Koniec kapitalnej passy w Ekstraklasie. Lider zatrzymany w ostatniej akcji meczu
Raków Częstochowa zremisował w gościnie z Puszczą Niepołomice 1:1 na zamknięcie 27. kolejki Ekstraklasy. Goście objęli prowadzenie po bramce Iviego Lopeza przed przerwą. Zapłacili jednak wysoką cenę za futbol kunktatorski i wyrachowany. W czwartej minucie doliczonego czasu gry wyrównującego gola strzelił wprowadzony z ławki rezerwowych Gierman Barkowskij. W ten sposób passa ligowych zwycięstw ekipy Marka Papszuna zatrzymała się na sześciu.

Kibice Puszczy Niepołomice wierzyli, że ich zespół przystąpi do tego spotkania już jako finalista Pucharu Polski. Tak się jednak nie stało. We wtorek ekipa Tomasza Tułacza uległa Pogoni Szczecin 0:3 i zakończyła w ten sposób pucharową przygodę.
W nogach pozostało jednak 90 minut zaciekłej rywalizacji z "Portowcami". A tymczasem trzeba było ugościć lidera ekstraklasowej tabeli, w dodatku legitymującego się serią sześciu ligowych zwycięstw. Remis gospodarze wzięliby zapewne w ciemno.
Ivi Lopez ponownie katem Puszczy. Mordercza riposta w doliczonym czasie
Spotkanie ani przez moment nie zbliżyło się poziomem ani dramaturgią do czegoś, co można by nazwać namiastką spektaklu. Raków prowadził atak pozycyjny, Puszcza starała się głównie przeszkadzać. Efekt? Zero podbramkowych incydentów, które należałoby pamiętać.
Mimo to goście objęli prowadzenie jeszcze przed upływem półgodziny gry. Spod linii bocznej piłkę zagrał w pole karne Erick Otieno, tam dopadł do niej Ivi Lopez i przez nikogo nie niepokojony z pięciu metrów umieścił ją w siatce. Tak musiała się skończyć imitacja gry obronnej niepołomiczan.
Ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców również w jesiennej konfrontacji obu drużyn. Podwyższył wówczas prowadzenie "Medalików" na 2:0 jeszcze przed przerwą. Rezultat nie uległ już zmianie.
W rewanżu po pierwszej połowie ekipa Marka Papszuna prowadziła w najskromniejszych rozmiarach. Po zmianie stron nie rzuciła się jednak do zmasowanych ataków. To nadal był futbol wyrachowany i pozbawiony polotu.
Stojący między słupkami Kewin Komar i Kacper Trelowski nie byli bezrobotni. Żaden z nich nie został jednak zmuszony do większego wysiłku. Snajperzy tego dnia nie byli skorzy do poważnego strzelania.
Kiedy wydawało się, że Raków sięgnie po pełną pulę najmniejszym nakładem sił, niespodziewanie padła bramka wyrównująca. Ostatnią akcję meczu strzałem na wagę remisu zakończył wprowadzony z ławki rezerwowych Gierman Barkowskij. Dla białoruskiego napastnika to pierwsze trafienie na boiskach Ekstraklasy.
Częstochowianie pozostali na pozycji lidera tabeli, ale zamiast pięciu punktów przewagi nad drugim Lechem Poznań, mają tylko trzy. Dla Puszczy ten remis w końcowym rozrachunku może okazać się bezcenny. Drużyna z Małopolski nadal jednak pozostaje przyklejona bezpośrednio do strefy spadkowej.













