśl, że trzeba z tym poczekać na koniec koronawirusa, to się spotkamy za dwa lata - mówi Interii.

W miniony poniedziałek PZPN dostarczył premierowi RP Mateuszowi Morawieckiemu plan bezpiecznego powrotu do gry na przełomie maja i czerwca, jaki przygotował wespół z Ekstraklasą SA.

Zakłada on stopniowy powrót do treningów, przy stałym monitoringu piłkarzy i sztabów, a także poddawaniu ich testom na obecność COVID-19. Ekstraklasa SA rozpoczyna procedurę nabycia specjalnej puli testów, by zawodowa piłka nie korzystała z tej, która jest przeznaczona dla całego społeczeństwa.

- Czytam we wszystkich polskich gazetach o tym, kto chce grać, a kto tego nie chce. Żeby było jasne, pragnę podkreślić, że ostatni, którym powinno zależeć na restarcie ligi to spółka Ekstraklasa i PZPN. Najbardziej na tym powinno zależeć klubom, bo jak nie zaczną grać na początku czerwca, to nie zrobią tego ani w sierpniu, ani we wrześniu, ani w październiku - uważa prezes Boniek.

Reklama

Dlaczego?

- Aby zacząć grać w sierpniu, kluby musiałyby zacząć trenować na początku lipca, a koronawirus nie odpuści od razu. Jeżeli przeciągniemy start rozgrywek do sierpnia, to trzeba będzie przygotować nowy protokół, tylko kto to zrobi? Ci, którzy nad tym pracują teraz, stracą zapał. Dlatego podkreślam, jeżeli liga nie ruszy na przełomie maja i czerwca, to jedyne, co powinny zrobić kluby, to rozwiązać wszystkie sekcje piłki nożnej i powiedzieć, że jak ktoś wymyśli szczepionkę na koronawiurusa, to się wtedy skrzykniemy się od nowa - zwraca uwagę szef piłkarskiej centrali.

Szef PZPN-u obawia się, że liczba zachorowań na COVID-19 we wrześniu wcale nie musi być mniejsza od dzisiejszych statystyk. Zresztą nawet minister zdrowia Łukasz Szumowski twierdzi, że jesienią i zimą grozi nam druga fala epidemii.

- Dlatego musimy się nauczyć z tym żyć, izolować osoby starsze, dbać o nie, utrzymywać dystans społeczny. Natomiast jeżeli nie zaczniemy grać w czerwcu, to nie zaczniemy też w październiku . Piłkarze muszą się przekształcić do wykonywania innych zawodów, a wrócą dopiero za rok-dwa, gdy pojawi się szczepionka - obawia się prezes PZPN-u.

Rodzi się pytanie, czy przez tak długi okres przerwy w grze wielu zawodników nie zakończy swych karier.

- Tego nie wiem. Czasami są mecze, w których w danym zespole nie gra trzech piłkarzy. Okazuje się, że leżą w łóżku z grypą. Teraz trzeba będzie się nauczyć, że powodem nieobecności jest kwarantanna wywołana koronawirusem - uważa Boniek.

Co się stanie, jeżeli po wznowieniu ligi na przełomie maja i czerwca u danego piłkarza zostanie wykryty wirus COVID-19? Czy cała drużyna zostanie poddana kwarantannie?

- Skoro są razem, to wszyscy przejdą kwarantannę jednodniową. Później zostaną im wykonane badania i jeśli wynik będzie negatywny, to grają dalej - informuje prezes Boniek.

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje